Garfield – Tłusty koci trójpak tom 18 zbiera komiksowe paski z 2008 i 2009 roku, a także zahacza o pół pierwszego miesiąca roku 2010. Oczywiście zgodnie z tytułem mamy tutaj zebrane trzy książeczki, tym razem zatytułowane Garfield – Kloc w dżungli (zapewniam, że to nie to, co myślicie!), Garfield – Żywiciel oraz Garfield w konserwie. Jak widzicie nic się nie zmieniło – większość dowcipów i gagów nadal będzie toczyć się wokół żarcia, ale również wokół niezmierzonych pokładów lenistwa.

Największa zmiana dotknęła oczywiście Jona. Bardzo mnie cieszy, że naszemu fajtłapowatemu i gamoniowatemu nudziarzowi jakimś cudem udało się utrzymać związek z Liz – panią weterynarz, do której smalił cholewki odkąd tylko pierwszy raz ujrzał ją na oczy. A miało to miejsce w 1979 roku! Sami przyznacie, że Jon Arbuckle po prostu wyczekał swoją szansę na szczęście. Kobieta zdążyła przywyknąć do jego cudacznych wypadków w restauracjach i perypetii ze sprzętem kuchennym i na szczęście obdarza swojego faceta szczerym uczuciem. Gorąco kibicuję temu związkowi.
Mniej czytelna jest dla mnie z kolei relacja Garfielda z kotką Arlene. Z jednej strony rudy kocur okazuje jej trochę niechęci i niedostępności, z drugiej za każdym razem na jej widok pręży wątpliwe muskuły i wciąga brzuch. No ale jak tu znaleźć czas na pełnoprawne romansowanie i miłosne uniesienia, kiedy przez całe swoje życie tylko się śpi, je (czy raczej – pożera) i wkurza sąsiadów, myszy, psy, ptaki i pająki?

A Garfield – Tłusty koci trójpak tom 18 to przecież także kolejne urodziny Garfielda oraz następne okazje do świętowania. I chociaż Davis o tych wydarzeniach tradycyjnie napomknął, to mam wrażenie, że tym razem poświęcił im mniej miejsca niż zazwyczaj. Urodziny kocura nie były tu obchodzone zbyt hucznie, a o Sylwestrze autor jakby w ogóle zapomniał. Na szczęście Gwiazdki sobie nie odpuścił, bo to właśnie wtedy paczka naszych ulubieńców wydaje się być najsłodsza.
Wspomniałem we wstępie, że Davis idzie z duchem czasu, w życiu naszych bohaterów pojawiły się więc gadżety, które z naszej perspektywy są już od dawna nieodłącznymi przedmiotami codziennego użytku. I tak Garfield wysyła listy do Świętego Mikołaja z komputera poprzez e-mail, a John ma komórkę z „pocztą głosową, kalendarzem, budzikiem, aparatem fotograficznym, kalkulatorem napiwków, nawigacją i odtwarzaczem muzyki mp3”. Która robi wszystko, tylko nie dzwoni. Bo do tego trzeba mieć kumpli. Możecie sobie tylko wyobrazić co wyniknie ze spotkania Garfielda z inteligentną wagą…

Co tu dużo mówić - Garfield – Tłusty koci trójpak tom 18 to po prostu kolejna doskonała lektura, pełna satyry na współczesne społeczeństwo oraz zarówno odgrzewanych, jak i nowych gagów, które niezmiennie śmieszą do łez. Na szczęście tym razem znów więcej było udanych dowcipów, niż tych nietrafionych, bo rudy kocur to po prostu genialnie napisana postać. Leniwa, złośliwa, cyniczna, sarkastyczna, potrafiąca wzbudzić uśmiech czytelników samym tylko spojrzeniem. A przede wszystkim – ponadczasowa. Dajcie mi więcej!

Tytuł oryginalny: Garfield – Fat Cat 3-Pack vol.18
Scenariusz: Jim Davis
Rysunki: Jim Davis
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Wydawca: Egmont 2026
Liczba stron: 288
Ocena: 90/100
PR-owiec, recenzent, geek. Kocha kino, seriale, książki, komiksy i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział komiksów, książek i gier planszowych.