Grand Hotel – recenzja 1. sezonu

Grand Hotel nie jest pozycją wybitną (jeżeli czegoś takiego poszukujecie, Mindhunter powinien być waszym wyborem). Mimo to pierwszy sezon sprawił mi przyjemność. Co latem jest lepsze niż słońce, plaża, palmy i intrygi zwalające z nóg?

Grand Hotel oparto na hiszpańskim serialu o podobnym tytule, Gran Hotel, który można obejrzeć na Netflixie. Wersja Evy Longorii jest nie tyle, co zamerykanizowana, co zdecydowanie unowocześniona. Podczas, gdy wydarzenia z hiszpańskiego pierwowzoru dzieją się w roku 1905, tutaj do czynienia mamy z wiekiem XXI. Po pierwszym odcinku można znaleźć już pewne podobieństwa. Santiago Mendoza (Demian Bichir) jest właścicielem luksusowego hotelu w Miami. Prowadzi go wraz ze swoją drugą żoną, Gigi (Roselyn Sanchez) oraz dorosłymi już dziećmi. W pierwszym odcinku dowiadujemy się, że Santiago planuje sprzedaż rodzinnego interesu z powodu problemów finansowych – za piękną fasadą hotelu kryją się długi, skandale oraz wielkie tajemnice.

Zobacz również:Ciemny kryształ: Czas buntu – recenzja serialu. Świetne fantasy w starym stylu!

fot. ABC

Z hiszpańskiego Gran Hotel pozostawiono więcej rozwiązań fabularnych niż się tego spodziewałam. Problemy finansowe właścicieli hotelu, romans córki Santiago z bratem zaginionej Sky czy jego problematyczny syn to tylko niektóre wątki, które zaczerpnięto z Hiszpanii. To, co dało się odczuć w pierwszym odcinku, czyli latynoski styl serialu trochę przygasł w kolejnej części pierwszego sezonu. Brakło już muzyki i innych nawiązań kulturalnych. Zdecydowanie bardziej skupiono się na zwrotach akcji, które miały zatrzymać widza przed ekranem telewizora.

Alicia (Denyse Tontz), czyli córka Stantiago, wypada bardzo blado. Jako jedna z głównych bohaterek, znika kiedy na ekranie pojawia się Gigi czy jej córki. Jej postać nie jest w żaden sposób ekscytująca – nawet kiedy łamie konwenanse czy robi coś, co nie spotyka się z akceptacją innych ludzi. To samo tyczy się Danny’ego (Lincoln Younes). Chłopak, który powinien być dla Alicii niczym zakazany owoc, jest nudny jak ostatnie mecze polskiej reprezentacji w piłkę nożną. Ich spotkania powinny być przeładowane emocjami, a my, jako widzowie, powinniśmy im kibicować. Zamiast tego dzieje się dosłownie nic. Zero uczuć, emocji, a co dopiero fajerwerków.

fot. ABC

Zobacz również: Na pierwszy rzut oka: 2. sezon Titans

To, czym Grand Hotel operuje najlepiej są tajemnice i zwroty akcji – chociaż rozwiązanie „morderstwa” Sky pozostawia wiele do życzenia. Nie mniej jednak niektóre wątki naprawdę szokują widza i sprawiają, że pomimo innych uchybień ma ochotę powrócić przed ekran. Chociażby cliffhanger z finału tego sezonu sprawia, że chcemy obejrzeć przynajmniej to, co nastąpi po oraz już poszukujemy winnych tego, co się zdarzyło.

Grand Hotel, jak wspomniano wyżej, nie jest serialem wybitnym, ale taki też nie miał być. Jeżeli chcecie zapomnieć o codzienności i problemach szarej rzeczywistości, ta pozycja jest idealna. Postaci są nierówne, a te drugoplanowe bardziej interesujące od głównych bohaterów serialu. Grand Hotel nie będzie przełomem w telewizji i dobrze. Bo obok takiego Mindhuntera, potrzeba nam „głupotek”, takich jak produkcja Evy Longorii.

ilustracja wprowadzenia: ABC

Redaktor

Większość wolnego czasu spędza na oglądaniu seriali i pisaniu o nich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?