Na pierwszy rzut oka: 1. sezon Pod Powierzchnią

Świetna obsada, piękne zdjęcia, zapadająca w pamięć muzyka i intrygująca historia. Czyżby nowa produkcja TVN Pod powierzchnią nie miała wad?

Po świetnym openingu, w którym zanurzamy się pod powierzchnię wody, by poznać skrywane przez nią tajemnice, twórcy serwują nam prawdziwy rollercoaster wrażeń. Przenosimy się w świat niczym z teledysku, gdzie młodzi ludzie świetnie się bawią w gwarze muzyki. Nasz bohater przedziera się przez tłum, panicznie kogoś szukając. Obiektem poszukiwań okazuje się główna bohaterka, która wchodzi do sali, dzierżąc w swej dłoni zakrwawiony nóż. W naszych głowach pojawia się jedna myśl: co się stało?

Zobacz również: Na pierwszy rzut oka: 1. sezon Ślepnąc od świateł HBO!

Zabieg, w którym zaczęto opowiadać historię od końca, jest świetnym zagraniem, które ma pobudzić naszą ciekawość. Pomimo jego popularności w ostatnich czasach, mogę śmiało stwierdzić, że nigdy się nie nudzi. Po takim otwarciu zwykle cofamy się do przeszłości bohaterów, by poznać ich historię od początku i pobudki nimi kierujące. Tak też jest i tym razem. Pod powierzchnią ma tę przewagę nad innymi produkcjami, że opowiada swoją historię wpierw obrazem a dopiero potem słowami. Na początku twórcy zarysowują nam pewne rzeczy, dając pole do własnych rozmyślań. Tak byśmy sami się domyślili, co się dzieje. Dopiero potem mówi nam wprost, jak jest, potwierdzając nasze podejrzenia. Ta zabawa z widzem dostarcza wiele przyjemności, mam wrażenie, że zarówno widzom, jak i samym twórcą. Opowiadana historia snuta jest powoli, co nie znaczy, że monotonnie. Pomimo powolnego tempa, w 1 odcinku wiele się dzieje. Brak pośpiechu jest tutaj atutem, gdyż możemy się wczuć w sytuację bohaterów.

POD POWIERZCHNIĄ,ODC 2 Boczarska Simlat

fot. TVN

Jak już wspomniałam, historia prezentowana nam jest za pomocą obrazów. Ruchy kamery nie są tutaj przypadkowe. Podobnie jak oświetlenie czy kolorystyka. Świetnym przykładem zabawy ze światłem, jest scena, gdy postać grana przez Łukasza Simlata rozmawia ze swoją córką. W pewnym momencie bohaterka się denerwuje i gasi zapaloną lampkę, zanurzając się w ciemności. Ojciec pozostaje jednak wciąż oświetlony przez łunę bijącą z okna. Tę scenę można interpretować na różne sposoby. Z jednej strony może reprezentować konflikt pomiędzy bohaterami, fakt, że się od siebie oddalają, a także przyszłe ich losy. Ona coraz bardziej zanurza się w mrok, podczas gdy on zostaje wciąż w świetle, czyli po  stronie dobra. W Pod powierzchnią jest więcej takich scen, których rozszyfrowanie pozostawiam Wam.

Zobacz również: Na pierwszy rzut oka: 1. sezon serialu Wojenne dziewczyny

Taki sposób narracji pozwala zamaskować potknięcia aktorskie. Trudno tutaj obwiniać aktorów, którzy w innych produkcjach wypadają świetnie. Zresztą to nie jest kwestia jednego czy dwóch postaci. Praktycznie za każdym razem, kiedy bohaterowie muszą się zmierzyć z większymi emocjami, wypadają bardzo sztucznie. Myślę, że główną przyczyną tego stanu rzeczy jest reżyseria. Borys Lankosz świetnie sobie radzi w filmach, jednak chyba nie do końca wczuł się w klimat i specyfikę seriali.

O ile pod względem wizualnym nie mam tej produkcji co zarzucić, a wręcz jestem nią zachwycona, o tyle pod względem dźwięku produkcja pozostawia wiele do życzenia. Jak w większości polskich produkcji dialogi są bardzo ciche i niewyraźnie. Momentami nie rozumiemy, co bohaterowie mówią, co psuje cały odbiór serialu. Dziwi to, zwłaszcza że muzyka jest bardzo głośna. Momentami aż przysłania to, co dzieje się na ekranie.

Zobacz również: Pułapka – recenzja 1. sezonu serialu TVN!

Jak widać, Pod powierzchnią nie jest bez wad. Słaba jakość dźwięku i momentami sztuczne aktorstwo mogą nam psuć nieco odbiór serialu. Jednak historia jest na tyle intrygująca, że myślę, iż warto się w nią zanurzyć. Mam nadzieję, że z czasem aktorom łatwiej się będzie wczuć w swoich bohaterów lub zwyczajnie damy się tak bardzo wciągnąć przez opowiedzianą historię, że przestaniemy zauważać te małe potknięcia. Na poprawę dźwięku raczej bym nie liczyła, ale najwyraźniej nie można mieć wszystkiego. Skoro pod względem wizualnym serial wybija się ponad Polską średnią, to kuleje w innych aspektach. Na szczęście historia jest na tyle ciekawa, że warto momentami przymknąć oko na błędy.

Stały współpracownik

Studentka dziennikarstwa. Miłośniczka kina. Zafascynowana Azją, a w szczególności koreańską kinematografią. Fanka Sherlocka. W wolnych chwilach ogląda seriale, podróżuje lub rozczytuje się w romansidłach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?