Na pierwszy rzut oka: 2. sezon The Mandalorian

Pomimo swoich grzeszków, The Mandalorian od początku jest dla wielu fanów uniwersum SW specjalną przystanią. Produkcją odrębną od tych, które stanowią efekt nowej miotły Disneya. W ten weekend rozpoczął się drugi rozdział historii tajemniczego łowcy nagród i oczywiście jego małego towarzysza. Jakie prognozy na przyszłość?

Przede wszystkim Jon Favreau postawił na dłuższy metraż. Około 50-minutowy pierwszy epizod daje więcej miejsca na spokojne wprowadzenie historii oraz jej rozwinięcie wraz z mocnym finałem. Ponownie postawiono na skupienie się na pobocznej narracji, spychając na bok wątek główny. O ile w 1. sezonie często nie wychodziło to zbyt dobrze, jak na razie trzeba przyznać, że decyzja jest przemyślana. Świetna scena otwierająca na arenie – od początku eksponująca siłę naszego głównego bohatera – błyskawicznie prowadzi nas na Tatooine, gdzie dochodzi już do właściwej akcji. I dopiero tutaj mamy prawdziwą zabawę z konwencją.

kadr z serialu The Mandalorian

Nie będę wchodził w szczegóły, ale po raz pierwszy od niepamiętnych czasów wreszcie od deski do deski poradzono sobie z ekspozycją nostalgii w tym uniwersum. Żadnego ordynarnego rzucania nawiązaniami w stylu „patrz, pamiętasz ten moment z sagi? No to masz i ciesz się” – Favreau i spółka postawili na subtelne sygnały. A to mignie nam jakiś charakterystyczny przedmiot, innym razem napotkamy ważną dla świata postać czy stwora. A kto miał z medium styczność, ten bez problemów powinien wyłapać to i owo. W ten sposób zachowano z umiarem łączność ze światem Gwiezdnych Wojen, odnosząc się m.in. do Nowej nadziei, Powrotu Jedi, Prequel Trilogy, a nawet kultowej gry wideo – Knights of The Old Republic.

Zobacz również: Barbarzyńcy – recenzja 1. sezonu

Dopisują także postacie. Przede wszystkim znakomicie wykorzystano Timothy’ego Olyphanta, grającego szeryfa miasteczka, w którym się zatrzymuje. Aktor ten ma sporą wprawę w odgrywaniu tego typu ról (starczy wspomnieć chociażby udział w wybitnym Deadwood), więc perfekcyjnie wpisuje się w westernowy styl odcinka. Bardzo podobał mi się udział Jeźdźców Tusken, których rola została jeszcze bardziej rozwinięta, dzięki czemu są kimś więcej niż mięsem armatnim lub chwilową przystanią. Baby Yoda ogranicza się jak dotąd do roli obserwatora, tradycyjnie podążającego za tytułowym bohaterem, więc na jego wykazanie się musimy troszkę zaczekać. No i tak jak w finale pilota The Mandalorian w ubiegłym roku, teraz także w ostatnich kilkudziesięciu sekundach ujawnia się bardzo ważna dla uniwersum postać. I trzeba przyznać, że to prawdziwa bomba, wiec oglądajcie do końca.

kadr z serialu The Mandalorian

Zobacz również: Na pierwszy rzut oka: The Right Stuff o pierwszych amerykańskich astronautach

Po pierwszym odcinku mogę z optymizmem stwierdzić, że twórcy wydają się uczyć na błędach i rozwijać poziom narracji. Odcinek bardzo dobrze wyważony, pozbawiony skrótów i zbędnych wątków. Oczywiście tak jak sezon pierwszy ładnie wystartował, by po drodze wpadać gdzieniegdzie na mielizny, druga odsłona także nie daje nam jeszcze gwarancji progresu totalnego. Ale przy takich fundamentach trudno będzie im coś znacząco popsuć.

Redaktor

Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?