Na pierwszy rzut oka: The Bad Batch

Seriale animowane ze świata Gwiezdnych wojen cieszą się coraz większą popularnością. Ostatni sezon Wojen Klonów dostał bardzo pozytywne oceny zarówno krytyków, jak i fanów. Część z nich stwierdziła nawet, że ów sezon jest jedną z najlepszych rzeczy, jakie dostało to uniwersum od lat. Jak przy tym wypada pierwszy odcinek The Bad Batch? Czy nowa animacja utrzymuje poziom poprzednich seriali animowanych?

Akcja pierwszego odcinka The Bad Batch rozpoczyna się pod koniec Wojen Klonów. Tytułowy oddział charyzmatycznych żołnierzy, wraz z innymi klonami oraz dwójką znanych fanom uniwersum Jedi walczy na oblężonej przez armię Separatystów planecie Kaller. Tymi Jedi są Caleb Dume oraz jego mistrzyni, Depa Billaba. Gdy wydaje się, że wszystko jest już pod kontrolą i można ruszać dalej, słyszymy głos Palpatine’a, który wydaje rozkaz 66. Fani uniwersum zapewne wiedzą, jak to się zakończyło dla Jedi. Niemniej jednak najciekawszą rzeczą z pierwszej części odcinka, który trwa aż 75 minut, jest reakcja głównych bohaterów na ów rozkaz. Aby jednak uniknąć nadmiernego spoilerowania, nie będę opisywał ów reakcji. Lepiej, jeśli sami to zobaczycie, ponieważ warto.

The Bad Batch

kadr z serialu The Bad Batch

Zobacz również: Thor: Love and Thunder – Taika Waititi uważa, że będzie to najlepszy film MCU

Pierwszy odcinek The Bad Batch można spokojnie podzielić na kilka aktów. W dużej mierze skupia się on na sytuacji planety Kamino po zakończeniu Wojen Klonów. Jak dobrze wiemy do Imperium rekrutowano osoby, które nie były klonami. Dużo w tym wypadku namieszał admirał Tarkin, który od zawsze żywił niechęć do żołnierzy z Kamino.

Pilot serialu wprowadza także zupełnie nową postać, którą mogliśmy zobaczyć w jego zwiastunie – Omegę. Jest to młoda dziewczyna, która od początku czuje ogromne przywiązanie do głównych bohaterów. Niemniej jednak przez to, że już w tym odcinku dostajemy ważne informacje na temat tej tajemniczej postaci, nie mogę napisać o niej nic więcej, gdyż liczyłoby to się z dużą liczbą ważnych dla fabuły serialu spoilerów. W każdym razie Omega wypada pozytywnie i fani Gwiezdnych wojen powinni polubić tę postać.

fot. kadr z serialu The Bad Batch

Ciężko jest cokolwiek pisać o serialu tak, aby uniknąć spoilerów, dlatego przejdę teraz do wrażeń technicznych. Pierwszy epizod zawiera niesamowite sceny akcji, do których świetnie współgra dodająca napięcia muzyka. Kevin Kiner po raz kolejny udowodnił, iż jego praca może dorównywać tej, za którą odpowiada John Williams w przypadku filmów. Animacja również robi swoje. Zachowano stylistykę znaną z Wojen Klonów, dzięki czemu dużo łatwiej jest się wczuć w klimat serialu. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić to wygląd Tarkina oraz innej postaci znanej z Wojen Klonów, gdyż postacie te wyglądają zupełnie inaczej niż pozwoliła nam zapamiętać poprzednia animacja. Mimo to, przy tylu zaletach, mogę na to spokojnie przymknąć oko.

Zobacz również: Jak świętować Dzień Gwiezdnych Wojen?

Odpowiadając na pytanie, czy początek The Bad Batch dorównuje poprzednim animacjom z tego uniwersum, stwierdzam ze spokojem, iż tak. Dave Filoni po raz kolejny udowodnił, że umie opowiadać świetne historie. Myślę również, że gdyby nie on, moje zainteresowanie Gwiezdnymi wojnami byłoby dużo mniejsze niż teraz. Jedyną rzeczą, której się jednak obawiam, jest to, że kolejne odcinki nie będą aż tak dynamiczne jak pilot. W każdym razie jestem bardzo pozytywnie zaskoczony premierą The Bad Batch i liczę na to, że serial utrzyma poziom, który zaprezentował w pierwszym odcinku.


Ilustracja wprowadzenia: Disney

Zdaniem innych redaktorów:

Stały współpracownik

Kinoman uwielbiający oglądać filmy i seriale niezależnie od gatunku oraz czytać książki/komiksy.

Więcej informacji o

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nowe technologie

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo
Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?