Orange is The New Black – recenzja finałowego sezonu

Stęskniliście się za starym, dobrym Orange is The New Black? Macie szczęście, bo siódmy i zarazem ostatni sezon serialu wraca do tego, co potrafi robić najlepiej – pokazać nieszczęście osadzonych, tym razem nie tylko w więzieniu, ale też w ośrodku dla nielegalnych imigrantów.

Po sezonie, w którym więźniarki w Litchfield musiały przystosować się do nowych warunków i towarzyszek w celach, można powiedzieć, że ich życia trochę się ustabilizowały. Piper wychodzi na wolność i niestety, ale zderza się z okropną i szarą rzeczywistością życia, jako była skazana. Taystee zmienia się nie do poznania po wyroku skazującym ją na dożywocie oraz zdradzie przez najlepszą przyjaciółkę. Red zaczyna mieć problemy z pamięcią – a to tylko niektóre przykłady tego, jak dalej toczy się życie naszych bohaterek.

Przyznam, że wątek Piper i Alex w tym sezonie jest dla mnie najmniej interesujący. Piper narzekała na wszystko będąc w więzieniu i również to robi będąc na wolności. Każdy wie, że rozpoczynanie wszystkiego od nowa jest trudne, ale Piper swoją autodestrukcyjną osobowością dodatkowo to sobie utrudnia. Jej problemy zestawione z tym, jak traktuje się nielegalnych imigrantów są małe i zbędne.

Zobacz również: Na pierwszy rzut oka: 1. sezon Pearson – spin offu W garniturach

fot. Netflix

Bo właśnie wątek imigrantów jest w tym sezonie tym, który najbardziej szokuje. Kobiety złapane przez „ICE” są traktowane w sposób, który uderza w prawa człowieka. Okazuje się bowiem, że skazane za przestępstwa znacznie poważniejsze niż nielegalne przebywanie na terenie USA są lepiej traktowane oraz mają większe prawa i przywileje. To one decydują się na okazanie im pomocy – pomimo ryzyka zwiększenia kary, na przykład o kolejne 5 lat. Najbardziej szokuje scena, kiedy okazuje się, że rozprawy dotyczące dzieci odbywają się bez ich rodziców – ci zatrzymani są w innym ośrodku – oraz bez jakiegokolwiek pełnomocnika. Tak prezentuje się obraz amerykańskiego snu tych, którzy odważą się go realizować.

W tym sezonie znalazło się również miejsce na wątek „Me Too”, którego „ofiarą” padł Joe Caputo. Wątek ten sprawia wrażenie dość wymuszonego – jakby scenarzyści stwierdzili, ze muszą poruszyć każdy temat, który dotyczy kobiet i ich życia zawodowego. Cała historia wydaje się być wymyślona na siłę, aby tylko była.

Zobacz również: Rok za rokiem – recenzja serialu. To jest świat, który sami sobie zgotowaliśmy!

fot. Netflix

Ostatni sezon Orange is The New Black jest naprawdę dobry. Moim zdaniem na pierwszy plan wyszła Taystee – przeszła ogromną przemianę, nie tylko na przestrzeni całego serialu, ale szczególne w tym sezonie. Od kobiety, która straciła nadzieję stała się biznes woman, pomagającą współosadzonym, które mają opuścić zakład karny. Piper swoim zachowaniem dalej irytuje, nie uczy się na własnych błędach. Pomimo kilku uchybień te ostatnie odcinki serialu Netflixa pokazują, jaką jakość może jeszcze stworzyć platforma. W dobie szybkich seriali na 3 sezony, ten pokazuje, że ważna wcale nie jest ilość, a dobry scenariusz, reżyseria i obsada – najbardziej różnorodna w telewizji.

ilustracja wprowadzenia: Netflix

Redaktor

Większość wolnego czasu spędza na oglądaniu seriali i pisaniu o nich.

Więcej informacji o

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?