Movies Room - Najlepszy portal filmowy w uniwersum

Szepty mroku – oceniamy początek nowego sezonu! Powrót z tarczą

Autor: Mikołaj Lipkowski
16 lutego 2026
Szepty mroku – oceniamy początek nowego sezonu! Powrót z tarczą

Szepty mroku to opowieść surowa, skupiona na bohaterach i napięciu, które rodzi się między słowami. Teraz, wraz z 4. sezonem emitowanym na AMC, do rezerwatu powracają Joe Leaphorn, Jim Chee i Bernadette Manuelito. Czy pierwszy odcinek nowej odsłony utrzymuje wysoki poziom poprzednich sezonów?

Nie będę ukrywał Szepty mroku to serial, który trafia we mnie nie tylko warsztatem, ale i nastrojem. Ma w sobie trudny do podrobienia klimat, oparty bardziej na atmosferze niż na fajerwerkach fabularnych. Lata 70., niewielkie miasteczka położone z dala od wielkich ośrodków, pustka krajobrazu i gęstość społecznych napięć wszystko to przywołuje skojarzenia z dawną telewizją, oglądaną niegdyś na niszowych kanałach, stanowiących alternatywę wobec dominujących wówczas czterech gigantów polskiego eteru. Tym bardziej cieszy fakt, że serial powraca, i to w formie, która już od pierwszych minut sygnalizuje pewną zmianę konwencji. Scena otwierająca nowy sezon uderza z rozmachem i bez większego trudu mogłaby odnaleźć się w filmie Quentina Tarantina dynamiczna, brutalna, pozbawiona zbędnych wprowadzeń.

1. odcinek w przemyślany sposób przygotowuje grunt pod to, co dopiero ma nadejść. Choć zapowiedzi sugerują zmianę lokacji w dalszej części sezonu, tutaj jeszcze jej nie doświadczamy. Zamiast tego otrzymujemy nowe postaci wyraźnie zarysowane, obiecujące przyszłe konflikty. Szczególną uwagę zwraca nowa antagonistka: postać bezkompromisowa, świadoma swojej siły, niebojąca się ani stanowczych decyzji, ani otwartej brutalności. Choć jej obecność jest na razie zaledwie zasygnalizowana, trudno przejść obok niej obojętnie. Fizycznie łączy w sobie chłodną elegancję z niepokojącą drapieżnością gdzieś pomiędzy ikonografią Czarnej Wdowy a scenicznym wizerunkiem Johanny Platow z zespołu Lucifer. Bezwzględna, zadziorna, a zarazem hipnotycznie seksowna.

Serial nie rezygnuje przy tym z charakterystycznego dla siebie balansu tonalnego. Obok scen śmiertelnie poważnych pojawia się humor oszczędny, sytuacyjny, nigdy nachalny. Ta umiejętność lawirowania pomiędzy dramatem kryminalnym a lekką ironią od zawsze była jedną z najmocniejszych stron Szeptów mroku. Można dostrzec tu pewne pokrewieństwo z Twin Peaks - podobne wyczucie absurdu codzienności - jednak bez sięgania po elementy paranormalne i surrealizm rodem z bujnej wyobraźni Davida Lyncha.

Co istotne, 1. odcinek nowego sezonu jest narracyjnie bardzo zachowawczy i to należy uznać za jego zaletę. Twórcy nie spieszą się, nie próbują szokować co kilka minut, nie zdradzają kart zbyt wcześnie. Serial pokazuje, że ma czas i że potrafi z niego korzystać. To rzadka umiejętność we współczesnej telewizji, gdzie zbyt często tempo mylone jest z napięciem. Tutaj zachowany zostaje zdrowy balans: nie ma nudy, ale też nie ma fabularnego przeładowania. Widz otrzymuje dokładnie tyle, by poczuć niedosyt i chęć dalszego śledzenia wydarzeń.

Choć wiadomo, że nowy sezon przyniesie zmiany, na ich ocenę przyjdzie jeszcze pora. Po 1. odcinku mogę jednak powiedzieć jedno czuję wyraźny apetyt na więcej. Szepty mroku pozostają serialem intrygującym, konsekwentnym i dającym autentyczną satysfakcję z oglądania. To propozycja dla widza cierpliwego, ceniącego atmosferę i dobrze poprowadzoną opowieść. Przekonać się o tym można, śledząc emisję na kanale AMC – odcinki emitowane będą co tydzień w poniedziałki o 3:00 oraz 22:00.

Chcesz nas wesprzeć i być na bieżąco? Obserwuj Movies Room w google news!

Geek i audiofil. Magister z dziennikarstwa. Naczelny fan X-Men i Elizabeth Olsen. Ogląda w kółko Marvela i stare filmy. Do tego dużo marudzi i słucha muzyki z lat 80.

Komentarze (0)
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.