The Boys – recenzja 1. sezonu, czyli narodziny zabójców superbohaterów

Rok 2019 to prawdziwa wylęgarnia adaptacji komiksów, w których bohaterami są zdegenerowani osobnicy obdarzeni mocami lub specjalnym wyszkoleniem. Galę antyherosów zapoczątkowało The Umbrella Academy ze swoją gromadką superbohaterów wychowanych w patologicznym środowisku. Tempo zostało podkręcone przez Doom Patrol, gdzie zarówno tytułowi protagoniści, jak i wszystko, co było z nimi związane, stało daleko od  klasycznych wzorców gatunku. W aspekcie szeroko pojmowanego postawienia konwencji na głowie góruje jednak The Boys. Serial prosto od Gartha Ennisa (który zresztą osobiście włączył się w proces adaptacji scenariusza) zgodnie z wymową oryginału uderzył w taki sposób, że nawet Watchmen Moore’a bywa bardziej łaskawy dla ferajny w trykotach. Co szczególnie cieszy, pod względem jakości serial ten może spokojnie stanąć tuż obok wspomnianych produkcji.

Wyobraźcie sobie świat, w którym superherosi są częścią wielkiej, korporacyjnej machiny. Supermoce, urok osobisty i zespół PR-owców – na tych trzech filarach opiera się nie tylko popkultura, ale i cała świadomość opinii publicznej w uniwersum wykreowanym przez Ennisa. Superbohaterowie ci – których charakterystyka i przymioty świadomie nawiązują do wielkich uniwersów DC i Marvela, w szczególności Justice League – są współczesnymi półbogami, snem ziszczonym dla wszystkich, którzy chcieli zobaczyć nadludzi w fantazyjnych strojach w realistycznej scenerii. I cóż, jednocześnie w dość bolesny sposób uświadamiają, że czasem jednak lepiej się nie budzić. Tam bowiem, gdzie superherosi rodem z „tradycyjnych” wyobrażeń są mniej lub bardziej moralnie nienaganni, pokorni i z przyjemnością zatrzymają złodzieja, który okradł bank, członek The Seven z The Boys zapewne zrobi to samo, ale może jeszcze przypadkiem – wskutek roztargnienia, odurzenia czy zwykłej brawury – wykonać dekapitację swoim laserem z oczu o ogromnym zasięgu na paru przypadkowych przechodniach.

The Boys

Fot. Amazon Prme Video

Zobacz również: The Umbrella Academy – recenzja 1. sezonu kandydata na najlepszą adaptację komiksu 2019 roku

Podobna sytuacja przydarzyła się głównemu bohaterowi tej historii (Jack Quaid). A konkretnie jego dziewczynie, która uległa defragmentacji po niekontrolowanym sprincie A-Traina (odpowiednika Flasha/Quicksilvera). Rzecz jasna, Hughie nie może liczyć nawet na namiastkę sprawiedliwego procesu. W końcu cały biznes związany z tą superbohaterskością musi się kręcić, a więc główni ich przedstawiciele – pozostać nieskalani. Postawiony przed upokarzającą ofertą otrzymania pieniędzy za milczenie, skromny, mało asertywny chłopak postanawia po raz pierwszy o coś zawalczyć. Odnajduje go Bill Butcher (kapitalny Karl Urban), szykujący ekipę desperatów, którzy uderzą w skorumpowanych i zdegenerowanych superludzi. Od tego momentu zaczyna się prawdziwe szaleństwo.

Jednym z większych atutów The Boys jest aktualność. Twórcy chętnie wzorują się na tym, co napisał Garth Ennis, ale nie zrzynają na siłę. Dzięki temu otrzymujemy niesamowicie sprawnie zrealizowaną dekonstrukcję gatunku na miarę naszych czasów. Mnóstwo celnych odniesień do absurdów związanych z superbohaterskimi produkcjami (nawet takie akcenty jak kinowe uniwersum) sprawia, że nieraz uśmiechniemy się pod nosem. Zdegenerowani herosi w sposób wiarygodny wpasowują się w pastiszową rzeczywistość i, jak dodatkowo możemy się z czasem przekonać, niemal żaden z nich nie jest jednoznacznie złą postacią, choć budzą powszechny niepokój na samą myśl o tym, co mogą zrobić. Nad wszystkim pieczę trzyma grana przez Elisabeth Shue bezlitosna Madelyn Stillwell.

The Boys

kadr z serialu The Boys

Zobacz również: Doom Patrol – recenzja 1. sezonu najbardziej komiksowej adaptacji komiksu

Cała Siódemka – od Homelandera (diaboliczny, znany głównie z Banshee Antony Starr) poprzez Maeve (Dominique McElligott) aż po jedyną członkinię drużyny posiadającą kręgosłup moralny, czyli Starlight (Erin Moriarty) – w mig przyciągają do ekranu, sprawiając, że to głównie na ich sceny czekamy. Oczywiście nie należy zapominać o tytułowych bohaterach, w końcu Hughie to najbliższy normalności – zatem najłatwiejszy do utożsamienia się – członek gangu, a Butcher swoją charyzmą i backstory nie ustępuje Homelanderowi. Brakuje nieco miejsca na  lepszą konsolidację tej dwójki, Frencha (Tomer Kapon) i Mother’s Milk (Laz Alonso) – bo choć ich wspólne sekwencje są przezabawne (przemówienie Butchera o Spice Girls!), przez te 8 epizodów zostali lekko zaniedbani. Pozostaje liczyć na to, że w kolejnej serii scenarzyści śmielej będą sobie z nimi poczynać, wprowadzając to, czego tutaj zabrakło.

Projekt The Boys triumfuje, dołączając do The Umbrella Academy czy Doom Patrol jako przodownicy produkcji superhero z dysfunkcyjnymi herosami. Tym samym Amazon już zupełnie wprowadził się w ten gatunek (pamiętajmy o udanym wprowadzeniu The Tick) i pomógł nam zapomnieć o skasowanych produkcjach spod znaku Netflix-Marvel. Prowadzony przez brawurowe kreacje Urbana i Starra serial pięknie wpasowuje się w obecny klimat popkulturowy, bezkompromisowo idąc po swoje. Nic, tylko czekać na dokładkę.

Ilustracja wprowadzenia: Amazon Prime Video

Redaktor

Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?