Movies Room - Najlepszy portal filmowy w uniwersum

Cthulhu: The Cosmic Abyss - recenzja gry. Sherlock Lovecraft w akcji!

Autor: Jakub Szumiński
16 kwietnia 2026
Cthulhu: The Cosmic Abyss - recenzja gry. Sherlock Lovecraft w akcji!

Mamy sporo produkcji na rynku gier inspirowanych twórczością H. P. Lovecraft. Próbują one uchwycić ten specyficzny klimat niepokoju, niezrozumienia i horroru. Jedne robią to lepiej, inne gorzej, a jeszcze inne próbują nadrobić pomysłami to, czego brakuje im w budżecie. Cthulhu: The Cosmic of Abyss od Big Bad Wolf Studio, twórców The Council i Vampire: The Masquerade – Swansong, to właśnie ten ostatni przypadek. To trzecia gra w dorobku studia i co warto zaznaczyć już na starcie – widać, że deweloperzy wyciągnęli pewne wnioski ze swoich poprzednich projektów. Nadal jednak nie jest to poziom produkcji AAA i od pierwszych minut czuć, że mamy do czynienia z tytułem o bardziej ograniczonym budżecie. Nie jest to jednak zarzut, a raczej punkt wyjścia do dalszej rozmowy o tym, co w tej grze działa, a co wciąż wymaga dopracowania.

Lovecraftowski klimat i fabuła

Fabuła gry czerpie pełnymi garściami z dorobku Lovecrafta. Mamy tajemnicę, mamy niepokój, mamy elementy czegoś większego, czego nie do końca rozumiemy i to po prostu działa. Historia potrafi wciągnąć, buduje napięcie i daje poczucie uczestniczenia w czymś większym niż tylko kolejna przygodówka. Jednocześnie nie jest to narracja pozbawiona problemów. W trakcie rozgrywki zdarzają się momenty, w których gameplay zaczyna wyraźnie wyprzedzać logikę fabularną. Niektóre mechaniki czy zadania sprawiają wrażenie wrzuconych tylko po to, żeby urozmaicić rozgrywkę, a niekoniecznie dlatego, że mają sens w kontekście historii. Tworzy to pewien dysonans - szczególnie gdy sytuacja na ekranie sugeruje pośpiech lub zagrożenie, a postacie zachowują się tak, jakby miały nieskończoną ilość czasu. Mimo tego, całościowo fabuła pozostaje jednym z mocniejszych punktów gry. Ona sprawia, że chce się iść dalej, odkrywać kolejne elementy i sprawdzać, dokąd to wszystko zmierza. 

Bohater i narracja pierwszoosobowa

Gra prowadzona jest z perspektywy pierwszej osoby, co naturalnie zwiększa immersję. W teorii powinniśmy mocno utożsamiać się z głównym bohaterem i przeżywać wydarzenia wraz z nim. W praktyce jednak postać, którą sterujemy, jest dość bezosobowa. Nie oznacza to, że jest źle napisana, bardziej chodzi o brak wyraźnej tożsamości i cech, które pozwoliłyby się z nią naprawdę zżyć. Trudno powiedzieć, że to duży minus, bo historia nadal działa, ale zdecydowanie jest to element, który mógłby zostać lepiej dopracowany. Poraktowałbym to jak średniej jakości urządzenie, na którym oglądamy naprawdę dobry film. Historie poznamy, ale lepiej można ją przeżywać na dopracowanym sprzęcie. Chociaż aktor głosowy wykonał kawał świetnej pracy, mi czegoś brakowało, żeby zwczyczajnie współczuć ataków, bac się razem z nim i zwczyajcie być obserwatorem historii Noah.

Gameplay – detektywistyczny trzon i bardzo dobre łamigłówki

Największym zaskoczeniem Cthulhu: The Cosmic Abyss jest gameplay i to w bardzo pozytywnym sensie. Gra opiera się w dużej mierze na eksploracji i rozwiązywaniu zagadek, które bazują na zarządzaniu przedmiotami. Mamy ograniczoną liczbę slotów, musimy decydować, co ze sobą zabrać, co zostawić i jak wykorzystać konkretne elementy w danym miejscu. Proste założenie, ale działa świetnie i wymusza skupienie, a nie bezmyślne latanie po lokacjach. Same łamigłówki stoją na naprawdę wysokim poziomie. Nie są banalne, nie prowadzą za rękę i często wymagają zatrzymania się na chwilę i przemyślenia sytuacji. To ogromny plus, szczególnie w czasach, gdy wiele gier traktuje zagadki jako dodatek, a nie główny element rozgrywki. Tutaj jest odwrotnie – to właśnie one napędzają całą zabawę. Może poza łączeniem poszlak w specjalnie przygotowanym systemie. Podobna mechanika znajdowała się na przykład w Nobody Want to Die, przy czym tam było to proste, wizualnie ciekawsze i dodawało bezpośredni sens to gry. Być może to tylko ja, ale osobiście uważam, że lepiej byłoby, gdybym przeprowadzał dialog z naszym towarzyszem AI, o której dalej.

AI companion – „Klucz”, który faktycznie coś wnosi

Ciekawym dodatkiem jest obecność sztucznej inteligencji towarzyszącej bohaterowi – postaci o nazwie „Klucz” (The Key). To nie jest tylko narzędzie czy system podpowiedzi, ale pełnoprawny element narracyjny. „Klucz” komentuje wydarzenia, tłumaczy pewne rzeczy i co najważniejsze, buduje relację z bohaterem. Z czasem można zauważyć zmianę tonu, większe zaangażowanie i coś na kształt troski. To drobny detal, ale bardzo dobrze wpływa na odbiór całości. Mamy wrażenie, że to osoba, która realnie wpływa na działanie bohatera. Kolejnym istotnym elementem gameplayu jest analizator otoczenia. Dzięki niemu możemy skanować środowisko w poszukiwaniu konkretnych materiałów czy obiektów, co znacząco ułatwia eksplorację. W praktyce jest to narzędzie niemal niezbędne – bez niego wiele zagadek byłoby znacznie bardziej frustrujących. Co ważne, nie psuje ono zabawy, a raczej pomaga utrzymać tempo gry i ograniczyć niepotrzebne błądzenie.

Oprawa wizualna, interfejs i inne …

Pod względem wizualnym gra pozytywnie zaskakuje. Mimo wyraźnie ograniczonego budżetu, lokacje potrafią robić wrażenie i dobrze oddają mroczny, lovecraftowski klimat. Problem pojawia się jednak w interfejsie i sposobie podświetlania obiektów. Przedmioty często są oznaczane jaskrawymi kolorami (żółty, zielony, pomarańczowy), co mocno kontrastuje z ciemnym, brudnym światem gry. Z jednej strony pomaga to w rozgrywce, z drugiej – potrafi wybić z klimatu. Największym problemem gry jest brak spójności w projektowaniu interfejsu. W jednych momentach wszystko jest podświetlone do granic możliwości, w innych gracz zostaje pozostawiony sam sobie i musi „strzelać” kursorem, żeby trafić w odpowiedni element. Ten brak konsekwencji jest frustrujący i sprawia wrażenie, jakby różne części gry były projektowane według innych założeń. Osobiście wybrałbym jedną drogę i to raczej tę, w które nie robimy choinki z ekranu, ponieważ chcemy trzymać gracza w mrocznym otoczeniu. Chociaż nie wpłynęło to znacząco na moją ocenę, gra przez to niepotrzebnie traci.

Technikalia i optymalizacja – progres widać, ale jeszcze nie wszystko działa

Patrząc na wcześniejsze gry Big Bad Wolf Studio, widać wyraźny progres. Cthulhu: The Cosmic Abyss działa lepiej, jest bardziej stabilne i ogólnie sprawia wrażenie bardziej dopracowanej produkcji. Nie oznacza to jednak, że jest idealnie. Wciąż zdarzają się problemy z celowaniem, interakcjami czy zachowaniem obiektów w przestrzeni. Niektóre elementy działają topornie, inne są nieintuicyjne. Na plus należy zaliczyć optymalizację na PlayStation 5. Gra działa płynnie, sporadyczne spadki wydajności są raczej wyjątkiem niż normą. Wszystko co widać na trailerach w zbliżonej formie znajduje się na konsoli od Sony i to było bardzo pozytywne zaskoczenie od samego startu.

Tłumaczenie na język polski …

Polska wersja językowa to kolejny element, który wymaga poprawy. Większość tłumaczeń jest w porządku, ale zdarzają się momenty, w których jakość wyraźnie spada – nawet w samym menu. Wygląda to tak, jakby część tekstów była robiona na szybko lub automatycznie. Być może zostanie to poprawione po premierze, ale w obecnym stanie jest to zauważalny minus. Przepraszam, ale musiałem to wyciągnąć, ponieważ uważam, że to niewielki nakład finansowy, a ewidentnie potraktowano to jako taska w tablicy z zadaniami do odhaczenia. 

Fabuła, historia, wiele zakończeń

Ostatni akapit chciałbym poświęcić najważniejszej kwestii. Gra oferuje kilka zakoczeń, a jak firmują wydawcy, “prawda jest tylko jedna”. Nie będę ukrywał, że nie miał poczucia, że w tak wielu miejscach realnie wpływam na fabułę. Okazało się finalnie, że byłem w błędzie, bo chociaż same zakończenie domyka się w ostatnim etapie, to opcje jakie mamy do wyboru wynikają z wielu akcji wykonanych w dostępnych 7 rozdziałach gry. Nie chce wchodzić w szczegóły, aby nie psuć zabawy, ale podejmowane przez Ciebie decyzję w trakcie rozwiązywania zagadek realnie blokuje lub otwiera możliwości pod koniec historii. Nie było to może tak rozbudowane jak w Silent Hill 2, ale na pewno ścieżka w backendzie nie jest prosta.

Podsumowanie

Cthulhu: The Cosmic Abyss to gra pełna kontrastów. Z jednej strony mamy świetne pomysły, angażujące łamigłówki i ciekawą historię. Z drugiej techniczne niedociągnięcia, brak spójności w interfejsie i momentami kulejącą narrację. Nie jest to produkcja AAA i nawet nie próbuje nią być, ale to gra, która potrafi wciągnąć i pokazać, że dobry pomysł nadal ma ogromne znaczenie. Wiele razy pewnie zderzyliście z tym, że gra ma coś do opowiedzenia lub nawet potrafi prować w swojej narracji, ale sam gameplay i oprawa wizualna nie porywa. Tutaj mamy naprawdę ciekawą, mroczną i horrorową opowieść, której oprawa graficzna i rozgrywa może nie dodaje kolejnych poziomów “imersjii”, ale zdecydowanie nie zaburza jej postrzegania. Finalnie, studio znane jest pod szydlem “specjalistów od narracyjnych gier detektywistycznych” i kolejny raz mogą nie zdejmować odznaczenia.

Inne gamingowe recenzje na Movies Room:

Ilustracja wprowadzająca: materiały prasowe

media-libraryGLXLXd
media-librarySOh2BF
media-libraryMcBaEC
media-librarya14oyo
media-libraryBuDy0A
media-libraryydXw6H
Chcesz nas wesprzeć i być na bieżąco? Obserwuj Movies Room w google news!

Wielbiciel kina o wszystkim innym niż szarej codzienności, gier oraz szeroko pojętej muzyki. Nie wzgardza nowinkami technologicznymi oraz wyprzedażami w Play Station Store. Gdyby Batman istniał naprawdę, wolałby chodzenie po ścianach i wielką moc, bo z nią przychodzi ...

Komentarze (0)
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.

Ocena recenzenta

73/100

Mroczny, horrowy klimat H. P. Lovecrafta,

Angażujące i ciekawe łamigłówki,

Interesująca, mroczna opowieść, którą chce się kończyć.

Brak rewolucji, brak nowości, a potwarzane motywy nie są dopracowane,

Bezosobowy protagonista,

Interfejs okradający grę z klimatu,

Movies Room poleca