Movies Room - Najlepszy portal filmowy w uniwersum

Zabójczo dobre seriale w BBC First

Imperium galaktyczne i jacyś obszarpańcy w zbrojach. Rzecz o Podniebnej krucjacie Andersona

Autor: Szymon Góraj
20 lutego 2026
Imperium galaktyczne i jacyś obszarpańcy w zbrojach. Rzecz o Podniebnej krucjacie Andersona

Zawsze lubiłem gatunkowe mieszanki. A jeszcze lepiej, gdy dwa kompletnie odmienne porządki ścierają się ze sobą w barwnym kolażu, którego autorem jest zdolny narracyjny rzeźbiarz. Jako że wreszcie doszło niedawno do premiery Podbniebnej krucjaty Poula Andersona, rzucę kilka słów o pozycji, którą niebawem zapewne będę chciał odkurzyć. 

Bardziej kompleksową ocenę książki znajdziecie tekście Tomka, niemniej chciałbym co nieco dorzucić. Pamiętam, że po raz pierwszy spotkałem się z dziełem Andersona w podobnym okresie, co z Wojną światów Wellsa. To o tyle ciekawa sprawa, że są to powieści kompletnie od siebie różne na tylu poziomach, że w dużej mierze stanowią dwie odmienne rzeczywistości. W obu jednak stykamy się z motywem najeźdźców z kosmosu. Powieści czytałem niemalże równolegle, toteż zestawienie tak wyrazistych sposób na przedstawienie pierwszego kontaktu zrobił na mnie spore wrażenie. Choć moja literacka edukacja była na dość wczesnym etapie, zetknąłem się już ze zbliżonymi wizjami choćby w kinematografii, niemniej w żadnym razie w tak zmyślny sposób.

Nieważne, czy mówimy o bandzie obszarpańców w zbrojach, czy kompletnie nieprzygotowanym na międzyplanetarną wojnę społeczeństwie z przełomu XIX i XX wieku, na ich podwórko przybyła potęga wyprzedzająca ich o całe lata świetlne. I choć w arcydziele Wellsa dominują poważne nuty, a Anderson otwarcie stawia na inteligentną satyrę, za każdym razem mamy do czynienia z jakimś paradoksalnym triumfem ludzkości. Obcy z Wojny światów przegrywają, bo zostają pokonani przez ziemskie dolegliwości, Podniebna krucjata ma już większy udział czynnika ludzkiego - acz nadal mało kto mógłby to przewidzieć. Wszak mówimy o groteskowej sytuacji, gdy superzaawansowana rasa pada ofiarą jednej z największych chorób ludzkości: machiny wojennej, i to w jednej z jej najbardziej zapalczywych wersji - ze średniowiecznych wypraw krzyżowych. I, któż by się spodziewał, ludzie są w stanie w jakimś zakresie ową technologię przyswoić, by dalej walczyć o swoje fanatyczne cele. 

Co jasne, trudno owe historie dalej bezpośrednio porównywać przez wzgląd na - jak już zdążyłem podkreślić - ton narracji, aczkolwiek lubię od czasu do czasu powracać myślami do owych pozycji. Bądź co bądź ani u Wellsa, ani Andersona Obcy nie mają sielanki. Czy to poprzez SF dreszczowiec, czy gatunkowy pastisz. I z taką oto myślą zamknę ów krótki, spontaniczny tekścik, mogąc co najwyżej polecić obie wymienione książki.

Chcesz nas wesprzeć i być na bieżąco? Obserwuj Movies Room w google news!

Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.

Komentarze (0)
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.