Advertisement
Advertisement

Kim był Helmut Newton? Erotoman, skandalista i twórca współczesnej erotyki…

Już za kilka dni w kinach studyjnych w Polsce obejrzeć będzie można dokument Gero Von Boehma Helmut Newton. Piękno i bestia. To dobry moment, aby przybliżyć sylwetkę mistrza fotografii, którego ze światem filmowym łączy więcej niż się może na pierwszy rzut oka wydawać. Nie taka bestia straszna, jak ją malują?

Wyznawca żywych ikon

W jego pracach świat fotografii i kinematografii co chwilę się przenikały, bo uwielbiał sięgać po twarze znany, niby „opatrzone” przez kinomanów oraz tabloidy, ale skore do wydobycia z nich kolejnych warstw gwiazdorstwa. Helmut Newton to artysta, który dał nam najlepsze sesje zdjęciowe znanych i lubianych, łącząc w swoich pracach sprzeczności w z estetyzacją tego, co piękne w gwiazdach, uwypuklając ich krzykliwość, ale jednocześnie rozbierając je po swojemu (w rozumieniu nie tylko fizycznym, ale również duchowym). Wydawać się może, iż fotografia oraz film to jedynie siostry w świecie sztuk artystycznych, ale Newtona nie obchodziło wyłącznie zamrażanie w kadrze chwil oraz grymasów aktorów, sław świata muzyki, a nawet (sic!) niekiedy polityki. Chodziło mu o coś więcej, mianowicie o porwane czyjegoś wizerunku na własnych zasadach, utrwalenie i oblanie go soczystą szklanką erotyki. Może dlatego kobiety oraz mężczyźni na jego zdjęcia mają zazwyczaj posągowe twarze, jakby robili za żywe manekiny. Miał dostęp do największych, a w zamian dawał im swoją perspektywę. A widział ich niczym pocztówki ze świata bóstw.

Niewinne dzieciństwo skandalisty

Jak zaczęła się kariera Helmuta Newtona? Być może od początku predysponowany był do stania się wielkim artystą, choć rzeczywistość, która go kształtowała, nie wydawała się sprzyjać wolności wyrazu. Wprawdzie przyszedł na świat jako Helmut Neustädter, żyjący niczym pączek w maśle syn bogatego producenta guzików, ale musiał uciekać z pogrążonych wewnętrznymi sprzecznościami Niemiec czasów III Rzeszy, aby przez jakiś czas głodować w Singapurze, a później (w nieco mglistych okolicznościach) rozwijać swoją karierę w Australii. Wprawdzie fotografią interesował się już w dzieciństwie, jednak dopiero epoko australijska ukształtowała „tego” Newtona, znanego wszystkim tym, którzy interesują się fotografią Vogue’a, Fanity Fair czy Harper’s Bazaar. Frywolnego, zafascynowanego kobiecym pięknem, a przede wszystkim niesamowicie ambitnego, co przejawiało się próbami dotarcia do na okładkę każdego wymarzonego magazynu. Niektórzy piszą swój sukces nie przypadkiem oraz koneksjami, ale kurczowym trzymaniem się wytyczonej ścieżki. Newton, gdy tylko osiągnął dojrzałość, zdawał się wiedzieć, jakim jest artystą.

Sława, pieniądze, prowokacje

Co ciekawe – sukces fotograficzny przyszedł stosunkowo późno. Pierwszą większą wystawę mógł pochwalić się w wieku 55 lat, a pierwszy wydany album trzymał w swoich dłoniach po skończeniu 60. roku życia. I chociaż początkowo fotografował wszystko, począwszy od ulic, aż po wesela, to wkrótce odkrył, że swoją ogromną fascynację kobietami można bardzo łatwo przełożyć na dziedzinę sztuki. Wybierał zazwyczaj modelki wysokie, czasem androgeniczne, o „posągowym” typie urody, zawadiackim spojrzeniu, przypominające kogoś, kto widział już wszystko. Typ kobiety, przed którymi ucieka wielu mężczyzn niepewnych swojego miejsca w kulturze. Sam, chcąc niejako okiełznać również dla siebie tę moc, starał się o podkreślenie siły kobiecości w kontekście całkiem nowego zjawiska, jakim jest show-biznes. Chociaż erotyka kojarzy się z traktowaniem ciała kobiecego przedmiotowo, sam Newton kładł ogromny nacisk na wspomnianą siłę oraz pewność siebie swoich modelek. Film dokumentalny w reżyserii Geo Von Boehma przepytał mnóstwo pracujących z nim kobiet. Żadna z nich, nawet tak wybuchowa jak Grace Jones, nie wspomniała, że czuła się w czasie współpracy z fotografem w jakikolwiek sposób uprzedmiotowiona. Gdzie więc tutaj tytułowa bestia?

Piękno i brzydota w erotycznym uścisku

Seria promująca biżuterię Van Cleef&Arpels na rentgenowskich zdjęciach dłoni modelek, gorsety ortopedyczne, wypatroszone wnętrze upieczonego kurczaka, kobiece nogi wystające z ust aligatora… Może te prace przedstawiały pustkę blichtru oraz chwilowość popularności, ale wydaje się, że Helmut Newton wolał podkreślać niedostępność i nieprzenikliwość świata swoich obiektów. Erotyka, raz mniej, a kiedy indziej bardziej niewinna, nie miała na celu wywołanie podniecenia, ale podkreślenie, że świat gwiazd jest dla nas niedostępny. Kultowe seria przedstawiająca nagą Grace Jones, a za nią młodego Dolpha Lundgrena, nieodkrytego jeszcze przez Sylvestra Stallone’a, zdaje się głośno wołać, że ci ludzie pochodzą z odległego nam panteonu bóstw, a nie z naszych ulic, warzywniaków i tramwajów. Lundgren przedstawiony jest jako własny biologiczny eksperyment fitnessu, a Grace Jones jako naturalna, jamajska piękność. Akty doprowadzone do granic estetyzacji ludzkiego ciała wychodziły mu najlepiej, lecz pod koniec lat 80. postanowił również swoich sił w portretach. I choć jego ręka utrwaliła wizerunki takich sław, jak Mick Jagger, David Lynch, Isabella Rossellini, Elizabeth Taylor czy Sophia Loren, to wydają się zachowawcze i spokojne w porównaniu do reklamówek czy aktów.

Gdzie tu więc bestia?

Helmut Newton to typ artysty, który w całej swojej karierze prowokował nie za pomocą uprzedmiotowiania kobiet, lecz przemycaną subtelnie presupozycją, że kobiecość to potęga, której zrozumienie wymaga pokory i czołobitności. Postacie stąpające po ziemi, choć należące do innych światów, pięknie podkreślone dłutem, upiększone linie ciała – obiekty fascynacji Helmuta Newtona to przede wszystkim piękno fizyczne, ale samo życie zdaje się świadczyć o głębokim szacunku do kobiecości rozumianej w sposób kulturowy. Otoczony supermodelkami samiec alfa świata fotografii oraz… żona, która czasami skrywała się na drugim planie jego prac, co w domyśle oznaczało, że była najważniejszym punktem życia zawodowego. Jeśli tkwiła w nim jakakolwiek bestia, to jej jedyną rolą było uświadomienie nam, że żyjemy w świecie wzrokowców. Nikt tutaj się nie ślini, a wszyscy podziwiają.

Redaktor

Z wykształcenia polonista i kulturoznawca. Stworzyły go filmy, może go też zabiją.

Więcej informacji o
, , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nowe technologie

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo
Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?