Advertisement



Cannes 2019 – dzień 6: Young Ahmed i Frankie

Po kilku filmach, które zawyżyły poziom tegorocznego Cannes, przyszedł na chwilowy spadek formy. Choć obydwa tytuły, zrealizowane przez doświadczonych twórców, walczą w konkursie o Złotą Palmę, nie wydają się mieć siły oglądanych wcześniej produkcji.

Young Ahmed

reż. Jean-Pierre i Luc Dardenne (Belgia)

Dwukrotni laureaci Złotej Palmy biorą na warsztat temat radykalizacji młodzieży przez islamskich ekstremistów w Europie. W swoim stylu – czyli kamerą prowadzoną z ręki, bez ścieżki dźwiękowej, z udziałem mało znanych aktorów – prowadzą historię nastolatka, którego przemiana religijna zaczyna zagrażać otaczającym go najbliższym.

Kadr z filmu Young Ahmed / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu Young Ahmed / fot. materiały prasowe

Ahmed (Idir Ben Addi) z kochającego gry wideo, sympatycznego chłopca, w ciągu kilku miesięcy przemienił się irytującego neofitę, zatwardziałego wyznawcę Koranu. Regularnie i gorliwie się modli, nosi długie rękawy, nie podaje ręki kobietom, myje się po każdym kontakcie, który mógłby zagrozić jego czystości. Strofuje swoją białą matkę po arabsku, że pije alkohol. Siostrę nazywa ladacznicą, za to, jak się ubiera. Nauczycielkę arabskiego oskarża o przekłamywanie Islamu na zachodnią modłę ponieważ jej chłopak jest Żydem.

Zobacz również: Cannes 2019 – czy Almodovar zgarnie Złotą Palmę? Typy krytyków na półmetku festiwalu

Nie do końca wiemy, skąd ta gwałtowana przemiana. Być może punktem zapalnym była męczeńską śmierć kuzyna, którego zdjęcie gorliwie chowa pod modlitewnym dywanem. Na pewno ogromną rolę w tym grał lokalny imam, nauczający o zbliżającym się jihadzie. Nieznośne zachowanie tytułowej postaci przyjmuje kolejny poziom, gdy chłopak interpretuje dosłownie określenia używane przez kaznodzieję. Połączenie słów “niewierni” i “wojna” wywołuje w nim gwałtowną reakcję. Postanawia spróbować zabić nauczycielkę arabskiego w imię swojej wiary. Próba ta zakończy się fiaskiem – nastolatek jest zbyt przejęty i niezdarny, żeby mogło to się udać. Co nie znaczy, że zachowanie to przejdzie niezauważone. Ahmed trafi do poprawczaka.

Kadr z filmu Young Ahmed / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu Young Ahmed / fot. materiały prasowe

Tematycznie na czasie, Young Ahmed jest jednym z najmroczniejszych filmów reżyserów Dziecka i Rosetty. Praktycznie wcale nie ma tu miejsca na optymistyczne spojrzenie. Tytułowy bohater wydaje się przegraną sprawą. W filmie oglądamy, jak społeczeństwo, a to w postaci nauczycielki, matki, pracowników poprawczaka i rodziny farmerów, u której pracuje w ramach wyroku, stara się go wyciągnąć z otchłani ekstremizmu. Chłopak dostaje czas na modlitwy, nauka języka arabskiego jest darmowa, a inni wyznawcy islamu chcą z nim podejmować dialog. Pozornie chłopak pokazuje poprawę. Wydaje się bardziej otwarty i próbuje nowych zachowań, które do tej pory traktował jako nie czyste. Widzimy go choćby trenującego sport. Jednak, jak pokazują filmowcy, jest to tylko gra prowadzona przez Ahmeda, który albo oszukuje wszystkich wokół, albo samego siebie. Nawet gdy poznaje uroczą Louise (Victoria Bluck) i wydaje się, że jest między nimi iskra, która doprowadzić może do czegoś dobrego, chłopak reaguje niczym typowy nastolatek. Brak dojrzałości połączony z religijnym fanatyzmem popchną bohatera do kolejnej drastycznej decyzji.

Kadr z filmu Young Ahmed / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu Young Ahmed / fot. materiały prasowe

Aktualny i kontrowersyjny film Dardennów nie może uniknąć krytyki. Stereotypowe jest przedstawienie Ahmeda jako słabego, zagubionego chłopca, który jest bardziej podatny na wpływy innych. Brak lepszego pomysłu na zakończenie filmu każe nam wątpić w zachowanie bohatera. Finalny gest wydaje się przez pospieszny finał mało wiarygodny. Szkoda, bo przez dwie trzecie trwania film sprawdza się w swoim zadaniu znakomicie. Będąc udaną analizą pieklącego Europę problemu Young Ahmed może być źródłem jakże potrzebnej dyskusji.

Ocena: 65/100


Frankie

reż. Ira Sachs (USA, Portugalia, Belgia, Francja)

Zainspirowany twórczością Erica Rohmera autor Miłość jest zagadką i Małych mężczyzn zrealizował film rozgrywający się w słonecznej Portugalii, w którym pewna rodzina spotyka się razem – chyba ostatni raz. We Frankie praktycznie nic się nie dzieje, bohaterowie spacerują i rozmawiają, wyjaśniając stopniowo dlaczego tu są. Niestety, reżyserowi brakuje lekkości francuskiego mistrza, przez co kuleją dialogi, sceny wyglądają sztucznie, a humoru jest tyle, co kto napłakał. Sachs stara się jak może, ładnie komponując kadry, ale z filmu wynika naprawdę niewiele. Nawet dobrzy aktorzy nie mogą uratować widza przed czekającą go nudą.

Kadr z filmu Frankie / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu Frankie / fot. materiały prasowe

Tytułowa Frankie to znana aktorka filmowa telewizyjna Françoise (Isabelle Huppert), która zaprosiła całą swoją rodzinę na wakacje. Jest jej drugi mąż Jimmy (Brendan Gleeson), syn Paul (Jérémie Renier), córka Sylvia (Vinette Robinson) z mężem i córką. Tytułowa bohaterka zaprosiła też swoją dawną współpracowniczkę, stylistkę Irene (Marisa Tomei), którą chce wyswatać ze swoim synem. Ku jej irytacji kobieta przyjechała do Portugalii (prosto z planu zdjęciowego do Gwiezdnych wojen) ze swoich chłopakiem Garym (Greg Kinnear), który ma wobec niej poważnie matrymonialne plany.

Kadr z filmu Frankie / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu Frankie / fot. materiały prasowe

Frankie to film, w którym dzieje się naprawdę niewiele, a wszystkie informacje otrzymujemy z dialogów. Stopniowo dowiadujemy się, że Françoise cierpi na śmiertelną chorobę, Paul jest zagubiony i straumatyzowany przez pewne doświadczenie z przeszłości, małżeństwo Sylvii chyli się ku upadkowi, a Irene wcale nie pali się do wychodzenia za mąż. Jest w tych wszystkich rozmowach smutek i poczucie przemijania. Spotkanie, niemalże zatrzymane w czasie, odbywające się w idyllicznej scenerii, na w sobie coś lirycznego i sentymentalnego. Szkoda tylko, że filmowi brakuje jakiegoś większego, bardziej emocjonalnego zaangażowania. Reakcje postaci na dialogi wydają się mechaniczne, nawet Huppert, która oglądać można z przyjemnością, jak obiera ziemniaki, wydaje się grać na autopilocie. Symboliczne gesty filmowca, jak choćby finał z długim ujęciem, wypadają płasko.  Zamiast oczekiwanego katharsis, zadajemy sobie pytanie: czy to już to?

Ocena: 30/100

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Redaktor

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?