Maciej Zieliński jest polskim kompozytorem i producentem muzycznym. Stworzył muzykę do wielu popularnych polskich filmów, m.in. Nigdy w życiu!, Tylko mnie kochaj oraz serialu Kryminalni i kilku produkcji amerykańskich. Jego ścieżki dźwiękowe łączą elementy muzyki współczesnej, elektronicznej i jazzowej. W jego dorobku jest też muzyka do nowszych produkcji, na przykład muzyka do filmu Gierek. Zieliński jest laureatem wielu nagród kompozytorskich, otrzymał m.in. nagrodę w kategorii „Best Score” na New Filmmakers LA Awards w Los Angeles oraz pięć nominacji do Polskich Nagród Filmowych „Orły” w kategorii „Najlepsza muzyka”. Porozmawiałam z nim o procesie twórczym oraz ścieżce dźwiękowej do filmu Chcę więcej, która 13 lutego została wydana także w formie płyty dostępnej we wszystkich muzycznych streamingach. Zapraszam do lektury!
Hanna Kroczek: Muzyka w filmie Chcę Więcej jest bardzo ważnym elementem, wręcz jednym z bohaterów. Jak tworzyła się wizja tej ścieżki dźwiękowej od strony narracyjnej?
Maciej Zieliński: Reżyser filmu, Damian Matyasik, od początku miał dość sprecyzowaną koncepcję muzyki. Chciał, żeby była pierwszoplanowa, mocno wspierała warstwę emocjonalną i dramaturgiczną. Zależało mu na elektronicznych brzmieniach, które kojarzył z filmami takimi jak Drive czy The Social Network.
Damian ma dużą świadomość wszystkich kontekstów swojego filmu, zaczynając od psychologii postaci, a kończąc na detalach relacji i emocjach. W naszych rozmowach dostawałem tak dużo bardzo konkretnych informacji, że budowanie narracji muzycznej było znacząco ułatwione.
Zwykle łączę elektronikę z orkiestrą i brzmieniami akustycznymi, a tutaj była przestrzeń na czystą elektronikę, co bardzo mi odpowiadało. Cieszyłem się, że moje doświadczenia technologiczne, warsztat elektroniczny, instrumenty, będą mogły być w pełni wykorzystane.
Czy była to pana pierwsza stricte elektroniczna ścieżka dźwiękowa?
Komponowałem już w pełni elektroniczne ścieżki do kilku filmów amerykańskich, na przykład do filmu Cold Wallet, który miał premierę na South by Southwest dwa lata temu. Tam była to czysta, współczesna elektronika.
Paradoksalnie, w Polsce była to moja pierwsza realizacja oparta wyłącznie na elektronice.
Od czego zaczyna się proces komponowania muzyki do filmu?
Zwykle od rozmowy z reżyserem. Chcę jak najwięcej dowiedzieć się o jego wizji filmu — co chce przekazać, które elementy są kluczowe, jakie emocje są dla niego najważniejsze.
Każdy widz interpretuje film po swojemu, a mnie interesuje przede wszystkim spojrzenie twórcy. Chcę jak najlepiej przetłumaczyć jego intencje na język muzyki, żeby była ona realną wartością dodaną.
Jak bardzo zmienia się muzyka od pierwszych szkiców do finalnego montażu?
Zwykle zaczynam od dwóch–trzech kluczowych scen. Jeśli zostaną zaakceptowane, stają się wyznacznikiem stylistycznym dla całego filmu.
Dzięki narzędziom elektronicznym mogę tworzyć bardzo dopracowane dema i na bieżąco konsultować je z reżyserem. Gdy muzyka do sceny jest zaakceptowana, później zwykle niewiele się zmienia. Dopiero po obejrzeniu całego filmu czasem trzeba przesunąć akcenty — gdzieś muzyki jest za dużo, gdzieś za mało, coś trzeba skrócić lub rozwinąć.
A zdarzały się sytuacje, kiedy trzeba było wracać do scen i pisać muzykę od nowa?
Nie w sensie całkowitego restartu pracy. Zawsze jednak są sceny problematyczne, które wymagają kilku podejść. Czasem wystarczy zmienić tempo, czasem instrumentarium albo energię utworu. W każdym filmie zwykle pojawia się jedna lub dwie takie sceny.
Jak było w przypadku filmu Chcę Więcej?
Współpraca z reżyserem była bardzo dobra i większość utworów powstawała dość płynnie. Najwięcej pracy wymagało otwarcie filmu. Szukaliśmy balansu między mocną obecnością muzyki a dialogami, które nie mogły całkiem zniknąć. To był właściwie jedyny fragment, który miał kilka wersji.

fot. kadr z filmu Chcę więcej
Pracuje pan zarówno w Polsce, jak i za granicą. Jakie były pana pierwsze wrażenia z pracy w Skywalker Sound?
To była ogromna niespodzianka i spełnienie marzeń. Trafiłem tam przy okazji pracy nad filmem Initials S.G., który miał premierę na Tribeca Film Festival. Producent zadzwonił i powiedział, że finalny miks odbędzie się w Skywalker Sound. Byłem w szoku — to legendarne studio, gdzie powstawały największe światowe produkcje.
Co najbardziej zapadło panu w pamięć z pobytu na Skywalker Ranch?
To miejsce jest zupełnie odcięte od rzeczywistości — brak zasięgu, cisza, natura, winnice, piękne krajobrazy. Około sto kilometrów od San Francisco, a ma się wrażenie, jakby było się w innym świecie. Idealne warunki do pracy twórczej, zarówno od strony technicznej, profesjonalizmu pracujących tam realizatorów, jak i atmosfery pracy.
Czym różni się w takim razie praca kompozytora w Polsce i w Stanach Zjednoczonych?
W USA standardem jest praca zespołowa. Kompozytor ma asystentów od orkiestracji, elektroniki i produkcji. Jeśli ktoś robi wszystko sam, bywa postrzegany jako mniej profesjonalny. W Europie jest odwrotnie. Wielozadaniowość jest ceniona. Myślę, że w Stanach chodzi też o bezpieczeństwo produkcji, które wydaje się zapewniać zespół współpracowników kompozytora.
Odchodząc od filmu, ale zostając przy muzyce. Temat AI coraz częściej pojawia się w kontekście różnych gałęzi sztuki. Jak pan widzi jego wpływ na muzykę filmową?
Widzę dwa obszary. Pierwszy to AI jako narzędzie wspierające twórczość muzyczną — w miksie, masteringu, analizie dźwięku czy przetwarzaniu brzmień. To często bardzo pomaga i skraca czas pracy. Drugi to AI zastępujące twórczość. Tu pojawiają się problemy etyczne i prawne. Algorytmy uczą się na istniejącej muzyce, a utwory AI zabierają pracę twórcom i wykonawcom To wymaga mądrych działań legislacyjnych.
Czy to oznacza, że AI nie jest realnym zagrożeniem dla kompozytorów filmowych?
Na razie raczej nie. Producenci potrzebują muzyki objętej prawami autorskimi i charakterystycznej dla filmu. Muzyka AI działa na zasadzie domeny publicznej, a prawa autorskie przysługują tylko twórczości człowieka. To chroni twórców. Poza tym muzyka filmowa to emocje, psychologia i współpraca z reżyserem — bardzo ludzki proces.
Kogo AI dotyka najbardziej już teraz?
Przede wszystkim artystów wykonawców i kompozytorów muzyki do produkcji, w których prawa i oryginalność nie są kluczowe. AI potrafi zastępować niektóre dziedziny twórczości muzycznej. Potrafi też generować partie instrumentalne, które wcześniej nagrywali żywi muzycy. To wszystko pozostawione bez odpowiednich regulacji prawnych działa na niekorzyść twórców.
Na koniec — przyszłość budzi w panu bardziej ciekawość czy niepokój?
Zdecydowanie ciekawość, choć z ostrożnością. AI może być świetnym narzędziem, ale nie powinna zastępować twórczości człowieka.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję.
Zdjęcie wprowadzające: Maciej Zieliński, fot. Bartek Barczyk
Studentka dziennikarstwa, miłośniczka szeroko pojętej popkultury. Fanka filmów Marvela, krwawych horrorów i Szekspira. Od niedawna zapalona widzka dokumentów. Członkini Zespołu Edukatorów Filmowych. W wolnej chwili czyta książki, robi zdjęcia i chodzi na koncerty.