Filmy w Polsce tworzą ludzie świadomi – rozmawiamy z Łukaszem Simlatem na premierze filmu Fuga

Jeden z najlepszych polskich filmów w tym roku, Fuga Agnieszki Smoczyńskiej, gości w kinach już od piątku. Dzięki uprzejmości dystrybutora filmu, firmy Kino Świat, mieliśmy okazję uczestniczyć w oficjalnej premierze obrazu, która odbyła w się w warszawskim kinie Cinema City Sadyba. Podczas premiry udało nam się porozmawiać z reżyserką filmu, a także dwójką głównych aktorów. Oto co powiedział nam podczas krótkiej rozmowy wcielający się w Krzysztofa Łukasz Simlat. Rozmowę przeprowadzili Łukasz Kołakowski oraz studentka Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego Paulina Zdebik.

ŁK:Fugę oglądaliśmy na festiwalu w Gdyni, jednak gdy spojrzymy na plakat, od razu dostrzeżemy, że to nie była to jedyna okazja zobaczenia go przedpremierowo. Film jeździ po całym świecie i wszędzie się podoba. Z czego według pana wynika jego uniwersalność?

Wynika z faktu, że bohaterowie nie są przypisani do konkretnego miejsca, do konkretnej szerokości geograficznej. Porusza bardzo szeroki temat. To, o czym opowiada film, może się zdarzyć w każdym miejscu na świecie i myślę, że ten uniwersalizm polega właśnie na tym, że tak naprawdę nie jest to typowo Polski film. Jego siłą jest także rozwój Angieszki Smoczyńskiej, bo jest to reżyserka, która chce się uczyć i rozwijać, inspirując się kinem światowym. Wizyjność wpisana zarówno w Córki Dancingu, jak i w Fugę jest widoczna, bo jeżeli reżyser dyskutuje o tym, jaki chce mieć kolor ściany w danej scenie, jaki jest układ mieszkania itd. to zależy mu na konkretnym obrazie. Pracuje trochę jak malarz.

fot. Gabriela Szczypa

ŁK:Postać Alicji w tym filmie ma swój pierwowzór w rzeczywistości, czyli osobę, która była impulsem do jej powstania. Czy pan w swojej roli również się kimś inspirował?

Trudno się kimś inspirować kimś w takim przypadku, bo ludzie o zaginionych zazwyczaj nie chcą rozmawiać. Przeczytałem gros materiałów, wspomnień, opowieści ludzi, którzy kogoś stracili, ale powodem tej straty nie była śmierć, a zaginięcie. To nie do końca przetrawiony temat. Jeżeli ktoś umiera, to szybciej bądź wolniej, ale jednak się z tym godzimy. Zaginięcie zawsze wiąże się z elementem wiary w to, że ta osoba powróci. Znalezienie tego elementu było moją pracą domową do odrobienia przy tym filmie.

Oprócz tego było jeszcze przejście procesu, dotyczącego nie tylko samej akcji filmu, ale także trzech lat wstecz. Musiałem wiedzieć gdzie jestem jako ten bohater w pierwszej scenie filmu. Musiałem zrobić m.in. list poszukiwawczy, który mój bohater najprawdopodobniej rozwieszał po okolicy. Zobaczyłem ten papier i już wiedziałem, co ten bohater przeżył, co mogłem czuć w jego skórze.

Zobacz również: Opowiadać swoje historie – rozmawiamy z Agnieszką Smoczyńską, reżyserką filmu Fuga

ŁK: Jak pan myśli, co się zmieniło w ostatnich latach w polskim kinie, że jest w nim aż tyle debiutantów prezentujących dzieła tak wysokiej jakości?

Filmy te tworzą ludzie świadomi i tacy, którzy interesują się kinem nie tylko polskim. Chcą opowiadać historie szyte nie na polskie realia. Takie debiuty jak Wieża. Jasny dzień czy Atak paniki Pawła Maślony mają nowe sposoby narracji, znane już na świecie, ale nie przyjęte u nas.  Jeżeli reżyser się rozwija, myśli i stworzy cały świat już na etapie scenariusza, to praca polega już tylko na tym, żeby nic nie zepsuć. Zaczyna się od tego, że ludzie coraz lepiej piszą.

fot. Gabriela Szczypa

PZ: Mamy w Fudze do czynienia z bardzo dobrze rozwiniętym portretem kobiecej psychologii. Czy sądzi pan, że to coś nowego w polskim kinie i czy była to jedna z rzeczy, które zadecydowały, że wziął pan udział w tym projekcie?

Przyciągnęło mnie bardzo wiele aspektów. Przede wszystkim świetny pomysł na rozpoczęcie historii, pomysł bazowy filmu. Przeczytałem to już 9 lat temu. Film jako zjawisko galopuje, cały czas zmieniają się sposoby narracji, kodowania wiadomości dla widza. Ten film przez te 9 lat, od pierwszego mojego zapoznania się ze skryptem przeszedł bardzo długą drogę na potrzebę tego, żeby stać się kinem jak najbardziej uniwersalnym. Zmienili się aktorzy, zmieniła się reżyserka, chciała kłaść nacisk na coś innego. Niewątpliwie wyszło kino kobiece. Natomiast ja jestem człowiekiem, który stara się zrozumieć kobiety. Moja empatia powoduje, że wkładam wysiłek w to wysiłek. Są tacy mężczyźni, którzy w ogóle nie starają się zrozumieć swoich kobiet. Z tego też powodu nie czułem żadnego strachu przed pracą przy tym projekcie, przy zderzeniu się z kobietą na planie. Wiele dobrego można w ten sposób zarówno dać, jak i zaczerpnąć dla siebie.

Zobacz również: Fuga – recenzja filmu Agnieszki Smoczyńskiej

PZ: Chciałam jeszcze zapytać o współpracę z Iwo Rajskim. Wydaje mi się, że to jedna z najlepiej zagranych dziecięcych ról w polskim kinie. Jak wyglądała ta współpraca?

Tutaj odpowiedź będzie krótka: Iwo jest bardzo utalentowanym młodym człowiekiem. Dla ludzi współpracujących ze sobą na planie filmowym bardzo ważne jest, jak funkcjonują ze sobą poza momentami, gdy odpalamy kamerę i słyszymy hasło akcja. On jest takim fajnym, otwartym młodym chłopcem, który chce przebywać z ludźmi. Wobec tego my chcemy przebywać z nim. O wiele łatwiej jest nam wtedy funkcjonować. Jest naturalnym młodym człowiekiem i nie boi się zderzenia z kimś o wiele wyższym i dorosłym.

ŁK: Iwo chwalił się również, że dał panu niezły wycisk w bitwie na śnieżki w filmie. Czy może pan powiedzieć coś więcej?

Może tego się trzymajmy (śmiech).

Dziękujemy bardzo za rozmowę.

Również dziękuję.

ilustracja wprowadzenia: Gabriela Szczypa

Redaktor prowadząćy działu recenzji filmowych

Od 2015 w Movies Room, od 2018 odpowiedzialny za działalność działu recenzji filmowych. Uwielbia Wesele Smarzowskiego, animacje Pixara i Breaking Bad. A, no i zawsze kiedy warto, broni polskiego kina.

Kontakt pod [email protected]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?