TW: Czy inaczej podchodzisz do scenariusza w zależności od tego do jakiego gatunku się zalicza: komedii, horroru czy filmu familijnego?
Zupełnie nie, dla mnie historię prowadzą bohaterowie, nie fabuła. O tym wielu twórców zapomina i skupia się wyłącznie na niej, a porzuca rozwój postaci. Całym celem mojego pisania jest tworzenie narracji prowadzonych przez bohaterów, zamiast ciągniętych przez fabułę. W drugim wypadku zupełnie nie obchodzi widza co się stanie z postaciami. To właśnie bohaterowie są powodem, dlaczego w kółko wracamy do różnych historii. Na przykład Drakula i Hook są obecnie bardziej popularne niż 30 lat temu. To niesamowite, że widownia cały czas się powiększa. Te filmy nie mają efektów specjalnych rodem z Gwiezdnych Wojen albo czegoś takiego.
TW: Mam pytanie w kontekście bohaterów właśnie. Z tego co przeczytałem, to twoja adaptacja zawiera najwięcej oryginalnych bohaterów epizodycznych w porównaniu do poprzedników? Czy mógłbyś proszę o tym trochę opowiedzieć?
Moim pomysłem było wprowadzenie oryginalnych materiałów z książki, takich jak pamiętniki i notatki, a do tego potrzebowałem określonych bohaterów. Francis bardzo wspierał ten pomysł. Nikt czegoś takiego wcześniej nie zrobił. Oczywiście musieliśmy pominąć pewne postaci, natomiast zawarliśmy wszystkie, na około których Stroker stworzył swoją historię. Pomyśleliśmy, że to nie może być, tak że wyłącznie Mina i Harker pojadą do Transylwanii. Na wyprawę muszą ruszyć wszyscy, w tym Van Helsing, Holmwood, Teksańczyk Quicy Morris i doktor Seward. Chciałem również utrzymać oryginalny pomysł z powieści związany z tym, że Drakula normalnie funkcjonuje w świetle dnia. Studio chciało, aby Francis go wyciął i zmienił porę dnia na noc, on jednak odpowiedział, że tak jest w książce i tak zostanie. Ostatecznie scena, w której bohaterowie razem idą ulicą do kina i tam spotykają wilka stała się jedną z lepszych sekwencji filmu. Bardzo się cieszę, że ta scena jest w świetle słonecznym, a Eiko dała Drakuli okulary przeciwsłoneczne i piękny garnitur. Dzięki tym wszystkim elementom, ten film jest zupełnie inny niż filmy o wampirach, które widzieliśmy w przeszłości.

fot. kadr z filmu Drakula
TW: Odchodząc trochę od tematu Drakuli, muszę przyznać, że lubię film Sahara. Czy mógłbyś mi proszę opowiedzieć, dlaczego stał się on taką katastrofą finansową?
JVH: Pan Clive Cussler autor powieści, na podstawie której powstał ten film bardzo nie ułatwiał nam naszego zadania. Byłem siódmym albo ósmym scenarzystą pracującym przy tym projekcie. Autor ten był przeciwny wszelkim ekranizacjom, ponieważ bardzo nie podobał mu się film Podnieść Titanica, będący przykładem słabej adaptacji. Mimo to przekonany został, na projekt oparty o jego książkę. Na początku prac wróciłem do powieści i wybrałem elementy, które uważałem za niezbędne do włączenia do filmu, zgodnie z moimi zasadami pracy. Scenariusz to element przejściowy prowadzący na ekran. Clive jednak nie chciał, żeby cokolwiek było zmieniane. Nie rozumiał różnicy, pomiędzy scenariuszem, a powieścią. Zaczął oficjalnie obmawiać film, a nawet zachęcać swoich fanów do bojkotu. Pewnego razu byłem w męskiej toalecie, po jednym z pokazów w Chicago i chciałem się dowiedzieć co widzowie sądzą o projekcie. W pewnym momencie do kabin obok mnie weszło dwóch mężczyzn. Było słychać, że byli fanami Cusslera. W trakcie rozmowy jeden z nich zapytał drugiego: Ciekawe czemu Cussler tak gada na ten film? A drugi mu odpowiedział: Taa, jest on lepszy od książki. I ja uważam podobnie. Dodatkowo sądzę, że McConaughey i Steve Zahn mogliby grać Pitta i Vitaly’ego do końca swojej kariery, a Breck Eister fantastycznie wyreżyserował tę produkcję.
Przykładem tego co nie podobało się Clive’owi w filmie może być, to jak zmieniłem żeńskie postaci. Sprawiłem między innymi, że postać grana przez Penelope Cruz została częścią przygody i miała swoje własne umiejętności i powód do bycia. Wówczas autor przyszedł, aby ostatecznie zaakceptować scenariusz i wszystko przepisał. Przywrócił postać Penelope do roli, jak ja to nazywam ratuj mnie, a dodatkowo dodał do historii, że kiedy bohaterowie byli atakowani na pokładzie pancernika to wciągnęli na masz jej czerwoną bieliznę. Takie miał podejście do kobiet, nie podobało mu się, że bohaterka może się sama obronić, a nie czeka, aż przybędzie Dirk, aby ją wybawić z opresji. Clive już nie żyje, miał niesamowitą karierę, był bardzo poczytnym pisarzem, ale nigdy nie rozumiał jaką funkcję ma adaptacja, przez co zabił projekt. Zawsze myślałem, że będą przynajmniej dwie czy trzy produkcje o przygodach Dirka Pitta.

fot. kadr z filmu Sahara
Zupełnie inaczej było w wypadku Natalie Babbitt i adaptacji na podstawie jej książki pod tytułem, Źródło młodości. Autorka bardzo polubiła scenariusz, natomiast nie spodobał jej się sam film. Adaptacja to jest nowy oryginał (new original). Zawsze trzeba oddać honor wizji autora, natomiast film nie może składać się ze wszystkich słów w książce, bowiem wtedy miałby 12 godzin. Najlepszym pisarzem z jakim pracowałem był Carl Sagan (przyp. red. Kontakt), on bardzo dobrze rozumiał adaptację. Pozwolił nam zmieniać, a jednocześnie uhonorować książkę i bohaterów. Zaakceptował nasze zmiany i czynnie w nich uczestniczył. To samo Kurt Vonnegut, z którym to pracowałem razem z moim synem. Powiedział: Moje książki są na półce, nie możecie tego zepsuć, a teraz idźcie zrobić dobry film, a potem nam pomagał przy scenariuszu na podstawie Syren z Tytana. Oczywiście bardzo łatwi do współpracy są zmarli pisarze. Nigdy nie miałem problemu ze Strokerem czy Shelley.
TW: Czy masz jakieś prywatne wątki, które wplatasz w swoje scenariusze?
JVH: Moje dzieci były w Hooku, z kolei Drakulę napisałem o moim bracie, upadłym aniele. On zawsze jest w moich scenariuszach, straciliśmy go bardzo młodo. Wierzę, że nie jesteśmy sami w związku z tym powstał Kontakt, a przy okazji miałem to szczęście pracować z Carlem zanim zmarł, a także jego niesamowitą żoną Ann.
TW: A w jaki sposób wybierasz swoje projekty?
Na pewno jest jakiś powód, dlaczego grawitacja ściąga do mnie te rzeczy, które chcę pisać. Uwielbiam fantastykę, przygodę i realizm magiczny, ale tym co mnie zawsze przyciąga jest ludzka kondycja bohaterów. W Hooku był to ojciec, który dorósł, tak jak my wszyscy. Porzucił on swoje wewnętrzne dziecko, przestał wierzyć w baśnie i wróżki i zapomniał, jak latać.
Nigdy nie byłoby tego scenariusza, gdyby nie moje dzieci. Mój syn w wieku 6 lat rzucił pytaniem, co by było, gdyby Piotruś Pan dorósł. Wracając jednak, zawsze zastanawiam się, czy film, który stworzę będzie miał na widzów długotrwały wpływ. Czy będą wracać do tej produkcji po latach, a może zapomną o niej następnego dnia. I rzeczywiście nowa widownia ciągle przybywa i odkrywa moje filmy i to jest dziedzictwo. Te filmy będą cały czas obecne, na długo po śmierci twórców. Już straciliśmy Boba Hoskins’a, Robina Williamsa, Maggie Smith. Jednakże te role, ci bohaterowie będą obecni do końca czasów, mam to szczęście.

fot. kadr z filmu Kontakt
TW: Tę rozmowę chciałbym zakończyć pytaniem o ostatnią galę rozdania Nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. Co sądzisz o filmie Grzesznicy, który to zdobył nagrodę za najlepszy scenariusz oryginalny, będąc jednocześnie horrorem?
JVH: Uważam, że powinien dostać nagrodę w kategorii najlepszy film, tak sam głosowałem. Niesamowity był ten trick zastosowany przez Ryana Kooglera. Wziął pewien gatunek, powiązany z wampiryzmem i przełamał go przedstawiając jednocześnie doświadczenia osób czarnoskórych z tamtego okresu w zupełnie nowy, odwrócony sposób. Do tego reżyser dodał ten piękny numer zaprezentowany również podczas Gali, w którym to widzimy różne generacje muzyków. Michael B. Jordan i cała obsada byli również fenomenalni. Wnieśli bardzo oryginalne spojrzenie na stary schemat, a ja jestem fanem takiej formy. Uważam, że klisze, są dla widza czymś w rodzaju komfortowego jedzenia. Może i byliśmy tutaj, ale cały czas to miejsce lubimy. Produkcja ta jest przykładem jak wziąć oklepany motyw, historię czy sytuację i sprawić, żeby odbiorca miał wrażenie, że widzi to po raz pierwszy. Jest to coś niesamowitego, co mnie bardzo zachwyciło. I nie tylko mnie, bowiem myślałem, że ten film nie spodoba się mojej żonie, a ona go zobaczyła i pokochała.
TW: Dziękuję bardzo za rozmowę.
JVH: Dziękuję.

fot. kadr z filmu Tajemnica zielonego królestwa
Ilustracja wprowadzenia: kadr z filmu Sahara i Drakula
Absolwent szkoły muzycznej I stopnia. Miłośnik kina i szeroko rozumianej popkultury. Korespondent z Festiwalu Filmowego w Cannes. Były zawodnik footballu amerykańskiego, a także Mistrz Polski Juniorów w tej dyscyplinie.