Advertisement
Advertisement

Do wszystkich chłopców: Zawsze i na zawsze – recenzja filmu Netflixa

Do wszystkich chłopców: Zawsze i na zawsze, trzecia już część hitu Netflixa, pojawiła się na platformie 12 lutego. Oczywiście bardzo szybko znalazła się na liście najchętniej oglądanych w Polsce. O ile pierwsza część mogła szczycić się choć odrobinę oryginalnym scenariuszem, trzecia może tylko chwalić się charyzmatycznymi aktorami.

Do wszystkich chłopców: Zawsze i na zawsze wraca do Lary Jean i Petera. Teraz już stoi przed nimi ostatni rok liceum i dużo poważnych decyzji. Oczywiście para ma idealny plan, aby iść na studia razem, ten sam uniwersytet, to samo miasto – po prostu bajka. Oczywiście szybko okazuje się, że nie może być aż tak pięknie. Nie tak łatwo bowiem dostać się na wymarzone uczelnie.

Do wszystkich chłopców: zawsze i na zawsze

fot. Do wszystkich chłopców: Zawsze i na zawsze/Netflix

W głównych rolach ponowne widzimy Lanę Condor (Lara Jean) i Noah Centineo (Peter). Duet nadal całkiem dobrze daje sobie radę na ekranie. Lara Jean dorasta, staje się powoli pewna tego, czego pragnie od życia. Condor wcielanie się w dorastającą dziewczynę idzie całkiem nieźle. Kiedy próbuje podjąć decyzję już na jej twarzy widać, że walczy ze sobą. Przez większość filmu jednak jest po prostu urocza i charyzmatyczna.

Zobacz również: Palm Springs – recenzja filmu. Do wesela się zagoi

Te same cechy napędzają też występ Centineo. Tak, aktor należy do tych przystojniejszych i nie można odmówić mu również charyzmy. Poza tym niestety nie kryje się wiele więcej. Kreacja Petera to w zasadzie powtórzenie tego, co widzieliśmy w poprzednich częściach, a nawet w innych kreacjach Centineo. Nic odkrywczego czy zaskakującego, raczej dość poprawny występ. Niewiele więcej.

Niewiele więcej możemy też powiedzieć o obsadzie drugoplanowej, bo naprawdę ginie na drugim planie. Co nie znaczy, że nie pojawiły się osoby godne pochwały. Moją uwagę zwróciła zwłaszcza Anna Cathcart w roli Kitty. Młoda aktorka nadaje swojej postaci życia. Obserwujemy jej pierwszy związek, na dodatek na odległość. Emocje, które przeżywa bohaterka, są przedstawione w sposób prosty, ale przekonujący, a to plus.

Do wszystkich chłopców

fot. Do wszystkich chłopców: zawsze i na zawsze/ Netflix

Gorzej prezentuje się jednak sam scenariusz. Cóż, tak oczywiście oparty na powieści Jenny Han, mimo to nie chcę porównywać filmu i książki. Sam film natomiast nie przedstawia niczego świeżego czy interesującego. Ot, kolejna produkcja o dorastaniu dla nastolatków. Pojawiają się pierwsze problemy w związkach, pierwsze poważne decyzje. Niemniej wszystko to gdzieś już widziałam. Na plus trzeba jednak zaliczyć poruszanie trudnych tematów – jak relacje między porzuconym synem i ojcem. Oczywiście to mocno poboczny wątek, który w prosty sposób mógł nie pojawić się w filmie, ale jednak tam został.

Zobacz również: Dwóch ojców – recenzja nowej produkcji Netflixa

Pomijając jednak oczywistości fabularne przyznaję, że wcale nie ogląda się tego trudno. Mamy piękne zdjęcia, kolorową kompozycję scen i całkiem ciekawą muzykę. Za co po kolei można dziękować Michaelowi Fimognariemu i Joe Wongowi. Panowie zdecydowanie są mocną stroną projektu. Choć w przypadku tego pierwszego zależy, o jakiej roli mówimy.

Michael Fimognari zajmował się reżyserią podobnie jak w drugiej części hitu – Do Wszystkich chłopców: P.S. Wciąż Cię kocham. Z przykrością stwierdzam, że zdjęcia do filmu poszły mu lepiej. Aktorzy chyba bardziej kierują się własnym wyczuciem niż wizją reżysera. Na jego szczęście nie pierwszy raz grali w filmie tego typu. Zdecydowanie lepsza okazała się w tej roli reżyserka pierwszej części – Susan Johnson.

Do wszystkich chłopców

fot. Do wszystkich chłopców: zawsze i na zawsze/Netflix

Mimo wszystko Do wszystkich chłopców: Zawsze i na zawsze to w miarę przyjemny seans. Myślę, że mocno przyczynia się do tego poczucie bezpieczeństwa towarzyszące oglądaniu filmu. Niewiele nas zaskoczy, zobaczymy sporo rzeczy dobrze nam znanych. To przynosi komfort. Przynosi go również powrót do okresu dorastania. Z pewnością moje zdanie o filmie różniłoby się całkiem zauważalnie, gdybym obejrzała go chociaż 5 lat temu. Ostatecznie jednak film miał trafiać do młodych dorosłych i dorastającej młodzieży, a to udaje mu się bezbłędnie. Świat przedstawione to codzienność młodych ludzi, może nie dokładnie w tym momencie (Covid-19), ale jednak. Oczywiście życie polskich nastolatków różni się od tego ich kolegów zza oceanu. Mimo wszystko, emocje pozostają takie same.

Do wszystkich chłopców: Zawsze i na zawsze to produkcja prosta, celująca w młodych ludzi. Opowiada o dorastaniu i stawianiu swoich potrzeb na pierwszym miejscu, a to istotny przekaz. Nawet jeśli jednak nie szukacie prawd życiowych, a krótkiego powrotu do czasów, gdy największym problemem było, w co się ubrać na imprezę, ta produkcja może zabrać Was właśnie tam. Natomiast jeśli szukacie bardziej wymagającej rozrywki, proponuję ominąć ten tytuł. Nie stracicie za dużo.


Ilustracja wprowadzenia: Netflix

Dziennikarka

Wielbicielka skomplikowanych filmów, koreańskich seriali i mocnej kawy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Anna pisze:

Chyba przekonałaś do obejrzenia jako lekki film na piątek wieczór, dzięki

Nowe technologie

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo
Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?