Movies Room - Najlepszy portal filmowy w uniwersum

Pomocy - recenzja filmu! Nic dobrego Was na tej wyspie nie czeka

Autor: Łukasz Kołakowski
1 lutego 2026
Pomocy - recenzja filmu! Nic dobrego Was na tej wyspie nie czeka

W przypadku kilku twórców na przestrzeni ostatnich miesięcy i premier ich nowych dzieł można było dostrzec zjawisko, które roboczo nazwałem sobie postmarvelem. Wrzucam pod ten termin filmy, których reżyserzy i reżyserki po rozstaniu z Kevinem Feige wyraźnie odżyli. Ryan Coogler liczy rekord nominacji oscarowych, Chloe Zhao nakręciła w miarę powszechnie hołubionego Hamneta, a i Nia DaCosta ma w kinach kolejną część 28 lat później, na pewno odbieraną trochę lepiej niż Marvels. Sam Raimi to trochę inny przypadek. Wspomniana trójka, choć na pewno nie są anonimowymi nazwiskami, to jednak wciąż twórcy na dorobku. On natomiast nic, ani w kinie superbohaterskim, ani w żadnym innym nie musi udowadniać. Do Multiwersum obłędu też trafił trochę inaczej, jako strażak po porzuceniu projektu przez kogoś innego. Poza faktem, że Pomocy jest kolejnym po Marvelu projektem w filmografii trudno więc znaleźć punkty wspólne. Niestety również po stronie jakości.

Tym razem ma być kameralnie, ma być na dwa głosy, środek ciężkości historii nie jest położony gdzieś pomiędzy galaktykami, a na relacji pracownicy z przełożonym. W korporacji, w której od lat pracuje Linda, po śmierci ojca i naturalnej sukcesji na stołek prezesa zasiada syn Bradley. Wraz z tym wydarzeniem obiecane Lindzie stanowisko wiceprezeski przepada, bo nowy CEO wymyślił sobie w tej roli kolegę i to tego, który raportami stworzonymi właśnie przez główną bohaterkę filmu chwalił się przed zarządem jako swoimi. Nie spodziewa się jednak, że los okazję do srogiego rewanżu przyniesie bardzo szybko. 

Send Help: Everything You Need to Know | Explore Disney+

Od razu zaczyna się robić ciężko. Nie mówię tu bynajmniej o klimacie, mocnych scenach, krwi czy innych kwestiach, do których Raimi mógł nas przyzwyczaić, a o odczuciach towarzyszących podczas oglądania. Jasne, trudno było akurat po tej produkcji spodziewać się specjalnych subtelności, jednak scenariusz tak bardzo przegina w drugą stronę, że Pomocy bardzo szybko staje się zwyczajnie nieznośne do oglądania. Nasza Linda jest firmową szarą myszką, więc skrajnie szaro musi też wyglądać. Sweter nie pasuje do kierownictwa, zanim w ogóle podejdzie do jakiejś rozmowy upaćka twarz kanapką z tuńczykiem i cały czas ma zgrywać tak nierozgarniętą jak tylko się da. Szef za to, oczywiście w opozycji, będzie najpodlejszym z podłych. A właściwie, to nie wiemy czy jest tak podły, ale w pierwszych scenach ma zagrać maksymalnego buraka, który nie dość ze zabierze Lindę ze sobą w jakąś delegację aby zrobiła robotę, której on zrobić nie potrafi, to jeszcze na jej własnych oczach ją upokorzy oglądając kompromitujące nagrania. Nie ma w tych postaciach grama naturalności, a fakt, że niewiele jeszcze na początku historii o nich wiemy sprawia, że musimy w oparciu o te stereotypowe głupotki zbudować sobie obraz. Ich ale też całego filmu. 

Można jednak pomyśleć - to film o rozbitkach na bezludnej wyspie. Musi mieć jakiś wstęp, więc nawet jeśli nienajlepszy to warto go przeczekać, mięsko przyjdzie potem. Problem jednak w tym, że… niespecjalnie przychodzi. Mamy tę całą akcję z wylądowaniem Bradleya i Lindy na wyspie gdzieś w Tajlandii. On jest ranny, ona wyszła raczej bez szwanku. Dodając do tego fakt, że to ona a nie on ma według tego filmu kompetencje w firmie, jak się domyślacie, z tymi potrzebnymi do przeżycia w survivalowych warunkach jest podobnie. Następna, chyba najdłuższa część filmu polega więc na tym, że będą walczyć o przetrwanie, a scenariusz nieudolnie będzie się starał ich pogłębiać i kontrastować. Do początkowego niezrozumienia celu hiperbolizacji działań bohaterów dochodzi więc panująca powszechnie nuda. Wrażenia nie robi też jeden jedyny segment, w którym dzieje się coś więcej, ten z dzikiem. Wygląda tanio i pokracznie. 

Send Help: Trailer 2

Okazuje się, że to mięso w tym filmie jest, tylko musimy poczekać na nie jeszcze dłużej. Teraz wejdę w segment, który będzie krótki, bo nie może być inny, jeśli miałbym go napisać bezspoilerowo. W trudnej egzystencji, gdy wydaje się, że nie ma już nadziei, dzieje się jedno wydarzenie, które mogłoby zredefiniować opowieść. Od tej pory scenariusz rusza z kopyta i dalsze postępowanie bohaterów opiera już o dziejące się na bieżąco kulminacyjne zdarzenia. Wtedy zaczyna iść w zwroty akcji, które są niestety bezsensowne i sprawiają wrażenie dopisanych po to, aby zmieścić się w konkretnym metrażu. Finał mógłby wybrzmieć znakomicie, gdyby choćby przez 30 sekund ten seans sprawił, że będzie mnie obchodził. 

Raimi dokonał więc ciekawej rzeczy. Zrobił film, który ma trzy wyraźnie rozdzielone segmenty, wszystkie koncertowo zepsute, choć każdy w inny sposób. Najpierw wygląda, jakby w wytwórni wykupiono prawa do kolejnej reinkarnacji Brzyduli, potem musimy przetrwać z bohaterami na wyspie, choć to my mamy trudniej od nich z uwagi na przewlekłą nudę, by na koniec, z tego niczego, które skonstruowano, próbować skończyć tę historię w zaskakujący sposób. Szkoda Rachel McAdams, która w lepszym filmie mogłaby się pobawić tą rolą. Tutaj trudno jest mi znaleźć choćby jeden aspekt w scenariuszu, który można ocenić pozytywnie. Może więc Raimi to jeden z niewielu twórców, któremu w marvelowskim Multiwersum obłędu było lepiej. A może po prostu najlepsze lata ma już za sobą.

Sprawdźcie inne recenzje filmów na Movies Room:

28 lat później - Część 2: Świątynia kości – recenzja filmu. Czy mogło być lepiej?

Wielki Marty – recenzja filmu! Taki mały może wielkim być

Avatar: Ogień i popiół - recenzja filmu. Pandorę opanowała sequeloza

Chcesz nas wesprzeć i być na bieżąco? Obserwuj Movies Room w google news!

Od 2015 w Movies Room, od 2018 odpowiedzialny za działalność działu recenzji filmowych. Uwielbia Wesele Smarzowskiego, animacje Pixara i Breaking Bad. A, no i zawsze kiedy warto, broni polskiego kina. Kontakt pod [email protected]

Więcej informacji o
Komentarze (0)
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.