Seria gier Animal Crossing została zapoczątkowana już w 2001 roku. Mimo upływu lat, nowe produkcje wciąż przyciągają nowych graczy oraz posiadają stałą, wierną społeczność. Przyznam się bez bicia – od jakiegoś czasu obserwowałam fenomen Animal Crossing z bezpiecznego dystansu, zastanawiając się o co tyle krzyku. Kiedy jednak w moje ręce wpadł Nintendo Switch 2, a wraz z nim odświeżona wersja New Horizons, uznałam, że to idealny moment, by w końcu dać się zaprosić na tę rajską wyspę. Okazuje się, że wejście do świata Toma Nooka to pułapka, z której wcale nie chce się uciekać.
Moja przygoda zaczęła się od… namiotu i kredytu hipotecznego. Po przybyciu na wyspę, wcześniej wspomniany Tom Nook wprowadza nas w podstawy, przedstawia nam najważniejsze informacje o wyspie, na której będziemy teraz zamieszkiwać. Dużym zaskoczeniem był dla mnie kredyt na dom – zobowiązanie ciąży na nas od razu po przeprowadzce na nową wyspę. Jednak najbardziej niespodziewanym elementem był dla mnie czas – rozgrywka odbywa się bowiem w czasie rzeczywistym. Gdy za oknem zapada zmrok, moją cyfrową wyspę również spowija nocna aura. Dzięki tej funkcji, nie odczułam presji, aby wyrobić się z jakimiś czynnościami „na czas” i mogłam na spokojnie cieszyć się każdym elementem gry. Co ciekawe, gdy w Polsce mogliśmy zauważyć zorze polarne, Animal Crossing także zafundował mojej wyspie piękne nocne widoki.

Jako nowicjuszka nie mam porównania z poprzednią generacją, ale to, co widzę na ekranie mojego Switcha, po prostu zachwyca. Ponadto, New Horizons w trybie telewizyjnym obsługuje rozdzielczość 4K i wygląda jak interaktywny film animowany najwyższej jakości. Mimo swojej „kreskówkowej” oprawy, detale postaci oraz otoczenia są bardzo przyjemne dla oka. Piaszczysta plaża z muszelkami, budynki oraz ich udekorowane wnętrza, czy wspomniana wcześniej zorza polarna rozlewająca się po nocnym niebie – widać, że każdy element jest „dopieszczony”. Choć gra działa w 30 klatkach na sekundę, przy tak niespiesznym tempie rozgrywki zupełnie mi to nie przeszkadzało, a moją uwagę przyciągały pastelowe barwy, dzięki którym rozgrywka była dla mnie jeszcze bardziej cozy.
Choć tempo gry jest spokojne i niespieszne, moja lista zadań zdaje się nie mieć końca. Co więcej, na pierwszy rzut oka gra zdaje się też być powtarzalna, co nie każdemu może się spodobać. Jednak właśnie te cechy tworzą z Animal Crossing mistrza małych kroczków – codzienne sprawdzanie poczty, zbieranie owoców czy łowienie ryb do kolekcji miejscowego muzeum szybko stało się moim porannym rytuałem. W międzyczasie zdobywam Mile (punkty), za które mogę kupić dodatki wizualne dla mojej postaci, domku lub wyposażyć się w nowe receptury DIY i własnoręcznie tworzyć kolejne meble czy ozdoby na wyspę. Złapałam się również na tym, że czasem planuję swój realny dzień tak, by zdążyć na otwarcie sklepu Nooka. Co jednak najważniejsze, w tych działaniach nie jesteśmy sami. Mieszkańcy wyspy to nie tylko urocze tła, ale postacie z własnymi charakterami, z którymi budujemy relacje.

Dzięki nowościom w wersji na Switcha 2, takim jak obsługa myszki, urządzanie wnętrz stało się niezwykle intuicyjne. Tworzenie własnych szablonów ze wzorami także jest dużo prostsze i wygodniejsze. Możemy również sprawdzić się w roli projektanta w nowym Hotelu, w którym czekają na nas pokoje do udekorowania. Kolejną funkcją jest możliwość skorzystania z megafonu, aby zlokalizować położenie mieszkańców wyspy. Szczerze? Nie wyobrażam sobie rozgrywki bez tej funkcji – musiałabym biegać po całej wyspie tylko po to, by zlokalizować gdzie akurat przebywa jeden z mieszkańców. To także mechanika, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, ponieważ każdy NPC zajmuje się swoimi obowiązkami, zamiast siedzieć cały dzień w swoim domu. Właśnie takie detale sprawiają, że wyspa tętni życiem i możemy wczuć się w rozgrywkę.
Zaczynając moją przygodę z Animal Crossing: New Horizons Nintendo Switch 2 Edition, nie spodziewałam się, że gra o meblowaniu domu i rozmawianiu ze zwierzętami pochłonie mnie bez reszty. To, co wcześniej wydawało mi się nudną codziennością, stało się moim ulubionym sposobem na relaks. Co ważne, Nintendo pomyślało o portfelach swoich wiernych fanów. Jeśli posiadacie już kopię gry ze starszego Switcha, nie musicie kupować nowej wersji. Możecie po prostu dokupić Switch 2 Edition Upgrade za jedyne 21 zł, co odblokuje wszystkie graficzne i techniczne nowinki na nowym sprzęcie. Jeśli natomiast tak jak ja dotąd tylko przyglądaliście się temu fenomenowi z boku, to czas najwyższy w końcu spakować walizki i wyruszyć na własną wyspę. Ponieważ warto – to piękna, dopracowana i niesamowicie wciągająca produkcja, która udowadnia, że czasem najprostsze czynności dają najwięcej radości.
Ilustracja wprowadzająca: materiały prasowe
Wielka kociara i simsiara. Lubi oglądać anime i seriale oraz jest fanką gier Nintendo. Czasem sięgnie po mangę lub inną książkę. Najczęściej, swój wolny czas poświęca na gry i zabawę z rozbrykanymi kotami.