eFootball PES 2020 – recenzja gry. Nowa nazwa, ten sam PES!

Tegoroczna odsłona popularnego symulatora piłkarskiego od Konami została wydana pod nową nazwą – nie jest to już Pro Evolution Soccer, lecz eFootball PES. Nowy tytuł sugerować może duże zmiany w najnowszej części serii istniejącej już od ponad 20 lat. Czy więc PES oznaczony numerkiem 2020 będzie przełomowy, czy może to tyko próba sprzedania tego samego w zmienionej szacie? Zapraszam do recenzji.

Nie będę trzymał Was w niepewność – nie, eFootball PES 2020 nie jest żadną ogromną rewolucją. To nadal ten sam stary, dobry PES, którego tak kochamy za świetny gameplay. Mówi się, że nie powinno się zmieniać tego, co dobrze działa, a z drugiej strony zdarza się słyszeć, że kto nie robi kroku do przodu ten się cofa. I to jest dylemat, z którym na pewno od dawna mierzą się deweloperzy z Konami. Wiadomo, że PES ma wielu wiernych fanów, którzy mogliby nie przyjąć z radością dużych zmian, ale w obecnej formie trudno będzie serii z Japonii ściągnąć do siebie graczy kupujących tytuł od konkurencji. W tym roku zdecydowano się jednak tylko na drobne zmiany, które ulepszyły osiągnięcia poprzednich odsłon.

Zobacz również: GreedFall – recenzja gry. Kolonizacja mieczem i magią!

Na wstępie oczywista oczywistość – w PES-a 2020 nadal gra się niesamowicie przyjemnie i jest to obecnie zdecydowanie najlepsze przeniesienie piłki nożnej na realia gamingowe! W tegorocznej odsłonie gameplay tylko odrobinę spowolniono, dodano więcej możliwości dryblingu oraz przywiązano jeszcze większą uwagę do dokładnych podań. Nadal więc gra wymaga od nas precyzyjnego rozgrywania i stawiania na przemyślane i złożone akcje, a nie korzystania z szybkości naszych skrzydłowych. Długie piłki czy ciągłe wykorzystywanie prostopadłych zagrań to gra bez przyszłości, za co szybko jesteśmy karani. Mimo że gameplay jest wymagający, to opanowanie jego niuansów i konstruowanie akcji żywcem wyjętych z piłkarskich boisk, daje ogromną satysfakcję – no i zdecydowanie nie zaznamy tu nudy przez długie, długie godziny.

Nowa nazwa daje nam znać, że Konami chce pójść ku esportowi i widać tu pewne kroki poczynione w tym kierunku. Po pierwsze delikatnie usprawniono sieciowy tryb MyClub, który już spory progres zanotował w ubiegłym roku. Mecze sieciowe stały się bardziej płynne, do czego przyczynił się mniejszy lag i w konsekwencji szybsza reakcja piłkarzy na nasze komendy. Nadal nie jest idealnie i lokalna rozgrywka jest płynniejsza, ale w końcu pojedynki z innym graczami przez sieć stały się satysfakcjonujące. MyClub poza tym doczekał się paru innych szlifów, jak możliwość znacznie łatwiejszego trafienia lepszych kart z topowymi zawodnikami. Trudno mówić jednak o dużych zmianach, a tryb na pewno nadal nie przebije Ultimate’a z FIFY.

Zobacz również: Gibbous: A Cthulhu Adventure – recenzja gry. Lovecraft na wesoło!

Jeśli mowa o trybach, to w eFootball PES 2020 ponownie jest bardzo klasycznie. Oprócz trybu sieciowego, zagramy również karierę Master League, kierując drużyną, czy to z prawdziwymi składami, czy też tymi stworzonymi do zera. Tutaj postarano się o rozbudowanie scenek między meczami. Widzimy więc naszego trenera przechadzającego się po gmachach klubu czy rozmawiającego z zawodnikami w szatni. Warto wspomnieć, że twórcy dali nam możliwość wyboru trenera z pośród takich nazwisk jak Maradona, Roberto Carlos czy Cruyff. Z innych udoskonaleń – dodano realizmu do transferów, gdzie ceny zostały dostosowane do dzisiejszych realiów (i tak Messiego PSG chciało kupić ode mnie za 200 mln euro). Ponownie możemy w PES-ie zostać legendą oraz rozegrać multum pucharów czy lig. Próżno jednak szukać tu nowych trybów, a szkoda.

I w tym roku jednak PES wygrywa walkę z konkurencją w kategorii oprawy graficznej. Zawodnicy należący do licencjonowanych klubów w eFootball PES 2020 wyglądają jak jeden do jednego skopiowani z ich realnych odpowiedników. Mnóstwo frajdy daje granie Bayernem Monachium z idealnie odwzorowanym Lewym czy FC Barceloną, gdzie praktycznie wszyscy odpicowani są do perfekcji (tylko Ansu Fati musi poczekać na update, bo i Konami mocno zaskoczył swoim przebojowym wskoczenie do pierwszego składu). Nawet Krzysztof Piątek w PES-ie prezentuje się bardzo realistycznie, ma też swoją sławną cieszynkę, a u konkurencji mimo bycia Polsce twarzą FIFY… no cóż. Wszystko to prezentuje się równie fantastycznie w ruchu. Konami co roku daje coraz więcej powodów do zachwytu nad oprawą graficzną w ich serii piłkarskiej, a w przyszłym roku pewnie zobaczymy odsłonę na konsole nowej generacji i to może być szok. Tylko niech zmienią w końcu ten straszliwie nudny duet komentatorów.

Fot. Screen z gry eFootball PES 2020

Zobacz również: This is Football – recenzja dokumentalnej serii od Amazona!

Skoro eFootball PES 2020 nie chce przyciągać nowych graczy znacznymi zmianami w gameplayu czy w trybach do wyboru, to w jaki sposób chce to zrobić? W tym roku postawiono na licencje. Tak, PES nadal mocno kulej pod tym względem, ale przynajmniej częściowo odgryźli się konkurencji za lata podkupowania licencji na wyłączność. Dużym szokiem była informacja, że Juventusem przez trzy najbliższe lata zagramy tylko eFootball PES. I właśnie tym osiągnięciem twórcy chwalą się na każdym kroku, czy to w materiałach promocyjnych, czy w samej już grze. Możliwość pokazania w pełnej krasie Ronaldo czy Dybali dobrze wpływa na wizerunek gry i równie skutecznie może przyciągnąć nowych graczy. W PES-ie ponownie w pełni licencjonowana jest FC Barcelona, Manchester United, a także Bayern Monachium, więc na brak gwiazd nie możemy narzekać – no i są jeszcze legendy piłki nożnej, jak Ronaldinho, Beckham i inni. Trudno jednak ukryć, że pod względem licencji trochę jeszcze brakuje.

Zobacz również: Activision wreszcie strzela celnie? Wrażenia z Beta testów Call of Duty: Modern Warfare

Jak widać, eFootball PES 2020 nie jest grą idealną, a także trzeba się naprawdę naszukać, aby znaleźć jakieś większe zmiany względem poprzednich odsłon serii, poza oczywiście tytułem i lekkim liftem menu głównego. Mimo wszystko w PES-ie niezmienne jest również to, co w symulatorach piłkarskich najważniejsze, czyli rozgrywka oraz przyjemność z grania – to jest tu po prostu niezaprzeczalnie genialne. Dochodzi do tego jeszcze przepiękna i dopracowana oprawa graficzna i mamy przepis na idealny gameplay. Co z tego, że nie ma tu wielu licencji, że nie ma nowych trybów, że MyClub to tylko marna imitacja Ultimate Team, gdy ja po raz kolejny nie mogę oderwać się od grania i w eFootball PES 2020 spędzie pewnie przynajmniej kilkaset wspaniałych godzin.

Ilustracja wprowadzenia: Konami

Redaktor współprowadzący działu Gry

Zawodowy kanapowiec, którego siłą trzeba powstrzymywać przed obejrzeniem kolejnego odcinka serialu. Wieloletni fan kina azjatyckiego - żaden łamiący prawa fizyki chiński wojownik czy wytatuowany japoński gangster nie jest mu straszny. Podczas wypadu do kina ze znajomymi nie pogardzi również dobrym filmem superbohaterskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?