GreedFall – recenzja gry. Kolonizacja mieczem i magią!

Francuskie studio Spiders, znane z takich tytułów, jak Bound by Flame czy The Technomancer, tym razem daje nam grę, która jest ich największym projektem. W GreedFall przeniesiemy się do nowego świata wzorowanego na erze kolonizacyjnej Ameryki Północnej. Czy nowy tytuł od Pająków w końcu wyniesie studio na wyższy poziom? Zapraszam do recenzji.

Studio z Paryża praktyczne od samego początku swoje twórczości upodobało sobie gatunek RPG. Zmieniał się tylko świat – od klasycznego mrocznego fantasy do realiów science fiction oraz postapo. Choć to całkiem inne klimaty, studio stale trzymało się schematu trzecioosobowego action RPG. Nie inaczej jest i tym razem w GreedFall, gdzie twórcy umieścili akcję w świecie mocno zbliżonym do Ameryki Północnej XVII wieku. System rozgrywki jednak się nie zmienił, więc ponownie będziemy levelować i rozwijać naszego bohatera oraz wykonywać masę questów.

Zobacz również: The Dark Pictures: Man Of Medan – recenzja horroru od twórców Until Dawn

Jeśli mówimy o głównym bohaterze gry, to jest nim Lord de Sardet, który należy do kongregacji kupieckiej. Jego celem jest wyruszyć na niedawno odkrytą i jeszcze niezbadaną wyspę Teer Fradee. Na początku naszej kampanii personalizujemy naszą postać – może to być mężczyzna lub kobieta, a do dyspozycji mamy masę szczegółów wyglądu do wyboru. Następnie przechodzimy do clou programu, czyli poznania naprawdę rozbudowanego świata. I na początku nie jest to łatwe. Na wstępnie GreedFall wręcz zalewa nas informacjami o frakcjach, o tarciach między nimi oraz całym mnóstwem inny szczegółami, których nie jesteśmy w stanie pojąć w zaledwie 2-3 godziny prologu. Tutaj też gra zaczęła mnie trochę nużyć, ale całe szczęście warto było przez to przejść, bo dalej jest o wiele lepiej.

Cała najlepsze mięsko zaczyna się po naszym dotarciu do tajemniczej wyspy Teer Fradee. Tam znaczniej lepiej poznajemy frakcje, jak Przymierze Mostu, Kongregacja Kupiecka oraz rdzenni mieszkańcy. To właśnie dyplomacja oraz poznawanie racji każdej ze stron to jeden z najlepszych elementów GreedFall. Czekają nas bardzo trudne wybory, gdzie decydujemy między innymi, czy chronić miejscową ludność, czy może wziąć stronę poszkodowanych przez tubylców kupców. Z drugie strony mamy też szerzących swoją wiarę Strażników Denara oraz sprzeciwiające się im Przymierze Mostu – gra polityczna jest tu więc na najwyższym poziomie.

Fot, Screen z gry GreedFall

Zobacz również: The Walking Dead: The Telltale Definitive Series – recenzja kompletnego wydania przygód Clementine z masą dodatków!

Wrażenie w nowej grze od studia Spiders robi też sama wyspa Teer Fradee. Pierwsi koloniści przybyli tu 15 lat temu, więc nadal jest tu dziko. Widać tu jednak już duży wkład przybyłych z kontynentu. Większość wyspy pokrywają lasy, gdzie co rusz możemy napotkać dzikie i bardzo groźne stworzenia. Gdy zejdziemy ze ścieżki, szybko zobaczymy, jelenie, lisy, ale także mityczne potwory przypominające między innymi harpie czy leszego. Nieraz zdarzyło mi się uciekać, gdyż znikąd wyskoczył wielki skurczybyk i na hita ściągnął mi prawie całe życie. Na Teer Fradee znajdują się również osady ludzkie – kilka wiosek tubylców o ciekawych ubiorach oraz trzy główne miasta kolonistów. Niestety, jeśli chodzi miasta, to tu twórcy się nie wysili, gdyż bardzo widać tu zabieg kopiuj-wklej. Najgorzej rzuca się to w oczy, gdy odwiedzimy siedziby gubernatorów, które są identyczne – no dobra, zmienili kolor ścian.

Opisując GreedFall, po prostu nie da się nie wspomnieć o zadaniach pobocznych. Twórcy z Francji na pewno dobrze odrobili pracę domową i naszego Wiedźmina 3 mają za sobą. Wspominam tu grę od Redów, gdyż Pająki w swojej grze obrali dokładnie tę samą ścieżkę, jeśli chodzi o misje opcjonalne. Nie znajdziemy tu bowiem nudnych i powtarzalnych zadań typu zabij kilka dzików, przynieś to, zanieś tamto. Tu każda misja ma swoje podłoże i jest odpowiednio rozbudowana. A nawet gdy z pozoru misja może się wydawać nudna, to często rozwija się w kompletnie niespodziewanym kierunku, dając mnóstwo frajdy. Jeśli chodzi o Wieśka, to Francuzi nie tylko w tym aspekcie wzięli sobie go na wzór. W grze możemy robić oraz używać eliksirów, mazideł na mieczy, możemy przyjmować zlecenia z tablic w wioskach oraz zdobędziemy dodatkowe punkty umiejętności, odkrywając kamienie mocy.

Zobacz również: Control – recenzja gry od kultowego studia Remedy

Jeśli już jesteśmy przy punktach umiejętności, to wspomnę, że system rozwoju postaci jest tu bardzo surowy i mozolny. Kolejne punkty umiejętności, atrybutów oraz talentów zbiera się okropnie powoli, więc musimy wybrać jedną ścieżkę i podążać nią uparcie do końca gry. Po prostu nie jesteśmy w stanie być na przykład magiem i jednocześnie porządnie rozwinąć umiejętności związanych z bronią palną czy ciężkimi mieczami. Dodatkowo, gdy się za bardzo rozdrobnimy, nie rozwiniemy odpowiednio wysokiego poziomu walki magicznej. Tutaj jednak twórcy choć trochę poszli nam na rękę, dając możliwość resetu wszystkich umiejętności kryształem pamięci. I to się naprawdę przydaje, bo do wielu miejsc nie da się dostać bez rozwinięcia atrybutów takich jak zwinność, a także nie otworzymy cennych skrzyń bez wysokiego poziomu otwierania zamków. Odpowiednie rozporządzanie punktów to tutaj ogromne wyzwanie.

W GreedFall świetnie sprawdza się także system walki, który jest efektowny i wymaga trochę wprawy. Zależy też, w którym kierunku pójdziemy. Jeśli zdecydujecie się na klasę wojownika, to głównie będziemy się pojedynkować mieczami jednoręcznymi czy dwuręcznymi, a także wspomagać bronią palną. Tutaj system walki jest wymagający i trzeba dość uważać. Łatwiej walczyć za to magiem, gdzie głównie walimy czarami dystansowymi, ewentualnie doskakując i walcząc bronią podręczną. Ważna role pełnią tu nasi towarzysze, gdyż zawsze przy sobie mamy dwóch bohaterów wspomagających. Kluczowi są zwłaszcza przy klasie maga, gdzie nie mamy za dużo atutów w zwarciu. Każdy nasz towarzysz to także jakaś historia oraz misje, których możemy się podjąć i zyskać na relacji. Sprawia to, że każdy bohater przy naszym boku zyskuje głębie i nie jest już tylko siłą roboczą. No i mamy jeszcze aktywną pauzę, która nieraz ratuje życie.

Fot. Screen z gry GreedFall

Zobacz również: Gibbous: A Cthulhu Adventure – recenzja gry. Lovecraft na wesoło!

Nie wspomniałem dotychczas, jak wypada główny wątek fabularny. Ten zaczyna się bardzo niemrawo, ale z czasem nabiera coraz więcej rumieńców. Wszystko kręci się głównie wokół choroby dziesiątkującej ludność na kontynencie, na którą szukamy lekarstwa. Na wyspie odkrywamy pinie strzeżone przez tubylców tajemnice. Pojawiają się elementy okultyzmu, które potrafią zjeżyć nie jeden włos. Kluczowe są tu także nasze relacje wypracowane przy misjach oraz to, ku której stronie konfliktu się bardziej pochyliliśmy. Wybory naprawdę mają znaczenie, nie są to tylko prowizoryczne decyzje. Szkoda jednak, że Pająki nie postarały się o lepszą kreację postaci, gdyż te nie bardzo pozostają w pamięci. Wspomnę jeszcze, że przy GreedFall spędzicie minimum 30 godzin, a zahaczając o misje poboczne wydłużycie ten czas spokojnie do 60-70 godzin.

Trzeba zauważyć, że GreedFall nie jest grą AAA. Wspominałem już o bardzo podobnych lokacjach, które są wynikiem niedużego budżetu twórców i wymuszonych kompromisów. Widać to też pod względem technicznym. Najbardziej rzucała się w oczy praktyczny brak mimiki u postaci, które przy dialogach prezentują się bardzo sztucznie. Do najlepszych nie należą także tekstury, które potrafią wyglądać dość słabo, choć momentami trafiają się dobrze przygotowane otoczenia – mowa tu głównie o terenach leśnych. NPC w miastach to głównie kilka modeli na krzyż, a w dialogach często będziemy nazywani per „on”, nawet jeśli gramy kobietą. Dodam jeszcze, że nie uświadczymy tu pełnego otwartego świata, gdyż ten jest pocięty na mniejsze lokację, po między którym się przemieszczamy. To oczywiście prosty zabieg optymalizacji mapy. W grze nie uświadczymy też bardzie wpadającej muzyki w uszy, ot kilka dobrze podtrzymujących napięcie utworów.

Zobacz również: Poznajmy się od growej strony #6 – Mateusz Chrzczonowski

GreedFall od francuskiego studia Spiders to duży projekt, który dla tak małej ekipy był ogromnym wyzwaniem. Twórcy mają jednak już dość sporo doświadczenia w grach RPG, wiec wiele elementów w grze wypada naprawdę dobrze. Fascynuje głównie barwny i złożony świat, gdzie musimy podjąć mnóstwo naprawdę trudnych wyborów. Dobrze sprawdza się także walka – efektowna i zróżnicowana. Greedfall to również świetne misje poboczne, które są zróżnicowane i zawierają mnóstwo ciekawych rozwiązań. Przy tak wielu zaletach można nowemu tytułowi od studia Spiders wybaczyć niedociągnięcia techniczne oraz rozwiązania wynikające z niedużego budżetu. Mimo wszystko to bardzo solidna gra, przy której można spędzić wiele wspaniałych godzin.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Redaktor współprowadzący działu Gry

Zawodowy kanapowiec, którego siłą trzeba powstrzymywać przed obejrzeniem kolejnego odcinka serialu. Wieloletni fan kina azjatyckiego - żaden łamiący prawa fizyki chiński wojownik czy wytatuowany japoński gangster nie jest mu straszny. Podczas wypadu do kina ze znajomymi nie pogardzi również dobrym filmem superbohaterskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?