Frostpunk Console Edition – recenzja gry. Mróz wkracza również na konsole!

Frostpunk premierę na PC miał już w kwietniu ubiegłego roku. Minęło więc trochę czasu, nim doczekaliśmy się konsolowej edycji tego nietypowego city buildera. Czy rodzime 11 bit studios postarało się o dobry port swojej gry?

Sprawa przeniesienia wszelkiego rodzaju strategii, city builderów czy rts-ów na konsole nie jest prostą sprawą. Wystarczy sięgnąć do opinii graczy, gdzie nadal za jedyną słuszną platformę, biorąc pod uwagę te gatunki gier, uważany jest komputer osobisty. Owszem, pojawia się coraz więcej portów na konsole, jednak często twórcy idą na łatwiznę i dostajemy słabo grywalną wersję gry, która na PC sprawowała się wyśmienicie. Ten trend chciało przełamać 11 bit studios, które do sprawy przeniesienia Frostpunka na konsole podeszło bardzo poważnie. Między innymi dlatego na wersję gry na PS4 oraz Xbox One czekaliśmy aż półtora roku.

Zobacz również: Death Stranding – recenzja gry. Ciężkie życie kuriera…

Na początku przypomnę może, czym tak naprawdę jest Frostpunk, bo zdecydowanie warto. W głównym założeniu jest to gra strategiczno-przygodowa, gdzie naszym zadanie jest zbudowanie dobrze funkcjonującej metropolii, która zaspokoi potrzeby jej mieszkańców. Co jednak jest najlepsze w grze od 11 bits studios, to przeniesienie akcji do alternatywnego XIX wieku, gdzie zima postanowiła nigdy się nie skończyć. Innymi słowy nadeszła epoka lodowcowa, a ludzkość musi walczyć o przetrwanie. W tym celu mieszkańcy Anglii przenoszą się na północ, ponieważ jeszcze tam istnieją niewykorzystane złoża węgla. Całość wydarzeń Frostpunka osadzono w realiach steampunkowych, więc węgiel jest surowcem niezbędnym praktycznie do wszystkiego. Jak widać, nie jest to typowy city builder, oj nie.

Właśnie dzięki nietypowym realiom, gdzie osadzono Frostpunka, gra się tak przyjemnie. Nie żeby typowy city builder był czymś złym, ale dodanie tu nowego czynnika zdecydowanie działa na plus. Warto wspomnieć, że we Frostupunku oprócz typowego budowana miasta i zaspokajania potrzeb mieszkańców, musimy przede wszystkim przetrwać. A nie jest to takie łatwe. Naszym głównym wrogiem jest temperatura, która momentami drastycznie spada i jeśli dobrze się nie przygotujemy, jesteśmy skazani na zagładę. Ważne jest odpowiednie gospodarowanie zasobami, a są to węgiel i drewno do ogrzewania, a także stal i jedzenie. Balans w produkcji, przy jednoczesnym zachowania odpowiedniego zadowolenia mieszkańców, to nasze największe bolączki. A bo raz gdy nie zadbamy o docieplenie budynków, zaczynają chorować robotnicy, później nie ma komu wydobywać węgla, więc zasoby się kurczą, a robić nie ma komu. Naprawdę łatwo doprowadzić do poważnego kryzysu.

Fot. Screen z gry Frostpunk

Zobacz również: Yooka-Laylee i Niezdobyta Forteca – recenzja gry. Fantastyczna platformówka, której nikt się nie spodziewał!

Co jeszcze bardziej utrudnia nam zabawę, to losowe wydarzenia, przy których musimy podjąć trudną decyzję. Dla przykładu, gdy wysłałem zwiadowców w celu odnalezienia nowych rdzeni, które są niezbędne do budowania ważnych konstrukcji, otrzymałem komunikat, iż napotkano na ludzi potrzebujących pomocy. Możemy wtedy podjąć decyzję, aby wrócić razem z nimi do bazy lub wskazać im drogę i kontynuować podróż po rdzeń – co może to doprowadzić do ich śmierci – albo też całkowicie zignorować ich. Jest to trudny wybór, ale jeśli mamy deficyt jedzenia, to nie mamy wyjścia. Często też przed takimi dylematami stawiają nas mieszkańcy, którzy są niezadowoleni i czegoś od nas żądają. Możemy więc im pomów, jednak kosztem innego aspektu. We Frostpunktu nie ma łatwych wyborów.

Teraz przejdźmy do tematu samego portu, którzy twórcy przygotowali na konsole. Muszę przyznać, że widać tutaj długie miesiące testowania i sprawdzania różnych rozwiązań, aby tylko na padzie grało się jak najwygodniej. Przy wielu wersjach konsolowych strategii i tym podobnych, dostawaliśmy po prostu kursor sterowany lewą gałką, który zastępował myszkę. I tyle. Nie jest to jednak rozwiązanie dobre, gdyż w ogóle nie wykorzystuje potencjału pada oraz nie jest zwyczajnie wygodne. Na szczęście we Frostpunku nie popełniono tego błędu i dostajemy pełnoprawne, przystosowane sterowanie. Wykorzystano krzyżak, klawisze funkcyjne z prawej, a także klawisze z tyłu pada czy analogi. Na przyswojenie sterowania potrzeba może 15 minut, bo jest to naprawdę intuicyjne.

Fot. Screen z gry Frostpunk

Zobacz również: [BlizzCon 2019] Diablo IV oficjalnie zapowiedziane!

Jeśli zdecydujecie się na wersję na konsole, dodatkowo w zestawie czeka na Was dostęp do pierwszego rozszerzenia do gry, który dodaje kolejny scenariusz. Tutaj wykorzystano nową mechanikę budowania mostów nad rozpadlinami. W komplecie dostajemy też aktualizację poprawiające balans względem wersji PC, a co było chyba największym mankamentem gry. Według opinii graczy, produkcja po zrozumieniu podstawowych mechanik, stawała się po prostu za łatwa. Twórcy nad tym popracowali i w wersji konsolowej wygląda to już lepiej. Jeśli chodzi zaś o sprawy oprawy graficznej oraz audio, to gra nadal wygląda fenomenalnie, a za sprawią muzyki trzyma nas w bardzo gęstym klimacie towarzyszącym zimny pejzażom. Grę testowałem na PS4 Pro i Frostpunk działa tam bez zarzutów, nie uświadczyłem żadnych spadków animacji. No i jest polska wersja językowa, której nie mogło zabraknąć.

Fot. Screen z gry Frostpunk

O tym, że Frostpunk to świetna gra, wiele osób pewnie już się przekonało na PC. Kto jednak czekała na konsolowe wydanie produkcji od 11 bit studios, śmiało może ruszyć do sklepu. Twórcy zadbali, aby port pozwolił graczom na jak najprzyjemniejszą zabawę. Sterowanie jest intuicyjne, a graficznie gra prezentuje się równie dobrze, co na PC. Wisienką na torcie jest tutaj zawartość dodatkowa, którą dostajemy w pakiecie z grą. Nic tylko z padem w ręku zanurzyć się w tym mroźnym klimacie.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Redaktor współprowadzący działu Gry

Zawodowy kanapowiec, którego siłą trzeba powstrzymywać przed obejrzeniem kolejnego odcinka serialu. Wieloletni fan kina azjatyckiego - żaden łamiący prawa fizyki chiński wojownik czy wytatuowany japoński gangster nie jest mu straszny. Podczas wypadu do kina ze znajomymi nie pogardzi również dobrym filmem superbohaterskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?