Pro Evolution Soccer 2019 – recenzja kopanki lepszej niż kiedykolwiek, ale…

Ale niestety skazanej na pożarcie przez konkurencję, czemu w głównej mierze winna jest utrata przez twórców największego wabika na graczy. Mowa tu oczywiście o licencji na europejskie puchary. Konami w tym roku musiało przełknąć gorzką pigułkę i spróbować przyciągnąć graczy w inny sposób. Czy to się udało i czy mimo sporej wyrwy w nowym PES-ie warto dać mu szansę? Zapraszam do recenzji.

Najnowsza odsłona Pro Evolution Soccer 2019 miała swoją premierę trochę ponad tydzień temu, a już musi mierzyć się ze smutnymi doniesieniami. Według najnowszych zestawień symulator piłki nożnej od Konami sprzedaje się w Wielkiej Brytanii o ponad 40% gorzej od ubiegłorocznej odsłony. Mowa tutaj o wersji pudełkowej, w wersji cyfrowej może to wyglądać lepiej, ale nie ulega wątpliwości, że spadek zainteresowania nowym PES-em jest znaczący. Łatwo upatrywać w tej sytuacji związku z utratą przez Konami praw do Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Daje to również obraz graczy, dla których utrata licencji jednoznacznie przekreśla grę od Japończyków, zdecydowane przechylając szalę w stronę EA. To dość przykre, gdyż tegoroczna odsłona jest lepsza niż kiedykolwiek, a pod wieloma względami może być wzorem również dla swojego konkurenta.

Zobacz również: Marvel’s Spider-Man – recenzja świetnej, superbohaterskiej gry!

Pro Evolution Soccer 2019

Fot. Screen z gry Pro Evolution Soccer 2019

Seria Pro Evolution Soccer zawsze słynęła ze świetnego gameplayu i nie zmienia się to również w tym roku. Konami nie osiada jednak na laurach i przy każdej kolejnej odsłonie, zważając na uwagi graczy, poprawia pewnie niedociągnięcia oraz dodaje nowe rozwiązania. W PES-ie 2019 granie stało się jeszcze bardziej satysfakcjonujące, co w zeszłym roku zdawało się już niemożliwe do osiągnięcia. Rozgrywka zyskała na dynamice, a poszczególni zawodnicy znani z dużych klubów dostali ruchy, które są dla nich charakterystyczne. I tak Philippe Coutinho – twarz tegorocznej edycji – biega po lewym skrzydle oraz chętnie ścina na prawą nogę, by huknąć w samo okienko, a David Beckham – dostępny w myClub – rozsyła piłki ze środka do napastników z przodu co do centymetra. Ich sposób poruszania został odwzorowany jeden do jednego i wygląda to naprawdę realistycznie.

Zobacz również: Zagrajmy w to jeszcze raz – The Last of Us: Remastered

Przejmowanie kontroli nad tak dobrze stworzonymi zawodnikami daje ogromną frajdę, a naśladowanie ich firmowych zagrań ma tu sens. Istnieje bowiem duże prawdopodobieństwo, że strzał z 25 metrów Coutinho znajdzie drogę do bramki, a rajd Messim rozpoczęty od środka boiska skończy się powodzeniem. Choć wszystko to zależy oczywiście od naszych zdolności i ich wykorzystania na wirtualnym boisku. PES, tak samo, jak jego poprzednicy, nie jest bowiem prostą grą, a hasło twórców o „symulatorze piłki nożnej” ma tu swoje zastosowanie. Każde nieprzygotowanie zagranie „na pałę” poleci nie tam, gdzie chcieliśmy, a strzał, gdy jesteśmy kryci przez obrońcę, z dużym prawdopodobieństwie poleci w trybuny lub pięć metrów obok słupka. Nie ma też co próbować rajdów przez całe boisku, gdyż minięcie kilku zawodników to już spory sukces.

Gra przymusza nas do planowania swoich akcji i przeprowadzania ich z wykorzystaniem całego arsenału zaimplementowanego w rozgrywkę. Warto więc korzystać z kontroli tempa, by piłka leciała dokładniej do konkretnego zawodnika, prostopadłych podań górą czy precyzyjnych przerzutów na drugą stronę boiska. Wykonywanie ciągle tych samych rajdów i wrzutek pod bramkę nie wróży powodzenia akcji, a nawet jeśli, to sztuczna inteligencja szybko nas rozpracuje i przy kolejnej próbie natychmiast popsuje nam plany. SI w PSE-ie to duży plus, o ile oczywiście gramy na odpowiednio wysokim poziomie trudności.

Warto wspomnieć, że nowym PES-ie wprowadzono system szybkich zmian zawodników. Nie musimy teraz wchodzić do menu, by dokonać zmiany. Wystraszy, że w przerwie gry, gdy ta wyjdzie na przykład na aut, naciśniemy touchpad (PS4) i wybierzemy zawodnika do zmiany, a następnie wskażemy na kogo podmienić i zatwierdzamy. Świetne rozwiązanie. Kolejna rzecz, która umila zabawę.

Zobacz również: Dead Cells – recenzja śmiertelnie dobrej gry

Na przyjemność z gry w Pro Evolution Soccer 2019 wpływa na pewno także nowa fizyka piłki. Dzięki tej nowości futbolówka kopana przez zawodników zachowuje się bardzo realistycznie, nie jest na stałe przyczepiona do nóg, co jest dużą bolączką FIFY. Teraz w PES-ie ważne jest odpowiednie przyjęcie piłki, gdyż nawet złe ustawienie do przyjęcia może spowodować, że piłkę stracimy i narazimy się na kontrę. Niebagatelny jest również poziom zaawansowania technicznego zawodników, gdyż słabiej wyszkolonym kopaczem przyjęcie będzie o wiele trudniejsze niż tym ze światowego topu. Nowa fizyka sprawia również, że piła zachowuje się o wiele lepiej niż w ubiegłorocznej edycji. Gdy się przyjrzymy, widać, jak ta realistycznie odbija się od murawy oraz turla po niej. Wygląda to naprawdę świetnie.

Evolution Soccer 2019

Fot. Materiały prasowe

Przejdźmy teraz do jednych z większych innowacji względem PES-a 2018, czyli oprawy graficznej. W tym roku twórcy postawili sobie za cel wyciśnięcie z konsol wszystkich soków, by tylko grafika w grze wyglądała, jak najlepiej się da. Przy pierwszym zetknięciu z nową odsłoną, przesiadając się prosto z ubiegłorocznej, moją reakcją było duże wow. Chyba to właśnie tym atutem Konami chciało załatać dziurę po utracie Ligi Mistrzów, gdyż aspekt ten akurat najłatwiej pokazać. Zdecydowanie poprawiono tutaj wygląd murawy, która nie jest już tylko płaską makietą. Teraz możemy zobaczyć na zbliżeniach poszczególne źdźbła trawy, a podczas rozgrywki widać miejsca bardziej wydeptane. Świetnie wyglądają także zawodnicy, których znakomicie odwzorowano, szczególnie tych bardziej znanych. Poza murawą może nie jest już tak kolorowo, ale w grze od Konami znacznie lepiej wyglądają kibice na trybunach, mając na uwadze, że jeszcze kilka lat temu straszyły tam dziwne kukły.

Zobacz również: Far Cry 5: Zombie atakują – recenzja zombiastycznego dodatku

To czym jeszcze poza grafiką i rozgrywką chciało przyciągnąć do siebie graczy Konami? Zaoszczędzone pieniądze z licencji na europejskie puchary twórcy przeznaczyli na zakup 9 nowych lig. Mamy tu ligę portugalską, belgijską, szkocką, szwajcarską, argentyńską, duńską, turecką, chilijską oraz rosyjską na wyłączność. Do tego nadal pozostały ligi francuska, holenderska oraz włoska (bez Juventusu). Reszta lig nie ma licencji, poza pojedynczymi klubami, które współpracują z Konami, jak FC Barcelona, Arsenal czy  Schalke 04. Brakuje więc licencji na najlepsze ligi, czyli hiszpańską oraz angielską, które przyciągają najwięcej kibiców. Nie ma też, tak, jak już wspomniałem, licencji na Ligę Mistrzów i Ligę Europy, za to uzyskano prawa do letniego turnieju International Champion Cup oraz Azjatyckiej Ligi Mistrzów. Jak widać, nadal jest tego sporo, jednak brakuje najpopularniejszych rozgrywek, którymi gra mogłaby się chwalić, przyciągając nowych graczy. Problem można oczywiście rozwiązać, wgrywając odpowiedniego patcha, jednak wiele osób ten sposób odstrasza.

Pro Evolution Soccer 2019

Fot. Screen z gry Pro Evolution Soccer 2019

W Pro Evolution Soccer 2019 nie uświadczymy niestety żadnych nowych trybów rozgrywki, jednak twórcy postarali się na dopracowanie tych dobrze już znanych. Największy lifting przeszedł myClub, czyli odpowiednik Ultimate Team z FIFY. Przyznam się szczerze, że w poprzednich odsłonach PES-a najwięcej czasu spędzałem w rozgrywkach offline, rozgrywając kolejne sezony w Master League. Główną przyczyną były tu źle zoptymalizowane rozgrywki online. Gdy stacjonarnie grało się bardzo przyjemnie, tak multiplayer działał bardzo topornie – występowały opóźnienia między naciśnięciem przycisku a reakcją zawodnika, przez co nie dało się grać. Do tego bardzo długo wyszukiwało się przeciwnika do gry.

Zobacz również: Dywizjon 303: Bitwa o Anglię – recenzja gry, której nie sposób pomylić

W tym roku podchodziłem więc do myClubu jak pies do jeża, jednak pozytywnie się zaskoczyłem. Okazało się bowiem, że wszystko działało o wiele lepiej niż przed rokiem – zlikwidowano opóźnienia, a wyszukiwanie trawa o wiele krócej. Nagle tryb stał się grywalny. Na dodatek twórcy odświeżyli tryb graficznie oraz dodali ligi tygodniowe, które zachęcają do częstszego grania. Piłki z piłkarzami podrożały, ale za do dostajemy nie jednego zawodnika, a trzech, co daje większą różnorodność. Świetne są także turnieje-wyzwania pojawiające się co jakiś czas, za które dostajemy fajne nagrody. To właśnie z tym trybem spędziłem najwięcej czasu ogrywając PES-a przed tą recenzją. Gra się naprawdę przyjemnie, a potyczka z innymi graczami daje znacznie większą frajdę niż ta z botami.

Pro Evolution Soccer 2019

Fot. Screen z gry Pro Evolution Soccer 2019

Z trybów sieciowych mamy jeszcze Online Division, gdzie gramy prawdziwymi drużynami, zdobywamy punkty i awansujemy do wyższych dywizji, zależnie od naszych zwycięstw czy porażek. W rozgrywce offline rządzi oczywiście Master League, gdzie stajemy za sterami drużyny i prowadzimy ją do sukcesów w lidze i pucharach. Tutaj większych zmian nie zauważymy, twórcy zmodyfikowali tylko system transferów. Mamy między innymi możliwość zwiększenia szans procentowych przyjęcia zawodnika do naszego klubu, podnosząc jego przyszłą pensję lub dając mu bonusy za strzelanie bramek Z innych trybów jest tu znany z poprzedniej odsłony tryb co-op, gdzie zagramy 3 na 3, standardowe puchary, ligi, tryb versus i tak dalej.

Zobacz również: TOP 20 – Najstraszniejsze gry ostatnich lat!

PES 2019, tak samo, jak poprzednie odsłony, nie posiada niestety polskiej wersji językowej. Ewentualna lokalizacja mogłaby przyciągnąć nowych graczy, którzy z językiem angielskim mają problemy. Do krótkiej zabawy znajomość angielskiego nie jest potrzebna, jednak tryb Master League posiada wiele statystyk, informacji, które mogą sprawić trudność. Miło byłoby także usłyszeć rodzimych komentatorów zamiast niemiłosiernie przynudzających panów z oryginalnej wersji.

Pro Evolution Soccer 2019 to bardzo dobra gra, w której króluje świetna rozgrywka, a wszystko dopełnia znacznie poprawiona względem poprzednika oprawa graficzna. Dużym plusem tegorocznej odsłony jest również zyskujący nowe życie tryb myClub, który w końcu stał się grywalny. To właśnie rozgrywka online została moim ulubionym rodzajem zabawy w PES-ie 2019. Smuci jedynie fakt, iż pomimo tak wielu zalet, jakie niesie ze sobą tegoroczna odsłona kopanki od Konami, bardzo prawdopodobne, że nie będzie miała szans z Fifą 19. Licencje, choć będące w zasadzie aspektem kosmetycznym, odgrywają – jak się okazuje – bardzo ważną rolę dla graczy. Na razie jednak, wstrzymajmy się z przedwczesnymi osądami i zatońmy w wirze boiskowych przeżyć, jakie daje nam Pro Evolution Soccer 2019 – nie pożałujecie.

Ilustracja wprowadzenia: Konami

Zawodowy kanapowiec, którego siłą trzeba powstrzymywać przed obejrzeniem kolejnego odcinka serialu. Wieloletni fan kina azjatyckiego - żaden łamiący prawa fizyki chiński wojownik czy wytatuowany japoński gangster nie jest mu straszny. Podczas wypadu do kina ze znajomymi nie pogardzi również dobrym filmem superbohaterskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?