Advertisement



Rage 2 – recenzja. Beztroskie strzelanie w kolorowym postapo!

Studia id Software i Avalanche połączyły siły, aby stworzyć Rage 2. Czy coś mogło pójść nie tak, jeśli osoby odpowiedzialne za Dooma, wychwalanego za świetny model strzelania, dołączają do ekipy z ogromny doświadczeniem w tworzeniu gier z otwartych światem? Niestety, tak. Zapraszam do recenzji.

Pierwszy Rage z 2011 roku, jaki był, taki był. Gra miała potencjał, jednak zawiodła tam realizacja. Obiecywano otwarty świat, lecz gracze otrzymali tylko udawany sandbox, gdyż przez większość czasu jeździliśmy tylko od punktu A do punktu B – nie było możliwości jazdy dowolnej. Do tego gra bez loadingów miała problemy z doczytywaniem, co nie wyglądało najlepiej. Dochodzi jeszcze prosta fabuła, więc ostateczni dostaliśmy produkt co najwyżej przeciętny. Gra zebrała jednak pewno grono fanów i dlatego też ostatecznie doczekaliśmy się kontynuacji.

Zobacz również: Irony Curtain: From Matryoshka with Love – recenzja. Polewaj, towarzyszu!

Za sequel zabrały się aż dwa studia. Pierwsze to oczywiście odpowiedzialne za pierwowzór id Software. Twórcy w ostatnim czasie wychwalani byli za stworzenie niezwykle przyjemnego modelu strzelania w nowym Doomie. Drugie studio, które dołączyło do projektu, to Avalanche, czyli osoby tworzące między innymi ostatniego Mad Maxa czy Just Cause – gry z dużym i nieskrępowanym otwartym światem. Zapowiedź tytułu od tych dwóch ekip rozbudziła wyobraźnię graczy, którzy spodziewali się dopracowanego produktu, dlatego też dzień premiery był mocno wyczekiwany przez wiele osób.

O czym więc opowiada Rage 2? Do zabawy przy dwójce nie trzeba znać fabuły z poprzednie odsłony. Wydarzenia w sequelu dzieją się 30 lat po wydarzeniach z jedynki. Ziemia, na którą trafiamy, jest zrujnowana przez uderzenie asteroidy. Mimo że udało się pokonać Władzę i zepchnąć jej członków do podziemi, ta odbudowała siły i ponownie pod przywództwem generała Crossa przypuszcza atak na mieszkańców powierzchni. Głównym bohaterem w grze jest Walker, który zdobywa potężny egzoszkielet strażnika i staje się ostatnią nadzieją ludzkości. Musimy więc rosnąć w siłę oraz zebrać do kupy sojuszników, aby ostatecznie skopać dupsko złemu. No i tyle. Fabuła jest prosta do bólu.

Rage 2

Fot. Screen z gry Rage 2

Zobacz również: Mortal Kombat 11 – recenzja prawdopodobnie najlepszej gry serii

Nie ma też co liczyć na jakieś ciekawe wątki poboczne, bo tych praktycznie tu nie ma. Podczas rozmowy z NPC-tami dostajemy czasami jakieś  informacje o grupie bandytów gdzieś na pustkowiu, lecz cała misja sprowadza się do wyeliminowania wszystkich wrogów. Zresztą, tak wygląda większość aktywności pobocznych – dotrzyj do celu, zabij wrogów, pozbieraj skrzynki, jedź dalej, powtórz. Twórcy kompletnie się tutaj nie wysilili. Można by im jeszcze wybaczyć, gdyby nie było potrzeby robienia tych monotonnych misji, lecz musimy wykonać ich choć część, gdyż inaczej nie będziemy mogli ukończyć głównego wątku – wymagane jest tu bowiem uzbieranie odpowiedniego poziomu poparcia ze strony sojuszników, a to zdobywamy poprzez oczyszczanie terenu z przeciwników. Zamiar twórców zrozumiały, miało to wydłużyć rozgrywkę, gdyż sama główna fabuła to tylko około 6-7 godzin.

Rage 2 to na szczęście nie same wady, o nie. W grze od id Software i Avalanche Studios zdecydowanie działa jedno, coś co może być decydujące dla wielu graczy, by jednak dać produkcji szansę – mowa tu oczywiście o strzelaniu. Jak wspomniałem wcześniej, w Rage 2 najwięcej czasu spędzamy przy eliminowaniu kolejnych wrogów, a najczęściej pozbywamy się ich za pomocą właśnie broni palnej. Tutaj widać rękę id Software, czyli twórców świetnego Dooma, który zasłynął nieziemsko przyjemnym modelem strzelania. Tutaj mamy to samo, co oczywiście jest wielkim plusem. Fani soczystych shooterów, mimo miernej historii, mogą więc spędzić przy grze wiele przyjemnych godzin. W Rage 2 strzelanie jest niesamowicie satysfakcjonujące, a headshoty to już istna maestria – rozpadająca się na kawałki głowa i do tego świetne udźwiękowienie, zdecydowanie czuć moc. Model strzelania daje tyle frajdy, że czasami naprawdę można zapomnieć o braku fabuły, bo na co to komu.

Zobacz również: Close to the Sun – recenzja miłego koszmaru ze snów Tesli!

Na potwierdzenie tezy, że Rage 2 to tak naprawdę symulator strzelania, twórcy dają nam jeszcze szeroko rozwinięty crafting, który sprowadza się… tak, do jeszcze przyjemniejszego strzelania. W grze możemy ulepszać bronie, egzoszkielet, pojazdy oraz inne gadżety bohatera, jak śmiglik, granaty czy infuzje zdrowia. Do tego w świecie gry możemy odnaleźć arki, czyli pozostałości po pierwszych kolonizatorach, którzy wrócili na ziemię po uderzeniu asteroidy. W kapsułach tych znajduje się technologia pozwalająca na bardzo przydatne ulepszenia umiejętności naszego bohatera. Dzięki nim możemy szybciej unikać wrogów czy pokonywać większe przepaści. Prowadzi to do jeszcze dynamiczniejszej i efektywniejszej walki z wrogami. Po kilku takich upgrade’ach wpadnięcie w środek mutantów i zmienienie ich w mięsną papkę to nic trudnego, a frajdy z tego co niemiara.

W Rage 2 sprawdza się także trochę kontrowersyjna oprawa gry. Wielu graczy po pierwszych zapowiedziach nie kupowało kolorowego postapo, ale ostatecznie prezentuje się to całkiem dobrze. Miejsca z dużą dawką fioletu czy innych jaskrawych kolorów, w połączeniu z kontrastującymi ciemnymi barwami zdewastowanego świata, daje pozytywny efekt. Dzięki tej stylistyce lokacje potrafią zachwycić i jest na czym oko zawiesić. Szkoda tylko, że tych ciekawych miejscówek to ze świecą szukać, gdyż w grze jest ich może kilka, a reszta to kopiuj-wklej oraz pustkowia – niewykorzystany potencjał. W Rage 2 dużo czasu spędzamy też na podróży naszym opancerzonym pojazdem. Niestety tutaj twórcy także dali ciała, gdy jeździ się nim bardzo topornie. Jest ciężki, lecz mały dołek potrafi nim porządzenie zarzucić, aż czasami ma się chęć pobiec z buta – nie przesadzam.

Rage 2

Fot. Screen z gry Rage 2

Zobacz również: Catherine: Full Body – remaster idealny? Pierwsze wrażenia z rozgrywki!

W ostatecznym rozrachunku Rage 2 to gra sprzeczności – z jednej strony mamy obłędnie przyjemny model strzelania połączony z rozbudowanym craftingiem, z drugiej kompletny brak fabuły, aktywności poboczne robione na jednym schemacie oraz ogólna nuda. Gra może więc przekonać do siebie fanów beztroskich shooterów, ale kompletnie odstraszyć graczy czekających na ciekawą historię. Ja niestety się zawiodłem i nawet perfekcyjne headshoty szybko przestały mnie cieszyć, gdy kolejny raz byłem zmuszany do wykonywania praktycznie tej samej misji. Od twórców gier wymagam jednak większej kreatywności, bo po zagraniu w gry z aktywnościami pobocznymi na poziomie Wiedźmina 3, takie coś już nie przejdzie.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Redaktor współprowadzący działu Gry

Zawodowy kanapowiec, którego siłą trzeba powstrzymywać przed obejrzeniem kolejnego odcinka serialu. Wieloletni fan kina azjatyckiego - żaden łamiący prawa fizyki chiński wojownik czy wytatuowany japoński gangster nie jest mu straszny. Podczas wypadu do kina ze znajomymi nie pogardzi również dobrym filmem superbohaterskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?