Wojna i Pokój – recenzja miniserialu BBC

Brytyjska BBC zapisała się w historii wieloma znakomitymi produkcjami.  W przypadku seriali i miniseriali kostiumowych stacja zyskała pozycję autorytetu i stałą się dla wielu punktem odniesienia. Teraz swoją czołową pozycję udowadnia ekranizacją Wojny i Pokoju.

wojna i pokój bbc norton

Wojna i Pokój ekranizowana była w różnych momentach historii kina. Z racji ilości wątków i bohaterów stanowiła zawsze spore wyzwanie dla filmowców. Będący u progu kariery reżyser Tom Harper (Anioł Śmierci) postawił na (prawie) wierną ekranizację epopei Lwa Tołstoja, którą wydestylował wręcz do postaci austenowskiego melodramatu. Pomógł mu w tym doświadczony Andrew Davies, scenarzysta Dziennika Bridget Jones, który na swoim koncie ma uznane adaptacje Dumy i Uprzedzenia czy Rozważnej i romantycznej. Jeśli wzdrygnęliście się na nazwisko Austen, to uspokoję Was, że nie sprowadzono Tołstoja do poziomu zwykłego romansidła i mezaliansów. Oczywiście siłą napędową serialu Harpera są intrygi majątkowe oraz zawieranie małżeństw dla podreperowania rodzinnych finansów, gdzie zwrot „bogaty wybór” zyskuje drugie dno. Kwestie filozoficzne i polityczne pozostają w cieniu polityki, tej rodzinnej, przedstawionych w serialu rodów, lecz nie zostają zepchnięte na całkowity margines. Dodatkowo Wojna i Pokój została podrasowana o sceny nagości i erotyczne, co spotkało się z wieloma kontrowersjami. Problem ten został wyolbrzymiony, więc nie spodziewajcie się konkurencji dla produkcji spod znaku HBO. Nie jesteśmy bombardowani penisami i kazirodczym seksem. Oba te elementy są, lecz ich prezentacja odbywa się z dużym wyrafinowaniem i wyczuciem smaku.

Fabuła zgodnie z pierwowzorem przedstawia członków kilku arystokratycznych rosyjskich rodzin, których losy przecinają się na przestrzeni wojen napoleońskich. Śledzimy więc interakcje członków rodów bogatych (Bołkońscy i Bezuchowowie) z tymi mniej zamożnymi (Rostowowie, Kuraginowie, Drubeccy) oraz ich przyjaciółmi i ludźmi różnych stanów (Kutuzow, Dołochow, Denisow itd.). Główny trzon oczywiście stanowią zdarzenia konstytuujące Nataszę Rostową, Pierre’a Bezuchowa oraz Andrzeja Bołkońskiego. Natomiast twórcy w przeciwieństwie do innych ekranizacji epopei Lwa Tołstoja nie zapominają o postaciach drugoplanowych, które dostają odpowiednią ilość czasu, aby w pełni wybrzmieć i widz mógł zrozumieć ich cele, motywacje oraz działania. Zaniedbywane i wykorzystywane pretekstowo w innych ekranizacjach postacie i wątki są doprowadzane do końca i odgrywają w różnych momentach swoją, ważną dla historii rolę. Siłą scenariusza jest także to, że nie ma jednoznacznych postaci. Twórcy odnajdują zrozumienie nawet dla tych najbardziej zdemoralizowanych, a więc Kuraginowów, którzy są przedstawieni jako ofiary swoich czasów: salonowe lwy wytresowane w imię pomyślności rodziny do pożerania serc naiwnych bogaczy.

 wojna i pokój lily natasza james

Świetnie wypada cała obsada, która wcieliła się w pozornie radosne, lecz wewnętrznie nieszczęśliwe postaci. Paul Dano w roli hrabiego Pierre’a odwzorowuje pieczołowicie zagubienie i zderzenie się jego idealistycznej postawy z makiawelicznymi zakusami na jego majątek. Robi to nie tylko za pomocą całej gamy ekspresji głosu i mimiki, ale i poprzez niezgrabność poruszania czy nietaktowność w salonowym zachowaniu. Bardzo stonowaną rolę odegrał James Norton, który wcielił się w księcia Andrzeja. Udało mu się tym wygrać godność oraz dostojeństwo swojej postaci, która mimo licznych ran miłosnych i wojennych nie daje po sobie poznać, że cierpi. Lily James zaś kolejny raz po roli w Kopciuszku udowadnia, że urodziła się, aby grać w produkcjach kostiumowych. Początkowo rola jest podobna do tej z ekranizacji Disneya, bo Natasza to słodka, niewinna i radosna dziewczyna. Jednak ta postać z powodu złych wyborów odbywa szybki kurs dojrzewania i ewoluuje z beztroskiej dziewczynki w kobietę. Na drugim planie wielkim wigorem odznacza się Jim Broadbent, który za każdym razem zawłaszcza ekran dla siebie. Ale też taka powinna być jego postać seniora rodu, który oschłością i apodyktycznością tłumi uczucia do swoich dzieci. Na brawa zasługują również Jessie Buckley (księżniczka Sonia), Tom Burke (Dołochow), Tuppence Middleton (Helena) czy Brian Cox (Generał Kutuzow). Szkoda jedynie, że niewielką ilość czasu otrzymują Gillian Anderson w roli damy dworu Anny Scherer i Ken Stott, jako przewodnik Pierra po masonerii.

Serial zachwyca również od strony muzycznej i wizualnej. Ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Martina Phippsa miesza elektroniczne bity z klasycznymi instrumentami i chóralnymi pieśniami, co w wielu momentach daje interesującą syntezę tragizmu i podniosłości unikającej patosu. W sferze kostiumów i scenografii mamy styk bizantyjskiego przepychu pałacowych balów z prostotą i ascetycznym życiem na wsi. Fabuła opowiadana jest za pomocą szerokiej gamy zdjęć. Obok portretowania pejzaży oraz fresków wojennych znajdziemy również sceny skupione na detalach, takich jak dotyk między postaciami czy zbliżenia na emocje ukazane w oczach postaci. Uznanie budzą również sekwencje militarne. Bitwy sfilmowano w naturalistycznym stylu przywołującym Szeregowca Ryana pokazując fałszywą pozorność eleganckiej sztuki wojny. Bitwy nie są celebrowane długimi, bohaterskimi sekwencjami, lecz urywane nagle, gdy bohaterowie szukając wojennej chwały odnajdują jedynie urwane kończyny towarzyszy lub odłamki we własnym ciele. Wojna to nie taktyczne manewry genialnych strategów, to stosy trupów, szpitale polowe, krew i ogień.

wojna i pokój bitwa

Najnowsza ekranizacja Wojny i Pokoju to nie tylko miniserial zrealizowany ze sporym rozmachem. To jeden z najlepszych seriali kostiumowych ostatnich lat, który spodoba się zarówno kobiecej, jak i męskiej części widzów. Posiada niewielkie potknięcia, jak wizję rosyjskości przefiltrowaną przez filtr brytyjski czy nakazywanie aktorom łamanie języka śpiewając po rosyjsku, ale to detale, które nikną w odmętach świetnie napisanej fabuły, która przy okazji uzmysławia nam, że rany miłosne bywają poważniejsze i powodują większe spustoszenie niż te zdobyte podczas wojny. 

 

Zastępca redaktora naczelnego

Kinonarkoman. Fan J. Chastain, M. Wasikowskiej i kina azjatyckiego (w szczególności południowokoreańskiego). W wolnych chwilach ogląda piłkę nożną i udaje, że prowadzi bloga. Kontakt: k.stawinski@moviesroom.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?