Advertisement



Four Weddings and a Funeral – recenzja 1. sezonu

Chyba nie zaskoczy was to, że Four Weddings and a Funeral kończy się happy endem? Wszyscy bohaterowie, bez wyjątku, otrzymują szczęśliwe zakończenie. Czy takie rozwiązanie nie jest przypadkiem zbyt idealne? Przecież wydaje się niemożliwe.

Four Wedding and a Funeral kręci się wokół czwórki amerykańskich przyjaciół, którzy po latach spotykają się na weselu w Londynie. Maya (Nathalie Emmanuel) zajmuje się pisaniem przemówień dla kongresmena, z którym ma romans, Duffy (John Reynolds) jest nauczycielem i niespełnionym autorem powieści, Ainsley (Rebbeca Rittenhouse) jest uprzywilejowaną dziewczyną, którą w wieku trzydziestu lat dogania dorosłość, a Craig (Brandon Mychal Smith) pracuje w finansach i nikt nie lubi jego dziewczyny. Pierwsze zaskoczenie przychodzi, kiedy okazuje się, że przypadkowo poznany przez Mayę na lotnisku chłopak jest de facto narzeczonym Ainsley, którą niestety zostawia przed ołtarzem.

Zobacz również: Na pierwszy rzut oka: 2. sezon Titans

fot. Hulu

Każdym swoim odcinkiem Four Weddings nad a Funeral udowadnia, że jest typową komedią romantyczną. Każdy z głównych bohaterów otrzymuje swoją wersje romantycznej historii, która zawsze kończy się szczęśliwie. Ba, nawet postaci drugoplanowe dostają coś, o czym inni śmiertelnicy mogą jedynie pomarzyć.

Najważniejsza jest jednak historia Mai. Wydaje się, że obojętnie czego nie zrobi i tak nie będzie szczęśliwa. Z jednej strony jest to jej praca, z drugiej nieudane związki, a z jeszcze innej przyjaciele, których po prostu nie chce zawieść. Swoją drogą ciekawe jest zjawisko brania strony jednej z przyjaciółek i zostawianie drugiej samej sobie. Wydaje się, że bohaterom serialu przychodzi to z ogromną łatwością.

Tytułowe śluby, do których dochodzi bądź nie są bardzo od siebie różne. Craig ma bardzo ekstrawaganckie i medialne wesele, a Duffy bardzo skromne i w gronie przyjaciół. To też pokazuje, jakimi ludźmi są i czego oczekują od życia. Również to, jak pomimo dzielących ich różnic potrafią, nawet na odległość, wspierać się. Serialowe Four Weddings and a Funeral nie zostanie klasykiem, jak jego filmowy odpowiednik. Przede wszystkim za sprawą przeciętności. Rzadko zdarza się też, żeby w obecnych czasach komedia romantyczna wywołała zamieszanie Gry o Tron.

Zobacz również: Grand Hotel – recenzja 1. sezonu

fot. Hulu

Nie zmienia to jednak faktu, że aktorzy pojawiający się na ekranie są naprawdę świetni. Do swoich ról pasują idealnie – od odpowiedzialnej Mai, przez niezorganizowanego Duffy’ego, na niezwykle ułożonej Gemmie kończąc. Wszyscy oni spajają ten serial w całość. Ich relacje są tym, co napędza wszystko co dzieje się na ekranie. Dynamika związków, ale też podejmowane przez bohaterów decyzje są z nimi spójne – a co za tym idzie, też przewidywalne. Co tutaj jest jednak plusem.

Four Weddings and a Funeral was nie zaskoczy. Nie będziecie siedzieć przed ekranem telewizora z oczami jak pięć złotych. Jednak radziłabym zaopatrzyć się w chusteczki. Bo serial Hulu wzrusza. I to nie tylko historiami pięknej miłości, ale też przyjaźni, która jest w stanie pokonać wszystko, od zdrady po odległość. I nie, zakończenie wcale nie jest przesłodzone. Jest takie, jak być powinno w komedii romantycznej.

ilustracja wprowadzenia: Hulu

Redaktor

Większość wolnego czasu spędza na oglądaniu seriali i pisaniu o nich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?