Od lat (jeżeli nie od dekad) było wiadomo, że Carell to aktor z gigantycznym potencjałem. Dopiero jednak z czasem zaczął otrzymywać coraz to ambitniejsze role, pokazując swój niesamowity potencjał. Nie ma problemu z rolami dramatycznymi, ale z drugiej strony zawsze chętnie przyjmuje co ciekawsze, bardziej humorystyczne angaże. Rooster wydaje się być czymś pomiędzy - i może stać się nie lada atrakcją sezonu.
Twórcy serialu postanowili wziąć na warsztat Grega Russo, autora popularnych czytadeł (gdzie “dobrzy uprawiają na końcu seks, a źli dostają kulkę w łeb”, jak podsumowuje sam zainteresowany) i wrzucić go na… uniwersytet. Jak do tego dochodzi? Tak się składa, że nasz pisarz stara się poprawić swoje relacje z wykładającą na kampusie córką, Katie, toteż zgodził się na promowanie powieści. Szybko sam się przekona, że nie pasuje do tego towarzystwa - i to delikatnie rzecz ujmując. Aby dodać jeszcze więcej komplikacji, Katie musi sobie poradzić z perspektywą rozstania z mężem, który zdradził ją z doktorantką.

Można powiedzieć, że Steve Carell jest w swoim żywiole, bo takie role dziś gra już chyba częściowo na autopilocie. Nie znaczy to bynajmniej, że narzekam na sztampę - przeciwnie, showrunnerzy wiedzieli, kogo zatrudniają i całkiem dobrze to eksploatują. Aktor wciela się w inteligentnego, acz wielce nietaktownego osobnika. Człowieka, którego wrodzona niezręczność z miejsca może doprowadzić do konfliktu z kimś, kto w punkcie wyjścia był wobec niego zupełnie neutralny, a w pewnych okolicznościach nawet pozytywnie nastawiony. Jak można się domyślić, Rooster zbudowany jest na właśnie takich gagach. I w większości przypadków to faktycznie działa.

Greg wywołuje pożary (bądź je jeszcze bardziej roznieca) praktycznie wszędzie, gdzie się tylko pojawi. A to przypadkiem palnie seksistowskimi żartami na wykładzie związanym z jego książką, innym razem zrazi do siebie kobietę, która chce z nim spędzić z nim miło czas (oczywiście mając zupełnie coś innego na myśli), w jeszcze innym przypadku zostaje omyłkowo wzięty za podglądacza całujących się par. A wszystko to potęgowane jest urokiem Carella, umiejętnie szafującego emocjami, a scenariusz całkiem nieźle podrzuca nam co jakiś czas pewne fakty z jego życia, które popychają go do takich, a nie innych życiowych przewrotek. Poza parą ojciec-córka, dostajemy także nieasertywnego zięcia, czy pełniącego rolę groteskowego macho dyrektora uczelni. Większość komediowych sytuacji zostało na razie całkiem nieźle nakreślonych, choć znalazłbym garść prostackich, nielicujących z obrazem, do którego Rooster chce pretendować. Pytanie, których będzie więcej na przestrzeni wszystkich odcinków.
Już wybuchowa końcówka pierwsze odcinka wskazuje na szalone próby pomocy swojemu dziecku, by uniknęło ono smutnych kolei losów rodziciela. Jak można łatwo zgadnąć, dojdzie też do momentów, w których nasz nieszczęsny bohater będzie musiał zadać kilka ważnych pytań o własną rolę w tym wszystkim. Cóż, główne postacie na szachownicy zostały wyeksponowane, a ja muszę przyznać, że jestem ciekaw, jak to się rozkręci. Wstępny akt został zaliczony naprawdę dobrze, acz z drobnymi potknięciami. Czy obejrzymy komedię zadającą ważne pytania - a przynajmniej nakreślającą narrację w niebanalny sposób - czy po prostu zbiór gagów z wybitnym aktorem na pierwszym planie, będziemy przekonywać się z każdym kolejnym poniedziałkiem.
Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.