Rozpruwacz z Yorkshire – recenzja dokumentu Netflix o jednym z najgorszych morderców w historii Wielkiej Brytanii

Niedawno miał premierę serial dokumentalny pod tytułem Rozpruwacz z Yorkshire. Produkcję stworzyła platforma Netflix i została zrealizowana przy udziale policjantów, śledczych, dziennikarzy, ofiar oraz świadków którzy mieli bezpośredni udział w wydarzeniach z lat 70. oraz 80. ubiegłego wieku.

Historia rozpruwacza z Yorkshire przestała odbijać się echem z początkiem XXI wieku. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że mnóstwo osób nawet nie słyszało o Peterze Sutcliffie i jego makabrycznych zbrodniach. Serial przedstawia historię oraz jej dokładny przebieg, rozpoczynając od pierwszego morderstwa na Willmie McCann, a skończywszy na trzynastej ofierze i odkryciu tożsamości psychopatycznego mordercy. Twórcy przeprowadzili wywiad z wieloma osobami, które miały bezpośredni kontakt z rozpruwaczem lub ich praca była ściśle związana ze śledztwem. Wśród nich znajdowali się policjanci, śledczy, dziennikarze, komendanci czy wreszcie ofiary lub świadkowie zbrodni. Poszukiwania trwały ponad 5 lat, a w tym czasie poważnie ucierpiało lub zginęło mnóstwo kobiet.

Serial podzielono na cztery odcinki. Każdy z nich kończy się kluczowym elementem, który odmienić przebieg śledztwa lub po latach okazał się jego największą katastrofą. Całość można bez większych problemów obejrzeć w jeden, minimalnie przedłużony wieczór, ponieważ całkowity czas wynosi lekko ponad 3 godziny. Historia prowadzona jest w jasny i klarowny sposób, a ludzie odpowiedzialni za daną akcję związaną ze śledztwem mają przy każdej możliwej okazji kilka minut na opowiedzenie swojej wersji wydarzeń. Nie brakuje w tym wszystkim opinii, pochwał, krytyki na temat działań policji, reakcji i zachowań mieszkańców miast, w których działy się te makabryczne wydarzenia.

Zobacz również: Bałagan, jaki zostawisz – recenzja kolejnego serialu twórcy Szkoły dla elity!

Muszę przyznać, że każdy z odcinków obserwowałem z wielką uwagą i przyjemnością, jeżeli mogę tak powiedzieć o autentycznej, makabrycznej historii. Każdy człowiek wnosi coś ciekawego, zupełnie odmiennego. W pewnym sensie dochodzi do przedstawienia spektrum tych zbrodni. Poza oczywistym wynikiem morderstw, mamy rodziny ofiar, kobiety, które spotkały Petera Sutcliffa ocierając się o śmierć, jednak uchodząc z życiem. Fakt, iż jego działania utrzymywały tysiące, czy nawet setki tysięcy ludzi w strachu i swego rodzaju zawieszeniu. Mężczyzna bawił się policją, mieszkańcami, odczuwał przyjemność z dokonywanych zbrodni, trzymając jednocześnie całe miasta w garści. Był w pewnym sensie na swoim własnym placu zabaw o naprawdę imponującej powierzchni.

Rozpruwacz z Yorkshire - recenzja dokumentu Netflix o jednym z najgorszych morderców w historii Wielkiej Brytanii

Fot. Kadr z filmu Rozpruwacz z Yorkshire

Chciałbym jednak zwrócić szczególną uwagę na trzeci odcinek, w którym Netflix nie mógł podarować sobie interpretowania tematu za widza. Osobiście uważam, że lepiej w bardzo dokładny sposób przedstawić historię, pozwolić nam usłyszeć i zobaczyć ludzi, którzy są jej bezpośrednimi uczestnikami. Dzięki temu jako obserwatorzy możemy wyrobić sobie własne zdanie. Często dochodzą do tego zasłyszane lub dokładnie poznane szczegóły na dany temat. W tym przypadku ofiarami Rozpruwacza z Yorkshire były jedynie kobiety. Sugeruje się nawet, że jego głównym celem były prostytutki. W toku śledztwa policjanci doszli do wniosku, że pała do nich nienawiścią. Chciałby oczyścić ziemię z tych grzesznych istot. Pojawia się nawet kilka minut na historię związaną z początkiem i powodem, dla którego Peter zaczął zabijać.

Czy dokument to worek bez dna na opinie?

Nie podlega dyskusji, że kobiety w latach 70′ i 80′ ubiegłego wieku były traktowane w nieodpowiedni sposób. Trzech przewodzących sprawie komisarzy nie brała pod uwagę niczyjego głosu. Nawet niżej postawionych pracowników policji. W trzecim odcinku jednak nie pozostawiono mi żadnej innej opcji jak śledzić opinię twórców. Wynika z niej, że gdyby ktokolwiek ze śledczych posłuchał kobiet, poświęcił im uwagę, to liczba morderstw byłaby zdecydowanie mniejsza. Ciężko ocenić mi czy to prawda, gdyż dokument nie dał mi na to szansy. Mogę obserwować przebieg stworzony przez scenarzystę oraz reżysera i grzecznie potakiwać. Każdy ma prawo tworzyć dowolne treści, potem jednak inni mogą wyciągać z nich wnioski. W tym przypadku uważam, że nie będąc minimum 55-65 letnim mieszkańcem (z) Yorkshire, ciężko mi znać dobrze tę opowieść. Trzeci odcinek pokazał mi skrajnie subiektywną opinie i nie mogę się nawet do niej odnieść, gdyż ta część tych makabrycznych 5 lat została pominięta lub po prostu zastąpiona tym ponad 40 minutowym, prywatnym spojrzeniem. Mimo wszystko to obraz autentycznych, skrajnie dramatycznych wydarzeń, nie ma tu za wiele miejsca na własne interpretacje, szczególnie, gdy nie było się ich świadkiem.

Rozpruwacz z Yorkshire - recenzja dokumentu Netflix o jednym z najgorszych morderców w historii Wielkiej Brytanii

Fot. Kadr z filmu Rozpruwacz z Yorkshire

Zobacz również: Mistrz – recenzja polskiego dramatu obozowego z boksem w tle

Brakuje mi również obszerniejszego przedstawienia mordercy. Dopiero w połowie ostatniego odcinka zaczynamy poznawać takie szczegóły jak jego zawód, pochodzenie, rodzinę, miejsce zamieszkania i wiele, wiele innych. Wydaje mi się, że dużo ciekawiej byłoby analizować przebieg tego dokumentu, wiedząc o nim nieco więcej. Niekoniecznie musimy poznać dokładną tożsamość, ale skoro wszyscy i tak wiemy jak nazywał się Rozpruwacz z Yorkshire. Dlaczego nie włączać pojedynczych elementów, które pokażą całą historię z inne perspektywy? Ostatecznie uważam jednak, że produkcja jest warta obejrzenia i przeanalizowania. Ciężko w nią uwierzyć, pojąć, że taka sytuacja miała miejsce i to w sumie nie tak dawno. Twórcy przygotowali mnóstwo szczegółów, które bardzo trudno odnaleźć w książkach czy internecie. Pozostaje więc uwierzyć temu wszystkiemu i poznać do czego zwykły, absolutnie niepozorny człowiek może być zdolny


Ilustracja wprowadzenia: Materiały promocyjne

Dziennikarz

Wielbiciel kina o wszystkim innym niż szarej codzienności, gier oraz szeroko pojętej muzyki. Nie wzgardza nowinkami technologicznymi oraz wyprzedażami w Play Station Store. Gdyby Batman istniał naprawdę, wolałby chodzenie po ścianach i wielką moc, bo z nią przychodzi ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nowe technologie

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo
Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?