Advertisement
Advertisementpixel

The Village – recenzja 1. sezonu

The Village w swoim wydźwięku może przypominać popularne This is Us. Mało jest w tej chwili seriali, które w podobny sposób opowiedzą o ludzkich historiach i emocjach bez zbędnej pompatyczności. Po pierwszym sezonie przychodzi ochota na więcej, a to za sprawą bohaterów.

Sarah (Michaela McManus) jest samotną matką, wychowującą zbuntowaną nastolatkę, Katie (Grace Van Dien). Ava (Moran Atias) jest przykładną „obywatelką” Stanów Zjednoczonych, która chce jedynie dobrej przyszłości dla jej syna. Nick (Warren Christie) jest wojennym weteranem, który powraca do normalności, Ron (Frankie Faison) i Patricia (Lorraine Toussaint) są dobrymi opiekunami wszystkich mieszkańców ich wspólnego budynku, a Gabe (Daren Kagasoff), aspirujący student prawa, mieszka tam ze swoim dziadkiem. Wszyscy oni, chociaż wobec siebie obcy, stworzyli rodzinę, która się wspiera, razem świętuje sukcesy i opłakuje porażki.

Zobacz również: Pewnego razu… w Hollywood – gorąca recenzja filmu Quentina Tarantino z Cannes!

fot. NBC

Sceptyk powie, że świat przedstawiony w The Village jest swego rodzaju utopią. Teraz nikt przecież nie zna swoich sąsiadów na tyle, żeby pożyczyć szklankę cukru, a co dopiero odwiedzać ich w szpitalu czy świętować razem urodziny. Nasi bohaterowie właśnie tacy są. W budynku o nazwie The Village stworzyli społeczność bardzo wyjątkową. Trudno powiedzieć, czy są jedynymi mieszkańcami ów budynku, ale na pewno traktują się z czułością, jakiej czasami brakuje w innych rodzinach.

Można też powiedzieć, że wszystkie wątki poprowadzone w serialu są dość pesymistyczne. Katie jako nastolatka zachodzi w ciążę i nie ma wsparcia w ojcu dziecka. Potem dochodzi między nią a matką do kłótni, z której wydaje się, że nie ma wyjścia. Patricia choruje na raka, Ava zostaje aresztowana z powodu sfałszowania swoich dokumentów i nie wiadomo, czy będzie mogła zostać w USA, Nick zmaga się ze stresem pourazowym, a Gabe pomimo starań nie może znaleźć ścieżki porozumienia z ojcem.

Mimo to, główni bohaterowie The Village nie łamią się i starają się żyć najbardziej pozytywnie jak potrafią. Dziadek Gabe’a jako staruszek odnalazł nową miłość i nic bardziej nie uskrzydla jak posiadanie nadziei na to, że dobro jeszcze nas znajdzie, a wtedy wszystkie inne problemy zbledną. Serial jest przeładowany emocjami, od pierwszego odcinka aż po ostatni. Nie ma chwili przerwy, ani oddechu. Kolejnym plusem The Village jest fakt, że utożsamiamy się z bohaterami. Nie są to postaci przerysowane czy oderwane od rzeczywistości. Każdy z nich przeżywa w swojej codzienności te same problemy, co i my.

Zobacz również: Gra o tron – recenzja 8. sezonu, być może największego rozczarowania w historii telewizji

fot. NBC

The Village ogląda się bardzo dobrze. Aktorsko nie jest może wybitnie, ale też nie okropnie. Z emocjonalnego punktu widzenia jest to serial naprawdę wyjątkowy, ale jeżeli chodzi oryginalność czy kwestie scenariuszowe, na pewno znajdziemy produkcję po prostu lepszą. Co za tym idzie, może nie wyróżniać się na tle innych, które miały premierę w podobnym czasie. Warto jednak poświęcić czas, bo postaci tam zaprezentowane, na pewno nam to zrekompensują.

ilustracja wprowadzenia: NBC

Redaktor

Większość wolnego czasu spędza na oglądaniu seriali i pisaniu o nich.

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?