Advertisement
Advertisement

NieR Replicant ver.1.22474487139… – wrażenia po kilku godzinach z grą!

Świetny NieR: Automata nie był pierwszą grą z cyklu, ale to właśnie ta odsłona przyniosła marce duży rozgłos i wielu graczy od niej właśnie zaczęło przygodę z franczyzą z katalogu Square Enix. Sukces ten zachęcił wydawcę do odświeżenia oryginalnego Niera, aby tym samy dotrzeć do nowego grona odbiorców zauroczonych Automatą, umożliwiając im poznanie pełniejszej wizji unikatowego świata wykreowanego przez Yoko Taro.

Premiera NieR Replicant ver.1.22474487139… odbędzie się 23 kwietnia i mniej więcej wtedy przeczytacie u nas pełną recenzję, ale już teraz mogę uchylić rąbka tajemnicy i opisać moje pierwsze wrażenia z fragmentu gry. Zacznijmy jednak od wyjaśnienia, czym jest NieR Replicant. Tytuł pierwotnie ukazał się w 2010 roku i był pierwszą grą z franczyzy (nie licząc Drakengard), więc marka dopiero raczkowała. Wtedy też premiera gry obeszła się bez większego echa – gracze doceniali oryginalną wizję świata, ale sam gameplay raczej nie przykuwał uwagi potencjalnych odbiorców. Wszystko zmieniło się wraz z premierą w 2017 roku NieR: Automata, czyli sequela, czy też bardziej kolejnej odsłony osadzonej w tym samym uniwersum. Tytuł został odebrany fenomenalnie i z miejsca zaskarbił sobie uznanie graczy. Oczywistym ruchem było więc powrócenie do Niera z 2010 roku, poprawnie części jego bolączek, podrasowanie graficznie pod dzisiejsze standardy i ponownie wypuszczenie na rynek, który tym razem powinien z większą chęcią przyjąć znane już IP.

Nier Replicant

Fot. NieR Replicant ver.1.22474487139…

Z Nier Replicant wiąże się też ciekawa historia. Omawiany przeze mnie remake to odświeżona wersja oryginalnego Replicanta wydanego w Japonii. Oznacza to, że i tu również pokierujemy szczupłym młodzieńcem, czyli bratem Yonah. Kto nie miał styczności z tytułem w 2010 roku, ten może nie wiedzieć, że wtedy Japończycy postanowili dostosować Niera do zachodu i na ten rynek wydać wersję gry, gdzie brata zamieniono na ojca… Jak można było przeczytać w wyjaśnieniach Square Enix, obawiano się, że typowa dla Japonii wizja pięknego chłopca nie za bardzo przypadnie do gustu zachodniemu odbiorcy, więc podmieniono go na przytyranego i zmęczonego życiem faceta w średnim wieku. I tutaj to już kwestia gustu – czy rzeczywiście lepiej się grało „prawdziwym mężczyzną”, czy relacja ojciec-córka była przystępniejsza od relacji brat-siostra? Nie wiem. Ważne, że w remake’u NieR Replicant na zachodzie również zagramy bratem i dla mnie to już pierwszy plus za odświeżoną wersją.

Zobacz również: Little Nightmares II – recenzja gry. Koszmar trwa w najlepsze

Fabularnie NieR Replicant ver.1.22474487139… to dokładnie to samo, co NieR Replicant w wersji 1.0, a przynajmniej na początku, bo twórcy obiecywali też trochę niespodzianek dla weteranów serii. Tutaj więc ponownie wcielamy się w bohatera, który zajmuje się schorowaną siostrą oraz szuka dla niej lekarstwa. Historia została osadzona w świecie, o którym nie za dużo wiemy – ludzie nękani są przez dziwne stworzenia zwane Shades, a co rusz natrafiamy na pozostałości po dawnej cywilizacji, jak ruiny czy skomplikowane maszyny. I to właśnie po tych tajemniczych obszarach przemieszczamy się, wsłuchując się w podniosłe chórki oraz całą resztę fantastycznej muzyki gry. Tak, klimat to zdecydowanie najmocniejsza strona Replicanta i zakochać można się już od pierwszych minut.

Nier Replicant

Fot. NieR Replicant ver.1.22474487139…

Remake to przede wszystkim odświeżona oprawa graficzna i na tym polu rzeczywiście twórcy trochę popracowali. Dopracowano zwłaszcza oświetlenie, co mocno poprawia odbiór kilku lokacji, zwłaszcza otwartych przestrzeni. Spory lifting przeszły modele postaci, dodano nowe animacje, a gra chodzi w 60 klatkach na sekundę – na PS5 nie uświadczyłem żadnych spadków płynności. Trudno jednak nie zwrócić uwagi na mało szczegółowe tekstury otoczenia i innych obiektów, co najbardziej zdradza, że to tylko odświeżona gra z 2010 roku. Słabo nadal prezentuje się interfejs, który nie przeszedł za wielu zmian i może kojarzyć się z surowością na przykład Dark Soulsów. Mimo wszystko gra wygląda naprawdę przyzwoicie, dzięki czemu obcowanie z nią daje mnóstwo frajdy. Jest to zapewne również zasługa dopracowanego sterowania, bo poruszanie bohaterem to czysta przyjemność. Postać jest bardzo zwinna, co przekłada się na niezwykłą lekkość i spore pole popisu podczas walk z wrogami, szczególnie bossami.

Zobacz również: It Takes Two – recenzja gry przed którą musisz zebrać (małą) drużynę!

System walki w NieR Replicant jest bardzo prosty – składa się głównie z lekkiego, silnego ataku, kilku ciosów specjalnych oraz turlania. Gra nie karze zbytnio nas za mashowanie jednego przycisku, co w połączeniu ze zwinnym poruszaniem daje nam przyjemny, zręcznościowy system walki. Najwięcej frajdy z walki miałem zdecydowanie przy starciach z bossami, gdzie doskonale wykorzystano wspominane wcześniej zalety. Podczas starcia z bossem w Junk Heap byłem zmuszony unikać laserów wystrzeliwanych z jego dłoni, a że ten był dodatkowo odporny na nasze ataki, w odpowiednim momencie musiałem zapakować mu bomby do paszczy. Równie dużą zręcznością trzeba było wykazać się przy walce z wielką, jaszczurkopodobną kreaturą w wiosce Aerie. Ta była potężnych rozmiarów, skakała gdzie podpadnie i potrafiła bardzo szybko pozbawić nas paska życia silnymi atakami przy pomocy łap czy ogona. Długaśne walki z ogromnymi bossami to kolejny duży atut NieR Replicant.

Nier Replicant

Fot. NieR Replicant ver.1.22474487139…

Jeśli chodzi o lokacje, to obecnie mogę opowiedzieć o trzech z nich. Wspominane już Junk Heap to powtarzalna lokacja, gdzie przemierzamy identyczne pomieszczenia i niszczymy grasujące tam roboty. W to miejsce udajemy się, aby odnaleźć zaginioną matkę dwóch braci. Druga lokacja to górska wioska Aerie, która zachwyca swoim niecodziennym rozmieszczeniem przestrzennym – małe domki postawione zostały na platformach umocowanych do pionowych urwisk skalnych, a wszystkie budynki połączono siecią wiszących mostów. To właśnie w tej lokacji mierzymy się z gigantyczną jaszczurką, co tylko potęguje złożoność całego starcia. Ostatnia miejscówka to Northern Plains, czyli rozległe, dość puste obszary znajdujące się między innymi, istotnymi lokacjami. Możemy tam spotkać sporo wrogów oraz podziwiać pozostałości po dawnej, upadłej cywilizacji, co prezentuje się niezwykle klimatycznie.

Zobacz również: Będzie grane! – czyli growe premiery kwietnia

NieR Replicant ver.1.22474487139… po kilku godzinach pozostawia dobre wrażenie. Można zauważyć wiele ulepszeń względem oryginalne wersji, które umilają zabawę. Do gustu przypadł mi system walki, który choć prosty, to daje sporo możliwości i pozwala czerpać dużo przyjemności ze starć – przede wszystkim z monstrualnymi bossami. Myślę, że odnajdą się tu zarówno weterani serii, jak i osoby zupełnie nieobeznane z franczyzą, jak ja. Czy jednak remake będzie wart swojej ceny? Dam znać w pełnej recenzji.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Redaktor współprowadzący działu Gry

Gra więcej, niż powinien. Od czasu do czasu obejrzy jakiś film, ale częściej sięgnie po serial w domowym zaciszu. Niepoprawny fanatyk wszystkiego, co pochodzi z Kraju Kwitnącej Wiśni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nowe technologie

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo
Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?