Movies Room - Najlepszy portal filmowy w uniwersum

Cinema City

Drzewa milczą – recenzja filmu. Cisza głośniejsza od krzyku | 64. KFF

Autor: Hanna Kroczek
4 czerwca 2024
Drzewa milczą – recenzja filmu. Cisza głośniejsza od krzyku | 64. KFF

Temat uchodźców na granicy polsko-białoruskiej nieprzerwanie wzbudza wiele emocji. W dyskusji społecznej da się usłyszeć najróżniejsze głosy, również filmowców. Gdy w zeszłym roku ukazała się Zielona granicy Angieszki Holland, w Polsce zawrzało. Na seansach kinowych pojawiały się grupy przeciwników tej produkcji, którzy próbowali zakłócić innym odbiór. Politycy i dziennikarze prawicowi nazywali reżyserkę zdrajczynią narodu, co nie uspokajało nastrojów w kraju. Niezależnie jednak od strony politycznej czy ideologii, problem uchodźców jest aktualny. 

Drzewa milczą to film dokumentalny opowiadający o kurdyjskiej rodzinie, która ucieka z kraju w obawie o własne bezpieczeństwo, a nawet życie. Na początku historii dowiadujemy się, że matka młodych bohaterów przebywa w szpitalu. Warunki w lesie to prawdziwy horror, szczególnie dla kobiety w ciąży. Po chwili mąż dostaje wiadomość: kobieta nie żyje. W tej pełnej napięcia i niepokoju scenie poznajemy również resztę rodziny. Runa, 16-letnia dziewczyna, zostaje zmuszona do szybkiego dorośnięcia i przejęcia roli rodzica dla swoich braci. Jej tata i rodzeństwo nie radzi sobie z wszystkimi problemami, które zwaliły im się na głowę, ale to właśnie w nastolatce mogą znaleźć oparcie. Śledzimy tę rodzinę na każdym kroku ich walki o nowe życie w Polsce. Runa i jej najstarszy brat mają wrócić do szkoły, tata musi znaleźć pracę, żeby zarobić pieniądze niezbędne do utrzymania rodziny. Ilość niesprawiedliwości, cierpienia i przykrości, jakie spotykają naszych bohaterów wydaje się być niemożliwa do przezwyciężenia. Nie brakuje im jednak motywacji i wiary w to, że w końcu wszystko się ułoży.

fot. materiały prasowe

Ciekawym zabiegiem jest przeplatanie ujęć stricte dokumentalnych sekwencjami animowanymi. Twórców filmu zainspirowały rysunki głównej bohaterki opowieści, czyli Runy. Sztuka stała się dla niej terapią, ponieważ w ten sposób mogła dać ujście emocjom, które się w niej kłębiły. Nie umiała mówić po polsku ani po angielsku, nie miała wokół siebie nikogo, komu mogłaby się wygadać. Musiała pozostać silna dla braci i taty. W ten sposób powstawały rysunki. Na nich widzimy las, samą Runę, ścieżki, którymi przemierzali Puszczę Białowieską. Często też te przerywniki pozwalają nam poznać historie, których nie mogliśmy zobaczyć na własne oczy. Przykładem jest wizyta nastolatki z tatą w urzędzie. Z oczywistych względów kamera nie została wpuszczona do gabinetu, więc w zamian dostajemy animowaną, mocno przerysowaną opowieść, która oddaje emocje Runy. 

Nie jest to pierwsza próba sił reżyserki z niezwykłymi postaciami. Agnieszka Zwiefka stworzyła już portret najstarszej polskiej dj-ki w filmie VIKA! czy pokazała życie głuchoniemej romskiej dziewczynki o imieniu Denisa w Królowej ciszy. Muszę jednak przyznać, że Drzewa milczą poruszył mnie najmocniej i trafi do moich faworytów, jeśli chodzi o dokumenty.

fot. materiały prasowe

W tym filmie nie ma banerów politycznych. To szczera opowieść o horrorze rodziny, która próbuje za wszelką cenę przeżyć. Na ekranie widzimy Puszczę Białowieską, gdzie wciąż umierają ludzie. Większość czasu spędzamy też w ośrodku dla uchodźców, skąd później rodzina przeniesie się do Sopotu. Obserwujemy życie zwykłych ludzi, takich samych jak my. Nie potrzebują wiele, mają najważniejszą i najcenniejszą rzecz przy sobie – siebie nawzajem. Poza poruszającą opowieścią widzimy też problem, który od lat towarzyszy naszemu krajowi. System imigracji praktycznie nie funkcjonuje. Daliśmy radę przyjąć tysiące Ukraińców w obliczu tragedii jaka ich dotknęła, ale nie możemy tej pomocy zapewnić dzieciom z innej części świata? To pytanie ciągnie się za widzem długo po wyjściu z seansu. Nie jest na siłę rzucone, dociera do nas niczym szept. 

Emocje nie opuszczają widza nawet na moment. Widzimy na ekranie smutek i żałobę, kiedy rodzina żegna ukochaną mamę. Potem pojawia się szczęście, patrząc na dobroć i czułość wolontariuszy w ośrodku dla uchodźców czy słuchając jak brat Runy wstydzi się przyznać, że ma dziewczynę. Podczas 84-minutowego seansu przywiązujemy się do tej rodziny i do końca trzymamy kciuki za to, żeby udało im się przezwyciężyć wszystkie przeciwności losu. Pociesza nas fakt, że dziś mieszkają w Sopocie, Runa marzy o studiach prawniczych, jej tata ma stałą pracę, a bracia myślą o swojej przyszłości. Życie wraca do normalności.

fot. materiały prasowe

Zobacz także: Jedno życie – recenzja filmu! Bohater pozostający w cieniu Rodzaje życzliwości - recenzja filmu Yorgosa Lanthimosa. Dla ciebie wszystko | 77. Festiwal w Cannes

Film wzrusza, momentami powoduje uśmiech na twarzy widza, ale przede wszystkim porusza i zmusza do myślenia. Dedykowany jest 55 zidentyfikowanym ofiarom, które zmarły na granicy polsko-białoruskiej. Do tego grona zalicza się również mama Runy. Podczas spotkania na tegorocznej edycji KFF, reżyserka powiedziała, że nie znała tej kobiety, jednak po jej dzieciach widać, że była wspaniałą osobą. Agnieszka Zwiefka nie przyjechała jednak na festiwal sama, towarzyszyła jej rodzina Kurdów, którą obserwujemy na ekranie. Po seansie cała ekipa otrzymała owacje na stojąco, a na sali dało się usłyszeć szelest chusteczek. Myślę, że nie ma lepszego dowodu na piękno tego filmu. Boleśnie szczery, ale w tym jest jego moc. Drzewa milczą po prostu trzeba obejrzeć.

Chcesz nas wesprzeć i być na bieżąco? Obserwuj Movies Room w google news!

Studentka dziennikarstwa, miłośniczka szeroko pojętej popkultury. Fanka filmów Marvela, krwawych horrorów i Szekspira. W wolnej chwili czyta książki, robi zdjęcia i chodzi na koncerty. Na wakacjach prowadzi zajęcia filmowe dla dzieci.

Komentarze (0)
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.