Animacje są tylko dla dzieci, a filmy LGBT to zawsze melodramaty? Już wcześniej seriale takie jak Q-Force czy Harley Quinn udowadniały, że wcale tak nie musi być. Ba! Pokazały nawet, że da się zrobić dobrą i śmieszną animację o queerowej tematyce, która zdecydowanie nie jest dla dzieci. Lesbijska księżniczka z kosmosu łączy to wszystko jeszcze bardziej i mocniej, więc teraz nikt już nie powinien mieć żadnych wątpliwości. Tak się naprawdę da!
Przez długi czas queerowe postacie w komediach (o ile w ogóle się pojawiały) przedstawiane były w najbardziej możliwie stereotypowy sposób. Geje ubrani cali na różowo, z wysokim głosem i zmanierowanym sposobem mówienia. Lesbijki śmieszne, bo „takie męskie”. No szczyt komizmu. Choć tochę nie ma się co dziwić, skoro dla tego samego społeczeństwa topowym kawałem był facet w peruce i spódnicy. Chłop za babę przebrany!
Sęk w tym, że te wszystkie żarty nakręcane były przez osoby, które ze społecznością LGBT miały niewiele wspólnego. Dla queerowych osób nie było to zabawne, tylko krzywdzące, bo prowadziło do coraz większych uprzedzeń.

Czasy na szczęście się zmieniają. Teraz cała na biało (choć bardziej fioletowo i różowo) wchodzi Lesbijska księżniczka z kosmosu i pokazuje: „hej, naprawdę można żartować ze społeczności LGBT i ich nie obrażać!”. Istotne w tym przypadku jest na pewno to, że twórczynie filmu – Emma Hough Hobbs i Leela Varghese – nie pochodzą z odległej planety, a sama produkcja inspirowana jest ich własnym życiem i doświadczeniami. Humor to totalna jazda bez trzymanki, a jednocześnie autorki robią to z wyczuciem i doskonale wiedzą, z czego mogą się śmiać. Lesbijska księżniczka jest zabawna nie dlatego, że powiela kolejne stereotypy, ale dlatego, że to samo życie.
Lesbijska księżniczka z kosmosu już samym tytułem mówi dużo o fabule. Film opowiada o wychowanej na lesbijskiej planecie Sairze, młodej księżniczce, która wyrusza w międzygalaktyczną podróż, by ocalić swoją byłą dziewczynę przed Uciskanymi Białymi Heterobcymi. Wiem, wiem, brzmi to trochę jak kolejny film o miłości. I poniekąd to się zgadza, ale przede wszystkim jest to historia o samoakceptacji, której każdy z nas potrzebuje, aby móc iść do przodu. Animacja pokazuje, że możemy żyć bez drugiej połówki, ale bardzo trudno żyć bez miłości do samych siebie.

Zdaję sobie sprawę, że film nie przypadnie do gustu wszystkim – kierowany jest on przede wszystkim do queerowej społeczności, szczególnie tej geekowej. Ja, jako idealna reprezentantka grupy docelowej, śmiałam się bardzo i śmiałam się dużo. Choć momentami był to wręcz śmiech przez łzy. Jest to animacja, w której wiele z nas może odnaleźć cząstkę siebie – wiem, co mówię, bo sama podczas seansu wiele razy łapałam się na myśli: „to ja, to o mnie!”. To naprawdę fajne uczucie wiedzieć, że jednak nie tylko ja tak mam. Dlatego jeśli na pytania: „Czy mamy tu jakichś geeków” oraz „Czy są tu osoby LGBT?” choć raz odpowiedzieliście twierdząco, Lesbijska księżniczka z kosmosu powinna być Waszą pozycją obowiązkową. A nawet jeśli Wasza odpowiedź była przecząca – warto obejrzeć Księżniczkę, aby lepiej zrozumieć grupy, które często czują się zupełnie niezrozumiane.
Pomimo ogromnej dawki komizmu, Lesbijska księżniczka z kosmosu jako pełnometrażowy debiut reżyserski i scenopisarski ma niestety typowe problemy dla takich właśnie debiutów. Twórcy mają ciekawy pomysł na realizację, ale w pewnym momencie forma się wyczerpuje, a film zaczyna cytować sam siebie. Przez to nawet najśmieszniejszy żart z czasem staje się monotonny, a przesłanie zaczyna mieć wymiar aż za nazbyt bezpośredni.

Niemniej jednak cieszę się, że filmy stają się coraz odważniejsze i dzięki temu mogą powstawać produkcje od queerowych geeków dla queerowych geeków – nawet jeśli nie są jeszcze idealne. Każdy zasługuje na swoje miejsce w kinie, które daje poczucie zrozumienia i wspólnoty. A Lesbijska księżniczka z kosmosu właśnie to robi.
Zakochana w filmach i muzyce, a także ich połączeniu w postaci musicali. Pierwszą część Harry'ego Pottera oglądała prawdopodobnie, zanim nauczyła się mówić. Typowy geek, którego mieszkanie pełne jest figurek, plakatów kinowych i płyt CD.