Advertisement
Advertisement

Code Vein – recenzja gry. Gdy Dark Souls spotyka anime!

Gry soulslike zyskują uznanie graczy już od dobrych kilku lat. Twórcy starają się więc korzystać z trendu i produkują coraz to nowe gry z rozgrywką znaną z hitów From Software. Tym razem dostajemy symulator śmierci w dość nietypowej oprawie graficznej przypominającej seriale anime. Czy takie połączanie może się udać? Zapraszam do recenzji.

Porównywanie Code Vein do kultowego już Dark Souls na pewno do najoryginalniejszych pomysłów nie należy, jednak trudno uniknąć odniesień do dziecka From Software. Jak pewnie wiecie, wszelkiego rodzaju gry z gatunku soulslike charakteryzują się niedorzecznym poziomem trudności, który ma wywołać frustrację. To właśnie wymagający model rozgrywki jest motorem napędowym soulslike’ów przyciągającym spragnionych wyzwań graczy. I na taka reklamę z pewnością liczyli twórcy z japońskiego studia Shift, odpowiedzialnego za Code Vein.

Zobacz również: The Surge 2 – recenzja kolorowego naśladowcy Dark Souls

Fabularnie Code Vein mocno przypomina wcześniejszą serię wydaną przez studio – God Eater. Ponownie więc przenosimy się do przyszłości, gdzie ludzkość prawie wyginęła, a ocaleni chronią się w zamkniętych obszarach. Są też tak zwani Revenants, czyli osoby posiadające nadludzkie zdolności oraz żywiące się krwią. Na co dzień muszą oni zmagać się z ogarniającą ich rządzą krwi, która może zmienić ich w potwory. To właśnie w jednego z wampirów wcielamy się w grze. Budzimy się w zniszczonym świecie, dostajemy moce i uczymy się ich wykorzystywania. Fabułę poznajemy głównie z dobrze wyglądających cutscenek oraz dialogów, co jest sporym plusem. Nie jest to nic odkrywczego, ale oczywiście nie to w soulslike’ach jest najważniejsze, liczy się walka.

W ogólnym zarysie jest mocno rozpoznawalnie, zwłaszcza dla fanów Soulsów. Przemierzamy więc kolejne korytarze, które często się rozgałęziają oraz łączą w równie kombinacje, a także pokonujemy kolejnych wrogów, gdzie każdy może stanowić duże wyzwanie. Może, ale nie musi – w Code Vein bowiem z poziomem trudności jest mocno nierówno, raz trafimy na mocnego i wymagającego wroga, a później będziemy mieli kilku bardzo przewidywalnych oraz prostych do pokonania przeciwników. Podobnie jest z bossami, którzy czasami stanowią wyzwanie, lecz często ich ataki opierają się na tych samych schematach i łatwo jest je rozgryźć. Nadal w zestawieniu z wieloma współczesnymi tytułami jest naprawdę trudno, jednak starzy wyjadacze Dark Souls mogą być zawiedzeni. No i dochodzą jeszcze bardzo podobne lokacje, gdzie nasze zadanie sprowadza się głównie do ich oczyszczenia i żmudnego szukania celu.

Fot. Screen z gry Code Vein

Zobacz również: GreedFall – recenzja gry. Kolonizacja mieczem i magią!

Nie zawodzi jednak sam system walki – ten jest bardzo przyjemny, a w połączeniu z mnóstwem kombinacji stylów i ataków specjalnych, daje ogrom frajdy. Świetne jest również swobodne zmienianie klasy postaci, kiedy nam się to tylko podoba. W każdej chwili możemy z wojownika od ciężkich broni przełączyć się na Castera od ataków dystansowych. W Code Vein mamy również tak zwane gifty, czyli specjalne zdolności skierowane do konkretnych klas. Jednak po ich odblokowaniu nic nie stoi na przeszkodzie, aby cześć giftów wykorzystać w inne klasie – oczywiście jeśli dana klasa to umożliwia. Samych klas jest tu z kilkanaście, a jeśli chodzi o gifty, to możemy jednocześnie korzystać z czterech pasywnych oraz ośmiu aktywnych. Daje to naprawdę mnóstwo kombinacji i urozmaica zabawę – poznanie wszystkich ataków specjalnych i dobre ich opanowanie to dość sporo pracy.

Code Vein to także bardzo ładna oprawa graficzna. Stylizacja na anime w grze soulslike może wydawać się pomysłem nietrafionym, jednak okazało się, że wcale tak być nie musi.  Twórcy postarali się, by mimo stylizowanej oprawy nadal zachować poważny i mroczny ton, co się udało. Wszystko więc prezentuje się okazale, a sznyt w stylu anime daje spory powiew świeżości w gatunku. Mnie graficznie gra kupiła po całości, co było głównym powodem przy pozostaniu z produkcją na dłużej. Dodatkowo oprawę uzupełnia naprawdę klimatyczna muzyka, która skutecznie podsyca atmosferę przy starciach.

Zobacz również: Sekiro: Shadows Die Twice – recenzja, pot i łzy

Code Vein to kolejne podejście do bardzo popularnego gatunku zapoczątkowanego przez Dark Souls. W tym przypadku twórcy chcieli zaskoczyć oprawą w stylu anime oraz nowatorski podejściem do systemu walki z luźnym przeskokiem między różnymi stylami. I te elementy wyszły naprawdę dobrze. Szkoda jednak, że twórcy nie zadbali o podstawy, przez co dostaliśmy grę trochę dla nikogo. Produkcja bowiem nie jest skierowana do weteranów soulslike’ów, a też raczej nie przyciągnie przeciwników tego gatunku. Winny jest tu słaby balans trudności walk, a także bardzo powtarzalne lokacje jak i sami przeciwnicy. Niestety obecnie w gatunku znajdzie się przynajmniej kilka lepszych alternatyw.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Redaktor współprowadzący działu Gry

Zawodowy kanapowiec, którego siłą trzeba powstrzymywać przed obejrzeniem kolejnego odcinka serialu. Wieloletni fan kina azjatyckiego - żaden łamiący prawa fizyki chiński wojownik czy wytatuowany japoński gangster nie jest mu straszny. Podczas wypadu do kina ze znajomymi nie pogardzi również dobrym filmem superbohaterskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?