Empire of Sin – recenzja gry. XCOM w czasach prohibicji

Chicago, 1920 rok – lata prohibicji w Stanach Zjednoczonych. Miastem rządzi mafia i skorumpowani gliniarze. Półświatek przestępczy znajduje się w swoim rozkwicie i nic nie wskazuje na to żeby miało się to zmienić. Jednak w mieście pojawia się nowy gracz, który ma w planach zaburzyć obecny stan rzeczy. A jestem nim ja – rządny pieniędzy i władzy, początkujący mafioso.

Empire of Sin to produkcja niezależnego studia Romero Games wydana przez Interactive Paradox. Gra przenosi nas do Chicago w sam środek burzliwych lat 20. ubiegłego wieku. To tutaj wyruszymy w naszą podróż na sam szczyt mafijnej piramidy. Rozgrywkę rozpoczynamy od wyboru jednego z czternastu dostępnych mafiosów, który będzie głową naszej organizacji. A jest tu w czym wybierać, ponieważ twórcy oprócz fikcyjnych postaci dają nam możliwość wcielenia się w autentycznych przestępców – niekoniecznie związanych z Chicago. Tak więc podbój miasta przeprowadzimy jako Sai Wing Mock, Angelo Bloody Genna, Stephanie St. Clair, czy sam Alphonse Capone. Co najważniejsze wybór ten nie jest jedynie kosmetyczny, a wywiera konkretny wpływ na fabułę i sposób rozgrywki.

Zobacz również: World of Warcraft: Shadowlands – recenzja podróży w zaświaty

Każdy z protoplastów jest na swój sposób wyjątkowy – wyróżniają ich zdolności zarówno bojowe jak i prowadzenia biznesu. Przykładowo Al Capone w trakcie walki może wykorzystać deszcz ognia, który rani wszystkich przeciwników w polu rażenia. Natomiast w kwestiach biznesowych może pochwalić się między innymi… mniejszym ryzkiem infekcji we wszystkich domach uciech. Wybór postaci do pewnego momentu rozgrywki znacząco determinuje sposób w jaki będziemy rozwijać nasze imperium, co należy uznać za spory plus produkcji dzięki któremu kolejne podejścia do gry są nieco bardziej urozmaicone (co jak się później okaże będzie dla mnie zbawienne).

empire of sin

Screen z gry Empire of Sin

Zobacz również: Cyberpunk 2077 – szok przyszłości, czyli recenzja wersji na PC!

Rozgrywkę rozpoczynamy w jednej z dzielnic Chicago posiadając jedynie swoją bazę, nieduży browar oraz bar. Naszym zadaniem jest przejmowanie kolejnych budynków, otwieranie nowych działalności, a ostatecznie eliminacja innych gangów. Na pierwszy rzut oka może się wydawać to proste, jednak potrzeba sporo czasu i pieniędzy, aby całe miasto znalazło się u naszych stóp. Dlatego nieuniknione jest zagłębienie się w ekonomiczną (dominującą) stronę gry, gdyż nie wszystko uda nam się osiągnąć siłą. Każdą z dostępnych działalności należy rozwijać, aby nadążyła za panującymi trendami. Co jakiś czas otrzymujemy informacje na temat tego jaki alkohol aktualnie preferują mieszkańcy, przez co musimy inwestować w produkcję danego trunku. Jako że działalność ta delikatnie rzecz ujmując jest nielegalna, musimy być również gotowi na odwiedziny zaniepokojonych sąsiadów.

Empire of Sin

Screen z gry Empire of Sin

Zobacz również: Twin Mirror – recenzja mrocznego thrillera od DONTNOD

Tutaj do gry wkraczają najbardziej utrudniający nam rozwój imperium koledzy po fachu. To od nas zależy czy nawiążemy z nimi współpracę, czy wypowiemy im wojnę. Przy pierwszym spotkaniu z danym gangiem zostajemy zaproszeni na posiedzenie, które wpłynie na nasze dalsze relacje. Tutaj niestety pojawia się pewien zawód ponieważ miałem nadzieję, że prowadzone przeze mnie konwersacje będą mogły prowadzić do rozmaitych rozwiązań fabularnych. Ostatecznie sprowadzają się one jedynie do decyzji: czarne albo białe. Kiedy już znajdziemy się w stanie wojny z jednym z gangów obowiązkowo musimy zadbać o ochronę naszych włości, gdyż gangusy nie biorą jeńców i są gotowi w moment obrócić naszą ciężką pracę w pył. Jednak ochrona kosztuje, a skąd brać pieniądze?

Empire of Sin

Screen z gry Empire of Sin

Zobacz również: Chronos: Before the Ashes – recenzja nowej gry od Gunfire Games

Głównym źródłem dochodów w Empire of Sin są oczywiście browary, burdele i bary. Oprócz tego możemy podreperować nasz budżet napadami na pustostany zajęte przez drobnych rzezimieszków. I nie ma co owijać w bawełnę to chyba najprzyjemniejszy element produkcji – strzelaniny! Potyczki z przeciwnikami odbywają się w systemie turowym, a ich mechanika przypomina tą znaną chociażby z serii XCOM. I tak jak w starciach z obcymi tak i tutaj sukces oddawanych strzałów zależy od pozycji gracza względem przeciwnika. Oczywiście do walki nie stajemy w pojedynkę. Podczas gry zatrudniamy nowych gangsterów, którzy staną przy naszym boku. Co ciekawe każdy z nich obdarzony jest własną osobowością. Przez to niektórzy gangsterzy nie będą chcieli ze sobą współpracować, bądź wręcz przeciwnie – będą zakochiwać się w sobie. Otrzymujemy też możliwość personalizacji bohaterów przypisując im specjalizacje w konkretnym rodzaju broni, czy nowe umiejętności bojowe.

Empire of Sin

Screen z gry Empire of Sin

Zobacz również: Sackboy: Wielka Przygoda – recenzja gry. Jak ściągać, to od najlepszych

Empire of Sin jawi się jako bardzo rozbudowana produkcja, pełna możliwości rozwoju na wielu płaszczyznach. Zarządzanie imperium i prowadzenie dyplomacji z innymi gangami to główne elementy rozgrywki prowadzące do ostatecznego sukcesu. Dlatego tak bolesny dla rodzimego gracza będzie brak polskiej wersji językowej, który ze względu na specyfikę mafijnego języka może być dla wielu barierą nie do przejścia. Mimo wszystko chciałbym żeby jedynym problemem gry był brak polskiej lokalizacji. Niestety Empire of Sin boryka się z niezwykle popularnymi ostatnio licznymi błędami, które uniemożliwiają cieszenie się rozgrywką. Podczas pierwszego podejścia do zawojowania Chicago w jednej z misji mój bohater utknął w budynku, a dalsza gra nie była już możliwa. Nie pomogło ponowne wczytanie save’a, rozpoczęta od nowa kampania również utknęła w tym samym momencie.

Empire of Sin

Screen z gry Empire of Sin

Zobacz również: Mortal Kombat 11 – recenzja prawdopodobnie najlepszej gry serii

Kiedy już nie miałem ochoty na trzecią próbę zmieniłem swojego bossa, zmniejszyłem ilość dzielnic i wrogich gangów. Od tej pory nie napotkałem już podobnego problemu, tylko pomniejsze błędy, lecz nieutrudniające dalszą rozgrywkę. Niesmak jednak pozostał, a czas poświęcony na dwie pierwsze próby przepadł bezpowrotnie. A szkoda bo Empire of Sin to produkcja z olbrzymim potencjałem i niesamowitym klimatem lat 20. stworzonym poprzez całkiem ładny model miasta i urzekającą muzykę z epoki. Liczę na to że twórcy – małżeństwo Brenda i John Romero – nie porzucą swojego dziecka i naprawią pojawiające się błędy kolejnymi łatkami (ostatnia pojawiła się zaledwie wczoraj). Mam również nadzieję że Empire of Sin nie pozostanie jedynakiem ponieważ uważam, że po wyciągnięciu wniosków z dotychczasowych błędów i dodaniu nieco więcej elementów walki kolejna część ma szansę osiągnąć niemały sukces.

Ilustracja wprowadzenia: mat. prasowe

Dziennikarz

Entuzjasta kina klasycznego, fan filmów SCI-FI ubiegłego wieku oraz nałogowy konsolowiec.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nowe technologie

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo
Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?