Advertisement
Advertisement

Judgment – recenzja gry. Yakuza, jakiej nie znamy!

Yakuza to seria gier, która dorobiła się już aż siedmiu głównych części oraz kilku spin-offów, zabierających nas nawet do Japonii epoki Edo, gdzie widzimy początki organizacji. Teraz twórcy postanowi odciąć się od poczynań grup przestępczych z Kraju Kwitnącej Wiśni i ukazać nam nieco inną historię. Czy Judgment to równie udana produkcja co jej starsze rodzeństwo? Zapraszam do recenzji.

Japońskie studio Ryu Ga Gotoku nie zwalnia tempa. Zaledwie rok temu ogrywaliśmy Yakuzę 6, czyli zwieńczenie historii Kazumy Kiryu, oraz mogliśmy ponownie przeżyć wcześniejsze perypetie tegoż bohatera za sprawą Yakuza Kiwami 2. Tym razem twórcy przygotowali dla nas powiew świeżości, nieco odstawiając mafiozów na bok. Jednak fani japońskich pięknisiów w błyszczących garniturach nie mają się czego bać – Judgment to nadal stara, dobra Yakuza, trochę odmieniona, ale ciągle trzymająca się swoich fundamentów.

Głównym bohaterem Judgment jest Takayuki Yagami. W 2015 roku był on jednym z najlepiej zapowiadających się młodych prawników. Praktycznie każda sprawa, którą się zajmował, kończyła się jego wygraną i uwolnieniem oskarżonego. Niestety, jego doskonała forma prawnicza przyniosła mu ostatecznie zgubę. Oto niedoszły skazany, uniewinniony wcześniej za sprawą Yagamiego, tuż po wyjściu na wolność dopuszcza się zbrodni – brutalnie zabija swoją dziewczynę, zadając jej serię ciosów nożem. Yagami obwinia się o śmierć dziewczyny, postanawia więc rzucić posadę prawnika i zając się bardziej bezpośrednią walką z przestępczością – zostaje prywatnym detektywem. Pod koniec 2018 roku Yagami jest już dobrze rozpoznawaną postacią w mieście, ze sławą osoby niebojącej pobrudzić sobie ręce.

Zobacz również: The Sinking City – recenzja gry. Na skraju szaleństwa.

Akcja Judgment została osadzona w fikcyjnej dzielnicy Kamurocho, czyli tej samej, gdzie dzieją się wydarzenia z serii Yakuza. Fani poczują się wiec jak w domu. Bardzo szybko można rozpoznać znajome miejscówki, gdyż mamy tu do czynienia z tą samą mapą, co w poprzednich grach studia. Twórcy nie zapomnieli także o wydarzeniach z poprzednich lat w ich „uniwersum Yakuzy” – rozpoznać można między innymi skutki wydarzeń z Yakuzy 6. Jak widać, Judgment to pełnoprawny spin-off serii od Ryu Ga Gotoku, jednak znajomość innych produkcji od studia nie jest wymagana. Nie mamy tu większych odniesień do historii znanej z Yakuzy, choć fani na pewno znajdą tu trochę smaczków.

Główna oś fabularna Judgment rozpoczyna swój byt w grudniu 2018 roku. To wtedy w Kamurocho dochodzi do trzeciego zabójstwa, za które odpowiedzialny jest seryjny morderca. Znakiem rozpoznawczym ofiar mordercy są wydłubane oczy. Za ostatnią zbrodnię oskarżony zostaje Kyohei Hamura, czyli jedna z ważniejszych osobistości rodziny Matsugane należącej do Yakuzy. Obrońcą Hamury zostaje Masamichi Shintani, prawnik z agencji, do której należał wcześniej też Yagami. Nasz prywatny detektyw postanawia pomóc w rozwiązaniu sprawy – nie robi tego bezinteresownie, sam jest bowiem blisko związany z głową rodziny Matsugane – Mitsugunu Matsugane, który jest dla niego jak ojciec.

Zobacz również: DayZ – recenzja gry. O 6 lat za późno.

Intryga zasnuta w Judgment jest naprawdę wciągająca. Rozpoczynamy od morderstwa, w które został zamieszany lokalny mafioza. Szybko jednak sprawa rozrasta się i przybiera wiele wątków. Fabuła jest naprawdę długa – sam główny wątek wystarczy na jakieś 30 godzin – a przez ten czas ciągle poznajemy nowe elementy układanki, które odnoszą się również bezpośrednio do naszego bohatera. Trudno oderwać się do kolejnych misji, gdyż w głowie ciągle mnożą się pytania. Fabuła w Judgment przybiera mroczniejszy wymiar, niż ta znana z serii Yakuza. Świetny jest tu klimat, który wręcz wylewa się z ekranu podczas przerywników filmowych – nawet zwykłe pogawędki Yagamiego z członkami Yakuzy emanują silnymi emocjami. Sceny te wykonane są po prostu perfekcyjnie. Do tego dochodzą niezwykle widowiskowe walki, których nie powstydziłby się sam Bruce Lee.

Judgment

Fot. Screen z gry Judgment

O tak, walka to jest to, w czym twórcy nie mogli zawieść – i oczywiście nie zawiedli. Co tu się wyprawia podczas klasycznego mordobicia, to przechodzi wszelkie pojęcie. Twórcy Yakuzy długo zdobywali na tym polu doświadczenie, więc zdecydowanie wiedzieli, jak się za to zabrać. Zaczynając od podstaw, w Judgment mamy dwa główne style walki – szybki do walk z większymi grupami przeciwników oraz silny do walki z mocniejszymi wrogami. Pomiędzy stylami możemy się dowolnie przełączać. Podczas starć możemy też klasycznie użyć kilku kombosów, które dają spektakularne efekty i widowiskowe finishery. Z czasem, zdobywając doświadczenie, odblokujemy też kolejne zdolności, które pozwalają jeszcze bardziej efektywniej i efektowniej pokonywać wrogów. Podczas pojedynków pojawiaj się też quick time event (QTE), dzięki którym możemy wykończyć oponentów lub podczas walk z bossami uniknąć groźnych obrażeń.

Zobacz również: Crash Team Racing Nitro-Fueled – recenzja gry. Powrót Crasha na tory wyścigowe!

W Judgment używamy też elementów otoczenia. Nic nie sprawia tak przyjemności, jak okładanie znakiem drogowym biednych, nieświadomych bandziorów, który akurat zaczepili nas na ulicy. Dzięki odpowiedniemu umiejscowieniu pola walki, możemy też efektownie wykończyć przeciwników, gdy uaktywni się QTE – wrzucenie oponenta pod samochód, potem uratowanie go przed rozjechaniem, a następnie zmiecenie z jego twarzy uczucia ulgi ciosem z kolanka – tak to jest to! A tego typu efektownych wykończeni jest tu mnóstwo. W grze mamy też coś na wzór trybu berserka, gdy załaduje się nam cały pasek energii. Po jego włączeniu stajemy się prawdziwym terminatorem i niszczymy wszystkich aż miło. W trybie tym otrzymujemy oczywiście nowe kombosy i finishery.

Skoro nas bohater jest prywatnym detektywem, nie można zapominać też o misjach stricte związanych z tym zawodem. Yagami otrzymuje zadania, które wymagają od niego śledzenia podejrzanych, zbierania dowodów oraz przesłuchiwanie z użyciem zebranych wcześniej informacji. Śledzenie polega na cichym skradaniu się za osobnikiem, umiejętnym chowaniem się za osłonami oraz czasami wykonywaniem zdjęć w odpowiednim momencie w celu zdobycia dowodów. Na miejscu zbrodni możemy przeszukać otoczenie, aby znaleźć coś, co mogło umknąć policji. Gdy zbierzemy odpowiednie informacje, możemy następnie użyć ich, aby przycisnąć podejrzanego. Tutaj ważne jest zadawanie odpowiednich pytań, jeśli chcemy otrzymać więcej doświadczenia – jednak zadanie nieodpowiednich pytać nie skutkuje fiaskiem z przesłuchania, a szkoda.

Zobacz również: Blood & Truth – recenzja. Shooter VR na jaki czekaliśmy!

Nowa gra od studia Ryu Ga Gotoku to także ogrom aktywności pobocznych – jakby mogło być inaczej. W Judgment oprócz głównego wątku, który zajmie nam jakieś 30 godzin, mamy też pięćdziesiąt misji pobocznych, sześćdziesiąt aktywności związanych z zawieraniem znajomości, cztery opcje romansu, kilkanaście minigier, a także kilkaset wyzwań z KamuroGo. Aby zająć się wszystkim, potrzebujemy lekko około 70 godzin zabawy. A będą to godziny zdecydowanie przyjemne, gdyż twórcy postarali się, abyśmy nie narzekali na powtarzalność – jaka to dziś rzadkość wśród licznych piaskownic z misjami kopiuj-wklej. Szczególnie w misjach pobocznych widać pomysłowość twórców, którzy akurat tutaj pozwolili sobie poszaleć z absurdalnym humorem znanym z serii Yakuza.

Judgment

Fot. Screen z gry Judgment

Główny wątek gry przez większość czasu trzyma się raczej poważnych tonów, lecz misje poboczne to już inna bajka. Podczas tych aktywności przyjdzie nam zmierzyć się przy kieliszku, udawać wampira czy nawet łapać złodzieja bielizny. Do tego w grze możemy pościgać się dronem – wyniki można porównać z innymi graczami przez sieć – zagrać w grę VR czy pobić się w Virtual Fighter 5: Final Showdown – mamy tu możliwość pojedynków lokalnie na kanapie. W Judgment zagramy też między innymi w Motor Raid, Fantasy Zone, UFO Catcher, Fighter Viper czy w klasyczne gry jak rzutki, poker, shogi, kości, odbijanie piłki baseballowej. Aby zdobyć przyjaciół w grze, będziemy musieli wykonać dla nich drobne przysługi, typu znalezienie zaginionego kota, zabawa w swatkę czy pomoc w reklamie knajpy. Jest tego naprawdę dużo, więc nie sposób się nudzić, zwłaszcza że aktywności są bardzo urozmaicone.

Zobacz również: Będzie grane! – czyli growe premiery lipca

Na koniec zaczepię jeszcze o kwestie techniczne. Judgment wygląda po prostu świetnie. Modele postaci są bardzo szczegółowe, a neonowe oświetlenie Kamurocho robi wrażenie. Dochodzi tu jeszcze zniszczalność otoczenia oraz dobrze działająca fizyka świata – zdecydowanie jest okej. Niestety wodotryskowa oprawa doprowadza czasami do drobnych spadków płynności gry, choć te nie są za częste. Judgment brzmi również świetnie, a to za sprawą bardzo dobrych aktorów głosowych, czy to w wersji japońskiej, czy w angielskiej – choć oryginalny japoński voice-acting wypada odrobinę lepiej. Jeśli można by się do czegoś przyczepić w Judgment, to do trochę małej lokacji, w której spędzamy długie godziny. Kamurocho jest dość ciasne i po kilkudziesięciu godzinach znanym każdy zakamarek dzielnicy na pamięć. No i może o brak dubbingu w misjach pobocznych, co jest niechlubnym standardem w japońskich grach.

Judgment

Fot. Screen z gry Judgment

Jeśli ktoś przed premierą Judgment bał się, że twórcy serii Yakuza nie poradzą sobie z detektywistycznymi perypetiami, to informuje, iż były to obawy niepotrzebne. Przygody Yagamiego to kawał dobrej historii, które totalnie wciągają już od pierwszych godzin. Oprócz soczystej głównej linii fabularnej mamy tu również ogrom aktywności pobocznych, w których widać ducha Yakuzy – misje są absurdalne, szalone i niezwykle efektowne. Przy Judgment po prostu nie sposób się nudzić. Twórcy ze studia Ryu Ga Gotoku pokazali, że zdecydowanie potrafią robić gry i nic tylko czekać, co zafundują nam jako następne.

Grę w wersji na PS4 udostępnił polski wydawca, firma Cenega.

Ilustracja wprowadzenia: Sega

Redaktor współprowadzący działu Gry

Zawodowy kanapowiec, którego siłą trzeba powstrzymywać przed obejrzeniem kolejnego odcinka serialu. Wieloletni fan kina azjatyckiego - żaden łamiący prawa fizyki chiński wojownik czy wytatuowany japoński gangster nie jest mu straszny. Podczas wypadu do kina ze znajomymi nie pogardzi również dobrym filmem superbohaterskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?