Advertisement
banner

Selma and the Wisp – recenzja polskiej platformówki w mrocznym klimacie!

Scena gier niezależnych rośnie z dnia na dzień. Tym razem na tapet wziąłem jedną z takich produkcji, do której powstania przyczyniło się polskie Toucan Studio. Gra mocno kojarzy się ze świetnym Limbo od Playdead. Czy jest to równie odkrywcza i wciągająca produkcja? Zapraszam do recenzji Selma and the Wisp.

Gra od studia Toucan to platformówka z elementami logicznymi. Selma and the Wisp różni się jednak od wielu gier jej podobnych sposobem kierowania postacią, którą przemierza kolejne poziomy. Nie sterujemy tu bowiem naszą tytułową Selmą, lecz towarzyszącą jej kuleczką – a dokładniej ognikiem świętego Elma. To za nim podąża dziewczynka i przy jego pomocy musimy wyprowadzić Selmę z różnych tarapatów. Gdy ruszamy, bohaterka rusza za nami, gdy stajemy, ona również staje. Dodatkowo możemy jej wydać komendę, by została w miejscu, gdy my w tym czasie odblokowujemy przejście.

Fabuła Selma and the Wisp opowiada o tytułowej bohaterce – Selmie. Dziewczynka przeżyła dramatyczne chwile w swoim domu. By się schronić, schowała się do szafy, skąd trafiła do nieznanego jej świata pełnego niebezpieczeństw. Tutaj z pomocą dziewczynce przychodzi przyjazny ognik, który oświetla mroczny świat i pomaga pokonywać przeciwności.

Zobacz również: Rage 2 – recenzja. Beztroskie strzelanie w kolorowym postapo!

Podczas rozgrywki szybko okazuje się, że nasza bohaterka jest całkowicie uzależniona od jasnej kuleczki. Nawet chwila z dala od niej powoduje atak paniki dziewczynki i natychmiastową śmierć. Musimy więc ciągle przebywać blisko niej, a jednocześnie nie możemy zapominać o „karmieniu” ognika. W tym celu zbieramy rozrzucone po lokacjach małe płomyczki, które ładują wyczerpującą się moc kulki. Okrągły przyjaciel dziewczynki to jednak wielozadaniowy stworek. Może on także przenosić różne przedmioty, które zwykle służą do uruchomienia jakiś mechanizmów. To dość proste zagadki pozwalające przejść nam dalej. Nie ma co liczyć na bardziej wymyślne kreacje – zagadki często sprowadzają się przeniesienia obiektu i umieszczenia go w odpowiednim miejscu.

Selma to niestety porządnie frustrująca gra. Przyczynia się do tego podejście twórców co do czyhających na nas pułapek. Te często nie są widoczne, gdy się do nich zbliżamy, więc przy pierwszym podejściu musimy zwyczajnie zginąć. Potem trzeba zapamiętać sekwencję pułapek, uniknąć ich i iść dalej. Dalej jednak sytuacja się powtarza, więc znowu giniemy, uczymy się i idziemy dalej. Niestety to mało przyjemna forma przechodzenia gry.  Do tego ciśnienie co rusz podnosi nam nasza bohaterka, która nagle potrafi wykonać dziwny ruch, przez co ginie, a my musimy powtarzać etap od nowa. Podczas przechodzenia gry kilkukrotnie zdążało mi się również, że Selma po prostu się zacięła, uniemożliwiając mi przejście dalej, a nie bardzo daje się tutaj coś zrobić, gdyż postacią nie sterujemy.

Selma and the Wisp

Fot. Screen z gry Selma and the Wisp

Zobacz również: A Plague Tale: Innocence – recenzja. Szczury, szczury, wszędzie szczury!

Kompletnie nietrafionym pomysłem wydaje się podejście twórców co do sposobu poruszania Selmy. Dziewczynka robi praktycznie wszystko sama, a my mamy minimalny na nią wpływ. Nawet gdy skierujemy bohaterkę ku przepaści, ta sama się zatrzyma i poczeka na zbliżającą platformę. Po co więc jest tu gracz? Gameplay przez to jest mało satysfakcjonujący, a nasza rola sprowadza się głównie do zbierania ogników i rozwiązywaniu banalnych zagadek logiczny. Wybaczcie, ale ja jednak lubię sobie sam poskakać postacią, oto przecież chodzi w platformówkach.

Selma and the Wisp broni się jednak pod względem stylistycznym. Podczas zabawy będziemy mieli przyjemność obcować z 10 rozdziałami, gdzie doświadczymy różnych stylizacji oraz motywów przewodnich. Spotkamy tu nawet elementy garściami czerpiące z dzieł popkultury. Gra wygląda ładnie, do tego potrafi budować klimat grozy i zaszczucia – nie tylko oprawą graficzną, ale także podkładem muzycznym, więc naprawdę można się tu porządnie wczuć. Szkoda jednak, że trwa to tylko 2 godziny – i to w porywach, dlatego czuć duży niedosyt.

Selma and the Wisp

Fot. Screen z gry Selma and the Wisp

Zobacz również: Będzie grane! – czyli growe premiery czerwca

Selma and the Wisp od polskiego Toucan Studio nie jest dziełem, do którego będę wracał. Gra nie spełnia podstawowego celu platformówek – nie daje frajdy z pokonywania kolejnych poziomów. Sterowanie świecącą kulką oraz frustrowanie się poczynaniami chodzącej za nami Selmy nie należy do najprzyjemniejszych i kompletnie nie daje satysfakcji. Produkcji nie ratuje nawet ładna oprawa graficzna i mroczny klimat. Zdecydowanie nie na takie platformówki czekam.

Recenzja gry przygotowana na podstawie wersji na konsolę Nintendo Switch

Ilustracja wprowadzenia: Toucan Studio

Zawodowy kanapowiec, którego siłą trzeba powstrzymywać przed obejrzeniem kolejnego odcinka serialu. Wieloletni fan kina azjatyckiego - żaden łamiący prawa fizyki chiński wojownik czy wytatuowany japoński gangster nie jest mu straszny. Podczas wypadu do kina ze znajomymi nie pogardzi również dobrym filmem superbohaterskim.

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?