Ania, nie Anna – recenzja 2. sezonu

Nasza ulubiona rudowłosa bohaterka powraca z drugim sezonem serialu. Ania, nie Anna ponownie zabiera nas w piękne krajobrazy Avonlea i pełne przygód 10 odcinków, których seans na pewno sprawi wam ogromną przyjemność.

Drugi sezon w pełni kontynuuje drogę obraną w pierwszym. Ania zamieszkuje u Maryli i Mateusza na Zielonych Wzgórzach. W początkowych odcinkach towarzyszą im również goście. Od pierwszych minut Anie, nie Anna przypomina, dlaczego w pierwszej kolejności serial nas zauroczył. Tytułowa bohaterka jest ogromnie ekspresyjna i wszędzie jej pełno. Coś, co u niektórych może wydawać się wadą, tutaj jest zaletą i to ogromną. Ania opowiada wszystkie, nawet najzwyklejsze historie z wielkim przejęciem i sprawia, że sami chcielibyśmy ich doświadczyć.

Zobacz również: Westworld – recenzja 2. sezonu, czyli gwałtownych rozczarowań i koniec gwałtowny

fot. Netflix

Drugi sezon liczy więcej odcinków, bo 10. W trakcie ich trwania powrócimy do ikonicznych już momentów, które znamy zarówno z książek Lucy Maud Montgomery, jak i wcześniejszych ich ekranizacji – np. farbowanie włosów przez Anię. Generalnie jej życie staje się bardziej ustabilizowane, mimo że twórcy kilkukrotnie dają nam znać, że nie będzie tak na zawsze i prędzej czy później z niektórymi bohaterami przyjdzie nam się pożegnać.

Na plus drugiego sezonu zasługują, tak jak i w pierwszym, piękne zdjęcia, które w cudowny sposób prezentują krajobrazy Avonlea i nie tylko. Drugą kwestią są tematy poruszane w zaprezentowanych odcinkach – od pozycji kobiety w społeczeństwie i tego, co się od niej oczekuje, przez sytuację osób czarnoskórych, aż do problemów z jakimi muszą się zmagać osoby homoseksualne. Tak, nie czytacie źle. Nawet o to potrafili zadbać twórcy. Oczami Ani próbują pokazać nam świat, takim jakim powinien on być.

Zobacz również: Impulse – recenzja 1. sezonu

fot. Netflix

Ponadto twórcy postanowili pokazać przebłyski przeszłości Ani i momentów, z którymi młoda dziewczyna nie potrafi sobie do końca poradzić. Pogłębiono też backstory innych bohaterów i tak dowiedzieliśmy się więcej o Mateuszu i Maryli oraz ich relacji z matką. To oraz inne wątki pokazują też to, o czym serial Netflixa jest naprawdę, czyli o rodzinie.

Już pierwszy sezon Ania, nie Anna udowodnił, że nie będzie to jedna z tych ekranizacji książek, z jakimi do tej pory mieliśmy do czynienia – co generalnie według mojej oceny działa na plus. Serial ten obejrzeć może zarówno dziecko, jak i dorosły, i w obu przypadkach sprawi tą samą przyjemność odbiorcy. Śmiało można ocenić, że drugi sezon wypada lepiej od tego pierwszego. Twórcy wiedzą, w którą stronę iść i jak prowadzić poszczególne wątki oraz bohaterów. Może i wcześnie wyrokować w tej sprawie, ale nie wyobrażam sobie zakończenia tej przygody po dwóch sezonach, więc kolejne powstać muszą.

ilustracja wprowadzenia: Netflix

Redaktor

Większość wolnego czasu spędza na oglądaniu seriali i pisaniu o nich.

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Anna napisał(a):

Ja mam mieszane uczucia co do drugiego sezonu. Nie jestem aż takim fanatykiem, żeby mieć za złe odejście od oryginału, ale uważam, że twórcy przesadzili. Poprawność polityczna i próba wsadzenia w serial wszystkich problemów społecznych sprawiły, że nie było to naturalne. W pewnym momencie poczułam się, jakbym oglądała kino propagandowe. Czarnoskórzy, homoseksualiści, feministki, artyści itp. to za dużo jak na 10 odcinków.
Doceniam piękne zdjęcia, uwielbiam Anię jako postać. Ta dziewczyna ma potencjał.

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?