Movies Room - Najlepszy portal filmowy w uniwersum

Euforia - serial dla nikogo? Wrażenia po pierwszym epizodzie 3. sezonu

Autor: Szymon Góraj
13 kwietnia 2026
Euforia - serial dla nikogo? Wrażenia po pierwszym epizodzie 3. sezonu

Zaliczyłem spore opóźnienie z oglądaniem tej produkcji. Po różnych opisach Euforia wydawała mi się efekciarską sieczką. Jak się okazało, to był mój błąd, bo Sam Levinson wiedział, co robi, tworząc nieoczywisty obraz eksponujący mroczne strony dorastania. Po dwóch pierwszych sezonach nadszedł Idol, którego skończyć nie dałem rady, teraz zaś nasz twórca wraca do serii, która ustawiła mu karierę. 

Pierwsze złe przeczucia ogarnęły mnie już, gdy Angus Cloud, odtwórca mojej ulubionej postaci, tragicznie zmarł. Potem mówiło się o masie problemów ze współpracą z samym Levinsonem, ostatnio zaś doszły jeszcze komplikacje z kompozytorem. No i pamiętajmy, że mówimy o czteroletniej przerwie. Cóż więc może nam zaproponować trochę już skompromitowany scenarzysta? Po pierwszym odcinku Euforii stwierdzam, że nie za dużo. 

Co ciekawe, pierwsze sceny wcale nie zwiastowały czegoś specjalnie nieudanego. Ot, Rue ponownie wpakowała się we współpracę z Laurie (bezpośrednia konsekwencja wydarzeń z sezonu poprzedniego), a komediowo utracony wóz to symbol wpadania w kłopoty. Zendaya wydaje się nieźle bawić tą postacią i trochę aktorsko odżyła, zwłaszcza gdy jej bohaterka przeżywa swojego rodzaju religijne uniesienia. Ale schody zaczynają się, gdy Levinson zaczyna wrzucać swoje dziwaczne pomysły. Jak choćby nadmiernie wyeksponowaną scenę z przemycaniem narkotyków we własnym żołądku. Albo Cassie i jej “twórczość” na OnlyFans. Momentami odnoszę wrażenie, że ktoś tu mentalnie nie wyszedł jeszcze z planu Idola. A podobno później jest jeszcze gorzej…

Na razie epizod pierwszy dał zaledwie wstępne spojrzenie na inne postacie niż Rue, czy Cassie (jedna zatrzymała się w rozwoju, druga chyba jeszcze cofnęła), i to też nie wszystkie. Mamy Nate'a, który przejął schedę po ojcu i podejmuje jakieś absurdalne próby zadowolenia swojej przyszłej małżonki, a także układające sobie życie Maddy i Lexi. Oglądając te scenki rodzajowe, zaczynam się zastanawiać, gdzie podział się nastrój z poprzednich sezonów. Ja wiem, że szkoła się skończyła i teraz bohaterowie poszli w świat, ale jedną z dotąd nierozerwalnych cech charakterystycznych Euforii był niepodrabialny styl, którego praktycznie nie dało się nigdzie indziej zobaczyć. Kadry nieomal na granicy jawy i snu, jakbyśmy nieświadomie zażyli coś razem z Rue i teraz oglądamy świat z zupełnie innej perspektywy, zniuansowane wątki, nierzadko ukazane kontrowersyjnie, ale boleśnie autentycznie, ciągłe balansowanie na krawędzi. Początek 3. sezonu tego po prostu nie ma. Jego narracja i atmosfera zdają się zmierzać donikąd.

Może później coś z tego zrozumiem - wszak zostało jeszcze siedem odcinków - ale póki co po prostu tego nie widzę. Ktoś w sieci określił nowy sezon Euforii jako “Breaking Bad z Temu”. I coś w tym jest, w końcu Rue zaczyna wkładać kij w mrowisko, wchodząc pomiędzy dwie groźne grupy przestępcze, a niektóre ujęcia wyglądają, jakby wyrwano je z planu wiadomej produkcji z Albuquerque, tylko kręcił je jakiś stażysta, kiedy Vince Gilligan wyszedł na przerwę. Część mnie jest ciekawa, w którą stronę to pójdzie, druga część zaś ma ochotę zapomnieć, że ktoś do tego wrócił.

Więcej recenzji seriali:

Chcesz nas wesprzeć i być na bieżąco? Obserwuj Movies Room w google news!

Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.

Więcej informacji o
Komentarze (0)
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.

Ocena recenzenta

48/100
  • Zendaya dostaje trochę do grania
  • niezła muzyka
  • kilka ładnych kadrów
  • ze 2-3 dobre sceny
  • koncept zdaje się być nie do końca przemyślany
  • Cassie irytuje już od pierwszych minut
  • brak poczucia, że to wciąż Euforia
  • nie bardzo widać, po co Levinson rozgrzebał na nowo tę opowieść

Movies Room poleca