Kierunek: Noc – recenzja 1. sezonu, czyli uciekając przed słoneczną apokalipsą

W obecnych okolicznościach znacznie prościej jest wczuć się w ponure wizje końca świata albo chociaż ponurych aberracji, które zakłócają normalny tryb życia. Dobrym przykładem jest gra wideo Resident Evil 3 Remake. Tytuł traktujący o pustoszącym całe okolice wirusie zamieniającym ludzi w zombie i stojącą za tym złowrogą korporacją z pewnością nie zebrałby aż tak zawrotnej sumy, gdyby szczęśliwie dla deweloperów nie pojawiła się w okresie izolacji. O tak oczywistych wzrostach popularności filmów w rodzaju Contagion – Epidemia strachu nawet nie ma co się rozpisywać. Dość ciekawym doświadczeniem jest także nowy serial Netfliksa na motywach dość oryginalnej powieści Jacka Dukaja.

Kto czytał którąkolwiek historię napisaną przez tego twórcę, wie znakomicie, że podejmowanie próby przeniesienia jego skomplikowanych filozoficzno-futurystycznych koncepcji to niemal pewna klęska. Tomasz Bagiński i reszta ekipy ruszyli bezpiecznym szlakiem, ledwie muskającym powierzchnię Starości Aksolotla. Przede wszystkim mówimy o tej samej rzeczywistości, w której słoneczne promieniowanie zabija wszelkie życie organiczne na Ziemi. Różnica jest taka, że scenarzyści Kierunek: Noc oparli swoją opowieść o drobny, marginalny wątek-ciekawostkę z książki, który zostaje w niej ledwie wspomniany. Mamy oto załogę nocnego statku pasażerskiego, do którego wparowuje z bronią palną mężczyzna. Zmusza pilota do poderwania się w powietrze i zmiany kursu. Jak się okazuje, gwałtownik przy okazji ratuje im życie.

Kierunek: Noc

kadr z filmu Kierunek: Noc

Zobacz również:After Life – recenzja 2. sezonu, czyli Tony powraca z klasą

Nie oszukujmy się, poza bardzo ciekawym fabularnym tłem zaczerpniętym od Dukaja Kierunek: Noc nie znalazłby się nawet w czołówce najoryginalniejszych produkcji. Swoją siłę opiera zatem na bardzo solidnej realizacji poszczególnych elementów narracji. Dobrym ruchem okazała się dynamiczna konstrukcja całości. Główny wątek kręci się wokół latania samolotem z jednej wyludnionej przystani do drugiej, za każdym razem szybko uzupełniając zapasy i odlatując przed wschodem. Jako że walcząca z czasem załoga wędruje od kryzysu do kryzysu, wnet wdrażamy się w szybkie tempo dzięki sprawnej, angażującej widza akcji. Bez zbędnego lania wody i przedłużania. Dzięki temu zabiegowi łatwiej przymykamy oko na nielogiczne zachowania bohaterów – bo choć nie ma ich jakoś specjalnie wiele, od czasu do czasu się zdarzy coś, co chce poddać próbie nasze zawieszenie niewiary. I nade wszystko udziela nam się poczucie wielkiego, groteskowo bezkrwawego końca cywilizacji.

Kierunek: Noc

kadr z filmu Kierunek: Noc

Jakkolwiek jednak cała ta rejterada przed słonecznymi promienia nie byłaby fascynująca, Kierunek: Noc stoi postaciami. Twórcom udało się stworzyć wyrazistych i niejednoznacznych bohaterów, którzy różnią się czymś więcej niż rasą i lokalnymi stereotypami (choć w istocie to dość egzotyczna mieszanka). Kobieta z myślami samobójczymi, której dopiero co zmarł ukochany; tajemniczy turecki mężczyzna z wieloma rzadko spotykanymi praktycznymi umiejętnościami; Polak, który został żonę i dziecko (świetny Ksawery Szlenkier). Na początku każdego z epizodów dostajemy lekkie backstory któregoś z ważniejszych bohaterów, dowiadując się co nieco o ich przeszłości (zazwyczaj tuż przed lotem). To pomaga lepiej żonglować kolejami losu pasażerów i uzasadniać ich motywacje. Mimo że nie mamy tutaj głębokich zarysów psychologicznych, są one na tyle żywe i wiarygodne, że niemal od początku zaczniemy kibicować wybranym osobom, a wraz z napływającymi danymi o nich będzie nam się zmieniać perspektywa.

Kierunek: Noc

kadr z filmu Kierunek: Noc

Zobacz również: Na pierwszy rzut oka: miniseria Defending Jacob

Kierunek: Noc okazał się udanym eksperymentem przeniesienia drobnego fragmentu „nieekranizowalnej” powieści. Ekipa twórców nie była chciwa, minimalizując dane z materiału źródłowego i samemu budując główną strukturę. Dzięki temu otrzymujemy naprawdę dobry serial o zwięzłej formie z perspektywami na przyszłość. Zdecydowanie lepiej mi się to oglądało od kolejnego sezonu tasiemca o ludziach rabujących bank.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Redaktor

Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Piotr pisze:

Przecież ten serial to straszny gniot. Sztuczna gra aktorska. Dialogi jak z deski. Mocne 2/10

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?