Advertisement
Advertisementpixel

Na pierwszy rzut oka: 8. sezon Gry o tron

Dwa lata czekaliśmy na zwieńczenie adaptacji sagi, która wzięła szturmem telewizję, stając się jednym z najpopularniejszych seriali XXI wieku. Trudno w ogóle przypomnieć sobie produkcję tego typu, na którą czekałoby się z takim utęsknieniem. Ale wreszcie – po obowiązkowej szeroko zakrojonej kampanii promocyjnej – mogliśmy dziś obejrzeć wstęp do finałowej batalii o Westeros. Czy Gra o tron wdarła się z hukiem na nasze ekrany i sprawia, że już nie możemy się doczekać kolejnego epizodu? Nie do końca.

Na spory plus można zaliczyć klimatyczne otwarcie, które szczególnie docenią weterani serialu, a także ci, którzy dopiero niedawno nadrabiali poprzednie sezony. Połączone siły Daenerys Targaryen i Jona Snowa wmaszerowały do Winterfell, gdzie czekał na nich cały dwór z Aryą i Sansą na czele. To ładny ukłon w stronę pilota serialu sprzed lat, kiedy to w ten sam sposób Ned Stark i jego świata witali ówczesnego władcę Siedmiu Królestw. I wydawałoby się, że to dobra wróżba dla kolejnych minut.

Gra o tron

kadr z serialu Gra o tron

Kto jednak spodziewał się systematycznego podkręcania atmosfery – wszak 8. sezon liczy sobie zaledwie sześć odcinków – srogo się rozczaruje. Owszem, mamy kilka upragnionych spotkań po latach (starczy wymienić tutaj krótkie, acz satysfakcjonujące pogawędki Sansy z Tyrionem i Jona z Aryą), i z pewnością jest to jedna z rzeczy, na jakie czekaliśmy. Jednak samo to nie sprawi, że poczujemy się syci. Razi przede wszystkim chaotyczna konstrukcja odcinka. Z jednej strony czuć jest pośpiech twórców, jak by to upchnąć zaplanowane spotkania postaci i konkretne sceny w metraż (powitajcie ponownie teleportacje postaci w odległe miejsca), przez co widz ma prawo mieć problemy z wczuciem się w klimat produkcji. Można odnieść wrażenie, że strategia znaczącego zmniejszenia liczby epizodów może nie być zbyt dobrym pomysłem.

Fot. HBO

Zobacz również: Gra o Tron – Zwiastun kolejnego odcinka! Nadchodzi wielka bitwa!

Dodatkowym szkopułem, który rozjeżdża nam już niemal zupełnie nastrój, jest brak poczucia zagrożenia. Niby dużo tutaj mówienia o pośpiechu w związku z nadchodzącym śmiertelnym zagrożeniem czy zamartwianie się o wyżywienie tak wielkich sił, jednak nie otrzymujemy odpowiedniego poparcia górnolotnych słów w czynach. Bo jak mamy traktować poważnie inwazję Nocnego Króla, gdy widzimy Jona i Dany wesoło sobie fruwających na smokach tudzież wiecznie naburmuszoną Sansę, która zawsze znajdzie sobie powód do mało konstruktywnych narzekań? Możemy przynajmniej nacieszyć się kilkoma ciekawymi wymianami zdań – szczególnie w kontekście wydarzeń w Królewskiej Przystani. Szczerze przyznam, że knująca Cersei czy Bronn wyrwany z łóżkowych przygód, by otrzymać propozycję nie do odrzucenia elektryzują mnie znacznie mocniej od sennego prologu w Winterfell. Nieźle wyszła również scena zamykająca odcinek, gdzie dochodzi do pewnego znamiennego spotkania przelotnych znajomych z 1. sezonu.

Gdybym miał oceniać premierowy epizod zupełnie oddzielnie, werdykt byłby znacząco niższy. Jednak mimo wszystko to wstępne spojrzenie na całość, a pomimo mało porywającego początku ta serialowa lokomotywa wyraźnie się rozpędza. Niepotrzebnie rozwlekła ekspozycja bez wątpienia ma w swoim zamyśle służyć zazębieniu się wątków i ruszeniu już z pełną parą w stronę ostatecznych rozstrzygnięć. Bylebyśmy tylko nie czekali na tę burzę z piorunami zbyt długo.

Ilustracja wprowadzenia: HBO

Redaktor

Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?