Smoczy Książę – recenzja 1. sezonu serialu animowanego Netflixa

Wiele osób pewnie jeszcze dobrze pamięta serial Avatar: Legenda Aanga, który oczarował widzów stacji Nickelodeon 10 lat temu. Dla tych osób, i nie tylko, Netflix postanowił przygotować serię, do której realizacji zatrudnił Aarona Ehasza oraz Giancarlo Volpe – kolejno głównego scenarzystę i reżysera hitu Nickelodeon. Czy udało im się stworzyć równie interesujący świat oraz wciągającą fabułę, co w Avatarze? Zapraszam do recenzji.

Oprócz wspomnianego we wstępie duetu do projektu zatrudniono również Justina Richmonda, którego pracę mogą znać fani gier. Był on bowiem odpowiedzialny za reżyserię trzeciej części Uncharted, czyli wielkiego hitu na konsole Sony. Jak widać, uzbierała się tutaj całkiem fajna ekipa, która tworzenie wciągających historii ma we krwi. To co takiego przygotowali dla nas ci panowie? Na pewno bardzo interesujący świat, od czego zacznijmy.

Akcja serialu dzieje się w fantastycznym świecie, Xadii, który dawno temu przepełniony był magią. Równowagę w tej krainie zapewniało sześć pierwotnych źródeł magii – słońce, księżyc, gwiazdy, ziemia, niebo oraz ocean. Harmonię zachwiało jednak pojawienie się siódmej mocy – czarnej magii. Za jej stworzenie ludzie zostali przegnani na zachód, a elfy i smoki pozostały na wschodzie. Wtedy też przedzielono kontynent na dwie części, a strzeżenie granicy między nimi powierzono samemu smoczemu królowi. Niestety, ludzie użyli silnej czarnej magii i zabili smoczego króla oraz zniszczyli jego jedyne jajo. Po tym wydarzeniu świat ogarnęła wojna.

Zobacz również: BoJack Horseman – recenzja 5. sezonu

Świat stworzony na potrzeby Smoczego Księcia ma naprawdę duży potencjał. Mamy tutaj odwrócenie ról, gdyż po powyższym opisie mogłoby wydawać się, że tymi złymi są ludzie. Nie jest to jednak takie oczywiste, ponieważ głównymi bohaterami serialu są właśnie ludzie, a także my widzimy cały konflikt od tej strony. Świat przedstawiony w serialu nie jest czarno-biały, zarówno po stronie ludzi, jak i elfów mamy dobrych oraz złych. Świetnie mamy to pokazane za sprawą trójki bohaterów, którzy pochodzą z zupełnie innego świata, lecz łączą ich te same ideały.

Smoczy Książę

Fot. Kadr z serialu Smoczy Książę

Głównymi bohaterami są tutaj dwójka ludzkich książąt – Callum oraz Ezral, do których z czasem dołącza elfka Rayla. Początki ich przyjaźni nie były jednak łatwe, gdyż Rayla przybyła do świata ludzi, wraz ze swoimi pobratymcami, jedynie w celu zgładzenia królewskiej rodziny, którą obwiniano za zabicie smoczego króla. Elfka nie potrafiła jednak wykonać swojego zadania, lecz dokonała odkrycia, które całkowicie odmieniło jej priorytety. Postanowiła połączyć siły z Callumem oraz Ezralem, by doprowadzić do końca długoletniej wojny między ich krainami.

Zobacz również: Paradise PD – recenzja 1. sezonu netflixowego Brickleberry 2.0

Po świetnie wykreowanym świecie na uwagę w Smoczym Księciu zasługują również bohaterowie. Najlepiej prezentuje się chyba elfka Rayla, która ciągle zmaga się ze wpojoną jej nienawiścią do ludzi oraz walczy z wyrzutami sumienia związanymi z porzuceniem jej elfich kompanów. Przechodzi ona stopniową przemianę, z czasem coraz bardziej otwierając się na jej nowych, ludzkich przyjaciół. Książęta przejawiają o wiele mniej złożone charaktery i są komediową stroną naszej kompanii. Humor jest jednak ważnym elementem serialu, gdyż nie pozwala się nudzić przez cały sezon. W tym aspekcie fantastycznie sprawdza się także czwarty (choć tak bardziej 3,5) członek naszej ekipy, czyli Robal. Jest to dziwna, zmieniająca kolory żaba, która swoim zachowaniem nieraz wywoła u nas salwę śmiechu. Bez wątpienia twarz całej produkcji.

Smoczy Książę

Fot. Kadr z serialu Smoczy Książę

Historia w serialu trzyma tempo przez wszystkie dziewięć odcinków. Ciężko wskazać jakieś większe przestoje, gdyż nawet w momentach mniej emocjonujący naszą uwagę absorbują rozwijające się relacje między bohaterami. Fabuła jest interesująca, choć na pewno przewidywalna. Szkoda, że sezon nie kończy jakoś historii, tylko urywa ją w środku. Nie wiadomo też, kiedy doczekamy się kontynuacji.  Na koniec wspomnę jeszcze, że serial mimo zastosowania grafiki komputerowej wygląda bardzo ładnie. Fajne są designy postaci oraz kolorystyka. Trzeba się tylko przyzwyczaić do niezbyt płynnej momentami animacji. Dobrze prezentuje się tutaj także polski dubbing, choć starszym widzom polecam jednak oryginalne głosy, które lepiej oddają klimat produkcji.

Zobacz również: Na pierwszy rzut oka: przedpremierowo 1. sezon serialu Wariat

Smoczy Książę to warty uwagi serial, nie tylko dla młodszego widza. Coś dla siebie znajdą tutaj również starsi odbiorcy, którzy na przykład dorastali na przygodach Aanga i spółki. Smoczy Książę to świetnie wykreowany świat , barwne postacie, a także wciągająca historia. Największym problemem jest tutaj chyba tylko oczekiwanie na dalszy ciąg historii, gdyż nie mamy jeszcze żadnych informacji o powstawaniu kontynuacji.

Ilustracja wprowadzenia: Netflix

Zawodowy kanapowiec, którego siłą trzeba powstrzymywać przed obejrzeniem kolejnego odcinka serialu. Wieloletni fan kina azjatyckiego - żaden łamiący prawa fizyki chiński wojownik czy wytatuowany japoński gangster nie jest mu straszny. Podczas wypadu do kina ze znajomymi nie pogardzi również dobrym filmem superbohaterskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?