The Eddy – recenzja serialu. Avengers paryskiego podziemia

Witajcie w Paryżu, mieście romantycznym, a jednocześnie jednym z najbardziej pocztówkowych w Europie. W The Eddy jednak będziecie musieli to wszystko porzucić. Nie będzie Pól Elizejskich, Wieża Eiffla nie wyskoczy ponad horyzont choćby na drugim planie, a żeby zobaczyć Luwr, na wspomniane pocztówki należy wrócić. To będzie Paryż, jaki znają raczej lokalni mieszkańcy z wysokim stażem, podziemny, tajemniczy, jednak cały czas intrygujący. Nawet jeśli nie swoim pięknem.

The Eddy to klub jazzowy, na który spadły wszystkie plagi. Trudno mu związać koniec z końcem, ale to tylko wierzchołek góry lodowej. W podróż za jego ratowaniem wyruszamy z Elliotem, współwłaścicielem, który od początku musi się borykać nie tylko z małym zainteresowaniem, jak i szemranymi interesami swojego wspólnika, które właśnie odkrywa. Przy okazji jest kolejnym w twórczości Damiena Chazelle’a pasjonatem. Chodzi mu o istnienie klubu, ale istnienie wraz z duszą, nie tylko drzwiami i barem, ale całą otoczką.

fot. Netflix

Twórcy opowiadają nam historię klubu, stosując zabieg, przywodzący mi na myśl serial Lost. Każdy odcinek popycha historię do przodu, jednak przy okazji skupiając się na jednej konkretnej postaci. W przypadku pasażerów Oceanic były to retrospekcje, tutaj wydarzenia splatają się z fabułą, przy okazji dając pole do popisu każdemu bohaterowi z osobna. Świetnie to współdziała, bo nie jest nachalne. Nie masz wrażenia, że wydarzenia toczą się pod konkretną postać, a możemy zobaczyć jej oblicze w tym samym bagnie, w którym są inni. Bardzo spodobał mi się ten zabieg. (Tak, jest odcinek wysuwający na pierwszy plan postać Joanny Kulig, ma numer 5).

Zobacz również: Kierunek: Noc – recenzja serialu na podstawie prozy Jacka Dukaja

Jak już zaczęliśmy temat, warto wspomnieć tę kreację, bo jest to oczywisty magnes i powód, dla którego o produkcji jest u nas głośno. Serial jest pierwszą po Zimnej Wojnie zagraniczną propozycją, w której możemy śledzić Joannę Kulig (choć nie jest ona jedyną polską aktorką w tym serialu, ale to drugie nazwisko pozwolę Wam odkryć podczas seansu). Jeśli chodzi natomiast o Maję, to jest ona dobrze napisaną postacią, która dopełnia towarzystwo. Będzie też mnóstwo możliwości do posłuchania Kulig w partiach wokalnych, ponieważ jest głównym głosem kapeli. W obydwu rolach sprawdza się bardzo dobrze. Miejmy nadzieje, że jest to kolejna trampolina do dużej kariery Polki.

fot. Netflix

Najbardziej lubię w tym serialu to, jak serial nie popada w patos i tani sentymentalizm. W serial potrafi wejść dramat ludzki, bardzo poważny, jednak przerobiony naprawdę dobrze. Bohaterowie szybko muszą wrócić do życia, nie ma wielkich mów i wystąpień, a wręcz przeciwnie, wciąż jest życie. Wciąż są także problemy, które same się nie rozwiążą. Dlatego też seans The Eddy wywołuje we mnie naturalne emocje. Tak dobrej scenariuszowej subtelności nie spodziewałem się po scenariuszu faceta, którego niedawnymi tekstami były skrypty do Skłodowskiej i Cudownego chłopaka.

Odcinki są całkiem długie, te z najdłuższym metrażem wyskakują dość grubo ponad godzinę. Można powiedzieć, że jak na tyle czasu w niektórych mało się dzieje, a serial ma małe problemy z dobrą regulacją tempa, jednak mi osobiście to nie przeszkadzało. Udało mi się zbratać z bohaterami, jeśli uda się to też Wam, będziecie naprawdę zadowoleni. Jeśli jednak nie, może nie być czego się tu złapać.

Zabrało mi trochę czasu przekonanie się do ostatniego muzycznego filmu Chazelle’a, La la land, jednak teraz, przy The Eddy będzie nieco łatwiej. Jeśli wam też przypadł do gustu i odnajdujecie się w tematyce filmów reżysera, możecie wpadać śmiało. Twórca Whiplash znowu bierze się bowiem za bary z podobnym tematem, nadgryzając go jednak z zupełnie innej strony. Znowu też daje radę stworzyć fantastyczne, słodko-gorzkie zakończenie (ten element lubię w jego twórczości chyba najbardziej), które sprawia, że już w pierwszych sekundach po seansie myślimy o The Eddy wyłącznie bardzo dobrze. Mnie osobiście do tej pory nie przeszło.

Redaktor prowadzący działu recenzji filmowych

Od 2015 w Movies Room, od 2018 odpowiedzialny za działalność działu recenzji filmowych. Uwielbia Wesele Smarzowskiego, animacje Pixara i Breaking Bad. A, no i zawsze kiedy warto, broni polskiego kina.

Kontakt pod l.kolakowski@moviesroom.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?