YOU – recenzja 1. sezonu

Plusem finału YOU jest to, że już wiemy o kolejnym sezonie serialu. Wiemy na pewno, że przyjdzie nam oglądać coś jeszcze bardziej interesującego i hipnotyzującego, a to za sprawą ostatniej sceny finałowego odcinka.

YOU oparto na bestsellerowej powieści o tym samym tytule, której autorką jest Caroline Kepnes. Opowiada generalnie o związku dwójki ludzi, którzy poznają się w księgarni. On tam pracuje, ona poluje na książkę, która zmieni jej życie. Joe (Penn Badgley) korzystając ze współczesnych narzędzi, czyli mediów społecznościowych, dowiaduje się najbardziej intymnych szczegółów z życia dziewczyny, w tym jej adres i zaczyna ją śledzić. Chce wykorzystać zdobyte informacje i sprawić, że ta zakocha się w nim bez pamięci, jako w idealnym księciu z bajki.

Zobacz również: Na pierwszy rzut oka: 4. sezon serialu Outlander

fot. Lifetime

W trakcie kolejnych 10 odcinków pierwszego sezonu, YOU rozwinęło skrzydła. Przez chwilę zdawał się nie być na tyle oczywisty, co przy większości rozwiązań fabularnych, jakie zaproponował. Co prawda Joe pozbył się wszystkich, według niego, zagrażających Beck ludzi – ta przewidywalna część fabuły – ale był moment tej historii, kiedy zrezygnował z kobiety swojego życia, a ta jak ćma lecąca do światła, na powrót zagościła w jego życiu sprowadzając na siebie tragedię.

Mimo przewidywalności fabuła serialu była prowadzona w sposób dobry. Momenty intensywne przeplatały się z tymi spokojniejszymi, a każdy odcinek obfitował w jakieś ważne wydarzenie, którego skutki mogliśmy obejrzeć dopiero w kolejnym. Tak było przede wszystkim z finałem i odcinkiem numer 9. Można powiedzieć, że YOU jest serialem idealnym, jeżeli chodzi o przyciągnięcie do siebie widza. Spodziewamy się, jaki obrót przybiorą sprawy, ale mimo wszystko w dalszym ciągu jesteśmy bardzo zainteresowani rozwiązaniem najważniejszych wątków. Serial Lifetime przyciąga, hipnotyzuje i kiedy go oglądamy nasza rzeczywistość po prostu nie istnieje.

Zobacz również: Ślepnąc od świateł – recenzja miniserialu HBO!

fot. Lifetime

Duża w tym zasługa Elizabeth Lail i Penna Badgleya. Świetnie wcielili się w powierzone im role. Przede wszystkim była między nimi, widoczna na ekranie, więź, dzięki której wszystko wypadło realistycznie. Joe ma dwie twarze, które kiedy trzeba współpracują ze sobą. Jest wyrachowany i bardzo zorganizowany, jeżeli chodzi o popełnianie kolejnych morderstw. Wie kiedy i co zrobić, a nawet jak wrobić innych w czyn popełniony jego rękoma. Z kolei dla innych jest kochanym przyjacielem, sąsiadem i chłopakiem. Beck jest ogromnie podatna na manipulacje, co Joe wykorzystuje do maksimum. Można się kusić o stwierdzenie, że w tym przypadku powiedzenie, że miłość jest ślepa pasuje znakomicie.

Finał pierwszego sezonu może jest przewidywalny i historia miłosna Joe i Beck kończy się tak, jak to założyliście w odcinku pilotowym. Jest jednak pewien element tego epizodu, który sprawia, że drugi sezon wydaje się być jeszcze bardziej interesujący od tegorocznego. Joe bowiem nie obierze kolejnej ofiary, tak jak to na początku się wydawało. Teraz przeszłość będzie chciała załatwić kilka niedokończonych spraw.

ilustracja wprowadzenia: Lifetime

Redaktor

Większość wolnego czasu spędza na oglądaniu seriali i pisaniu o nich.

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?