Fred Hoyle, John Elliot – A jak Andromeda – recenzja książki

Tomasz Drozdowski, 21 lipca 2026

Jednym z najgłupszych pomysłów naukowców są próby kontaktu z obcą cywilizacją. Prym wiodą tu sondy Voyager, powoli gasnące z braku energii, ale zawierające pewne newralgiczne dane na temat Ziemi i człowieka. A przecież całe rzesze pesymistycznych pisarzy SF ostrzegają przed kontaktem, a wśród nich są Fred Hoyle i John Elliot ze swoją napisaną ku przestrodze powieścią A jak Andromeda. Historią trochę o inwazji, ale dość nietypowej, pokazującej, że najgroźniejsza jest informacja.

Do Ziemi dociera silny sygnał radiowy z mgławicy Andromedy. Zaskakująco spójny i nieprzypadkowy, wywołujący euforię wśród brytyjskich uczonych. Wiadomość okazuje się zakodowaną instrukcją budowy zaawansowanego komputera, którego skonstruowanie okazuje się dopiero początkiem. Maszyna wypluwa z siebie bowiem kolejny kod, tym razem zawierający przepis na żywą istotę…

Co powinna zrobić ludzkość po usłyszeniu sygnału z kosmosu? Zasłonić kosmiczne okna, zaryglować drzwi i liczyć, że nikt nie raczy pojawić się osobiście pod naszymi drzwiami. Tymczasem po otrzymaniu danych z innej galaktyki bohaterowie A jak Andromeda ochoczo biorą się za budowę podejrzanego już od początku kompa. W trakcie ginie dziewczyna z ekipy uczonych. I co dzieje się dalej? Maszyna odwzorowuje jej wygląd i tworzy Andromedę, istotę mającą co prawda przyjazną aparycję, ale zamiary podejrzane.

Fred Hoyle perfekcyjnie ujął ślepe dążenie człowieka do samozagłady. Jesteśmy jak dziecko kuszone czerwonym balonikiem, nie baczące, że trzymać może go drapieżca. Jedynie John Fleming, młody i niezależny myślowo naukowiec, ma słuszne wątpliwości, czym nie zyskuje sympatii jajogłowych kolegów po fachu. Finalne akordy powieści pokazują jednak, że sceptycznych głosów warto słuchać. A już na pewno, gdy chodzi o sprawy natury kosmicznej.

Motyw tajemniczej informacji z kosmosu nie jest obecny jedynie w A jak Andromeda. Głos Pana Stanisława Lema mówił o bliźniaczym zjawisku, ale krakowski mistrz inaczej podszedł do tego zagadnienia. Hoyle i Elliot zakładają, że człowiek zrozumie przekaz z gwiazd. Co więcej, postąpi zgodnie z jego instrukcjami, mimo wielu argumentów przeciw. Lem z kolei zakłada, że nie zrozumiemy wiadomości i to nie na poziomie lingwistycznym, a pojęciowym. Informacja z odległych gwiazd może być przecież tym, czym poezja i matematyka dla roju mrówek. Warto poznać więc nie tylko niniejszą książkę, ale i rodzimą interpretację jej idei przewodniej.

A jak Andromeda to opowieść o granicach, których nie powinniśmy przekraczać w swoim małpim dążeniu do boskiej wszechwiedzy. Głos z odległej Andromedy to nie wiadomość z pozdrowieniami i zapewnienie o pokoju, a kosmiczny koń trojański, który niemal został wpuszczony za bramy i to z wiwatami. Hoyle i Elliot tworzą opowieść ku przestrodze, pokazującą przy okazji wścibską, nielogiczną naturę człowieka, mogącą kiedyś doprowadzić go do zguby. A jak Andromeda to SF dla fanów ambitnej, naukowej części tego nurtu, stawiającej na futurologiczne rozważania, a nie na płytką akcję. Wprost idealne dzieło do serii Wehikuł czasu Rebisu.


Okładka książki A jak Andromeda

Tytuł oryginalny: A for Andromeda
Autor: Fred Hoyle, John Elliot
Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
Wydawca: Rebis 2026
Stron : 263
Ocena: 80/100 

Tomasz Drozdowski

Dziennikarz, felietonista. Miłośnik klasyki SF, komiksów i muzyki minionych bezpowrotnie dekad.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

moviesroom.pl

Jest Was już ponad 110.000! Obserwuj największy profil z ciekawostkami filmowymi. Zapraszają Tom Rewers i redakcja MR🎬