Gdy niemal równo trzy lata temu na platformie Netflix ukazała się mocna pozycja, w której dwie osoby o różnych statusach społecznych skakały sobie do gardeł, z miejsca została ona okrzyknięta wielkim hitem. Oczywiście tak udany projekt nie mógł zostać pozostawiony sam sobie. Choć więc tamta opowieść dobiegła końca, postawiono na antologię. I dzisiaj Awantura powraca z nowym sezonem oraz dosyć imponującą ekipą. Na razie rzuciłem okiem na pierwszy epizod, bo mimo wszystko wdarła się typowa nieufność, czy faktycznie jest co oglądać, czy będzie to casus Detektywa.
Sezon pierwszy Awantury był prawdziwym rollercoasterem emocji. Już otwierająca spektakl scena była dynamiczna, a potem dostawaliśmy kolejne zwroty akcji i ciekawie poprowadzone wątki. Nowe otwarcie na szczęście nie próbuje iść drogą klasycznego Hollywood, podkręcając na siłę dynamikę, bo i raczej daleko by na tym nie zaszli. Tym razem naprzeciw siebie staną dwie zupełnie odmienne pary. Po jednej stronie barykady stanie szef country clubu i jego żona (Oscar Isaac i Carey Mulligan), po drugiej zaś - dwoje młodych pracowników (Charles Melton oraz Cailee Spaeny), którzy przypadkiem trafili na bardzo ostrą kłótnię tych pierwszych. Choć z początku sytuacja wydaje się być łatwa do opanowania, pewne bardzo niepokojące wieści zupełnie zmieniają stan rzeczy.

Niewątpliwie już na starcie dużym atutem sezonu są aktorzy. Umówmy się, naprawdę trzeba się postarać, by zmarnować taki potencjał. Isaac i Mulligan to obecnie jedni z najlepszych aktorów z Krainy Snów, i to nie tylko swojego pokolenia, a ich naturalne sceny sporów były ozdobą odcinka. Spaeny jest jedną z najjaśniej świecących młodych gwiazd, na każdym kroku emanująca naturalnością także i w Awanturze. U jej boku trwa znany z Riverdale Melton, i choć jest najsłabszym ogniwem, radzi sobie całkiem nieźle jako dobroduszny, ale trochę pogubiony chłopak. Inna sprawa, że jak na razie nie mogę powiedzieć, by sama otoczka dorównywała takiemu gwiazdozbiorowi.
Nie piszę oczywiście, że jestem zupełnie rozczarowany otwierającym epizodem i nie jestem ciekaw, co będzie dalej, niemniej 1. sezon od początku angażował emocjonalnie, regularnie podkręcając tempo. W kolejnym mamy wstępnie zarysowane starcie pokoleniowe i tradycyjny pojedynek dwóch różnych sfer. Konflikt ma nieco subtelniejszą warstwę i poza jedną mocniejszą sceną oraz późniejszym zwrotem akcji - dwa kluczowe elementy, które stanowią punkt odbicia się dla całej fabuły - dużo tutaj wstępnej ekspozycji życia bohaterów, ich problemów, kompleksów, nierzadko ukrywanych skrzętnie faktów. Pojawia się przy tym satyra na wyższe sfery, acz jak dotąd mało wyszukana. Tak jakby twórcy bardzo chcieli pociągnąć motywy z poprzedniej historii i jednocześnie wpisać się w trendy innych znanych seriali, a do tego dorzucić mocne nazwiska - bo szczerze mówiąc nie mam pewności, czy byłbym zaintrygowany narracją, gdybym nie widział twarzy, które same w sobie gwarantują przynajmniej niezłą rozrywkę. Na plus muszę oznaczyć klimatyczny soundtrack, nadający całości bardziej niepokojący charakter.

Awantura już zawsze będzie definiowana wybuchowym pierwszym sezonem i tego akurat po prostu nie da się uniknąć. Sezon kolejny wykazuje pewien potencjał, starając się nie iść na łatwiznę, aczkolwiek póki co trudno jest znaleźć w nim coś wyjątkowego i unikalnego. Być może jest to jedna z produkcji, które potrzebują chwili cierpliwości i niebawem wszystko się rozkręci, czas pokaże. Być może jestem trochę uprzedzony, być może zbyt wcześnie czekałem na “pioruny”, niemniej zachowuję ostrożność.
Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.