Movies Room - Najlepszy portal filmowy w uniwersum

The Old Oak – recenzja filmu. Utopijny miód na serce

Autor: Adam Kudyba
14 maja 2024
The Old Oak – recenzja filmu. Utopijny miód na serce

Kręcenie kina wrażliwego społecznie, choć nosi w sobie dużo wartości, zwykle obarczone jest ryzykiem wpadnięcia w pułapki banału i przerysowania. Ken Loach zapewne przerabiał je w głowie bardzo długo, dzięki czemu często się ich ustrzegał, stając się mistrzem w tym filmowym podgatunku. Jako że The Old Oak jest ostatnim dziełem legendarnego reżysera. Należy zadać sobie pytanie – czy zszedł ze sceny niepokonany?  

Akcja dzieje się w fikcyjnym, angielskim miasteczku, którego czasy prosperity już dawno minęły. Niegdyś miejscowość straciła główne źródło dobrobytu, a jedynym otwartym miejscem spajającym mieszkańców jest funkcjonujący od dekad, prowadzony przez TJa (Dave Turner) pub o nazwie zawartej w tytule filmu. Pojawienie się w miasteczku syryjskich uchodźców staje się główną osią konfliktu nowo przybyłej grupy ze sfrustrowanymi mieszkańcami.  

Niniejszy opis mógłby sugerować dokonany z użyciem łopaty podział na dobrych, biednych, cierpiących uchodźców i zaściankowych, rasistowskich Anglików. Mógłby, ale nie z Loachem te numery. Reżyserowi udaje się mocne nakreślenie socjologicznych niuansów tej historii. Część polskiego społeczeństwa, zwłaszcza ta, której losy naznaczono reformami Balcerowicza, mogłaby poczuć silną więź z bohaterami. Ich uprzedzenie do przybyszów bardziej niż z ksenofobii, pochodzi z własnego niedostatku. Nietrudno więc się dziwić pulsującej zawiści na widok ludzi, którzy hurtowo otrzymują dobra materialne. Film można też rozpatrywać jako oskarżenie wobec politycznych elit, dla których kwestia imigrantów jest gorącym kartoflem, odpowiedzialnością przerzucaną na mieszkańców, którzy już i tak ledwo wiążą koniec z końcem w mieście bez perspektyw. 

O ile Loach całkiem zręcznie i wnikliwie próbuje portretować angielską mikrospołeczność, o tyle mam wrażenie, że w przypadku Syryjczyków kompletnie mu się to nie udało, choć potencjał na to był. Zwłaszcza mowa tu o scenie z młodym chłopakiem-uchodźcą napadniętym przez kolegów w ramach odwetu za zachowanie wobec jednej z koleżanek. To był idealny moment, żeby uczciwie – bez usprawiedliwienia, a z wyjaśnieniem – zaakcentować niejednorodność grupy uchodźczej, która – tak jak każda inna – zawiera w sobie jednostki cechujące się empatią i dobrem, jak i te, które z różnych przyczyn zachowują się niezgodnie ze społecznymi normami. Szkoda, że ten wątek nie został pociągnięty, co ostatecznie doprowadziło do znacznego wygładzenia obrazu Syryjczyków.  

Cierpi na tym też główna bohaterka, Yara (Ebla Mari), która, choć niewątpliwie budzi współczucie, w fabule jest pustą kartką, której napisano same wzniosłe dialogi. Znacznie lepiej Loach podszedł do głównego bohatera, TJa Ballantyne’a (świetny Dave Turner) Obserwujemy mężczyznę od pierwszej sceny, kiedy pomaga uchodźcom zakwaterować się w nowym mieszkaniu. Choć ma dobre serce i pomaganie potrzebującym uważa za naturalną rzecz, przedłużenie nauk ojca, który lata temu wraz z innymi górnikami walczył przeciw opresyjnym rządom Thatcher, nie jest postacią pierwszego frontu. Rasizm kolegów zbywa milczeniem i półsłówkami. Niby stara się łagodzić sytuację, ale nie jest w stanie się mocniej postawić. Trochę łatwiej jednak zrozumieć jego postawę, wiedząc, że pub to jedyne – i tak już niezbyt dobrze prosperujące – źródło jego utrzymania, na które składają się głównie ci, którzy narzekają na przyjmowanych przez TJa uchodźców. 

The Old Oak przedstawia nieco utopijną wizję mikroświata, w którym w ekspresowym tempie dochodzi do pojednania i zasymilowania się uchodźców w społeczności, która dotychczas okazywała im głównie wrogość. Nie mam pretensji do samej wizji szczęśliwego zakończenia, tylko do tego, że następuje ono – moim zdaniem – nieproporcjonalnie szybko względem temperatury społecznej w miasteczku. Przez to pojawia się problem z uwierzeniem w to, co się widzi na ekranie, zwłaszcza w finale. 

Ken Loach zachował do samego końca swój socjologiczny pazur oraz wiarę w to, że istnieją przestrzenie na wspólnotę i człowieczeństwo. W The Old Oak portretuje ludzi, którzy (parafrazując cytat z filmu) gdyby uświadomili sobie jak wiele ich łączy i jaką siłę to ze sobą niesie, mogliby zmienić świat (w końcu wszyscy są ofiarami systemów, które wpędziły je w biedę). Z filmu bije nadzieja, że taka świadomość jest możliwa do obudzenia. 

Zobacz inne recenzje na łamach Movies Room:

Adam Kudyba

Dziennikarz

Dziennikarz filmowy, który uwielbia kino gatunkowe. Od ckliwych komedii po niszowe horrory. W redakcji Movies Room odpowiedzialny za recenzje oraz rankingi.

Komentarze (0)
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.