Kingdom Hearts III – recenzja pięknego zwieńczenia niekończącej się opowieści!

Kingdom Hearts III to zdecydowanie jedna z najbardziej oczekiwanych tegorocznych premier. Trudno się dziwić, zważywszy na to, że od drugiej części minęło blisko 13 lat. Przez cały ten czas pojawiały się informacje o pracach nad kontynuacją, lecz ta ciągle się nie ukazywała. Aż do teraz. Jednak czy wygłodniali fani zaspokoją swój apetyt najnowszym produktem od Square Enix? Zapraszam do recenzji Kingdom Hearts III.

Przy serii rozciągniętej aż na 17 lat, mogą pojawić się trudności ze sprecyzowaniem konkretnej grupy docelowej Kingdom Heart III. Bo czy osoby grające w pierwszą cześć serii w dniu premiery, czyli w 2002 roku, nadal będą mieli chęć hasać z Kaczorem Donaldem i spółką? Do tego seria Kingdom Hearts od tego momentu rozrosła się do kilkunastu tytułów, więc trudno, by świeży gracze połapali się niezwykle pokrętnej fabule stworzonej przez Tetsuyę Nomurę. Okazuje się jednak, że Kingdom Hearts III potrafiło przyciągnąć do siebie graczy, a w tydzień po premierze gra sprzedała się już w ponad 5 mln egzemplarzy, bijąc w Japonii nawet Resident Evil 2 Remake. Wszystko wskazuje więc na to, że seria ma nadal wielu fanów, choć oczywiście mogła tu zadziałać także magia Disneya.

Zobacz również: Metro Exodus – recenzja postapokaliptycznej rewelacji

O czym jest więc Kingdom Hearts? Głównym bohaterem jest tu Sora, który otrzymuje tajemniczą broń – Keyblade’a i wyrusza, by walczyć ze złem – czy raczej Ciemnością. Już na początku swojej przygody spotyka Kaczora Donalda i Goofy’ego, a później także Myszkę Miki. Tak, w tej serii stworzonej przez Japończyków spotykamy postacie z filmów/animacji Disneya. Ale to nie wszystko, podróżujemy tu również do światów żywcem wyjętych z produkcji Disneya.

Wracając do fabuły, ta z mojego opisu wydaje się typowa i prosta, ale to, co przez te kilkanaście lat zaprezentowali nam twórcy, zdecydowanie bym tak nie nazwał. To istny labirynt zawiłości, który nie jednego fana przyprawił o ból głowy. Kingdom Hearts III to zwieńczenie wielu z tych wątków, więc trudno obejść się bez ich znajomości. Gra daję nam krótkie streszczenie historii w formie wideo, ale połapanie się we wszystkim po ich obejrzeniu nie jest łatwe. Dla niewtajemniczonych zapraszam więc do mojego podsumowania poprzednich gier, które znajdziecie poniżej w linku.

Kingdom Hearts III

Fot. Screen z gry Kingdom Hearts III

Tak więc w trzeciej odsłonie serii ponownie pokierujemy losami Sory i jego disnejowskich przyjaciół. Nasz bohater po wydarzeniach z Dream Drop Distance, gdzie spotyka odrodzonego Master Xehanorta i jego Prawdziwą Organizację XIII – czyli naszych głównych antagonistów w trójce – musi przywrócić swoje częściowo utracone moce. W Tym celu Yen Sid wysyła Sorę do Herkulesa, który kiedyś również stracił moce. To właśnie do świata znanego z animacji Herkules udajemy się w pierwszej kolejności.

Zobacz również: O co chodzi w Kingdom Hearts? Poznajcie fabułę najbardziej pogmatwanej serii w historii branży gier!

Kingdom Hearts III był reklamowany nie tylko jako zwieńczenie losów Sory, ale także jako gra, gdzie odwiedzimy wiele światów Disneya, w tym sporo tych z najnowszej biblioteki studia. W trójce na start trafiamy do znanego już fanom serii świata Herkulesa. Tym razem dostajemy jednak znacznie większy obszar do zwiedzania, gdyż w poprzednich częściach była to tylko arena Olimpijska, gdzie toczyliśmy walki w turniejach. Teraz pochodzimy także po Tebach czy po siedzibie bogów – Olimpie. I właśnie szczególnie ta druga miejscówka wygląda obłędnie. W następnych etapach gry przeniesiemy się do miejscówek znanych z filmów Toy Story, Potwory i Spółka, Wielka Szóstka, Zaplątani, Kubuś Puchatek, Piraci z Karaibów oraz Kraina Lodu. Fani Disneya mogą być w niebo wzięci.

Światy stworzone na podstawie filmów Disneya wyglądają naprawdę wspaniale i zostały bardzo wiernie odwzorowane. Fani, którzy oglądali je po kilkanaście razy, na pewno nie zawiodą się dbałością o szczegóły. Świetna grafika gry pozwoliła na prawdziwe cuda, gdyż w wielu miejscach trudno odróżnić grę od animacji, którą mogliśmy oglądać w kinach. Wygląda to kapitalnie. Nie jest już tak różowo, jeśli spojrzymy na te miejscówki pod względem gamingowych i konstrukcji poziomów. Tu niestety jest mocno nierówno. Niektóre światy dają naprawdę dużo zabawy ciekawie zaplanowanymi lokacjami, niektórej jednak nużą dużą schematycznością. Szczególnie przyczepił się bym do światów z Potworów i Spółki oraz Toy Story, które zdawały się być stworzone bez większego pomysłu.

Zobacz również: Beat Saber – recenzja gry o… perkusistach Jedi?!

Dość schematycznie wypadają też historie związane z kolejnymi światami. Często wiąże się to z powtarzaniem tego samego schematu – trafiamy na nową planetę, poznajemy nowych bohaterów, pomagamy im w walce z ciemnością, która trafiła do ich krainy, a na koniec walczymy z bossem. W Międzyczasie przewija się jeszcze małe nawiązanie do głównej osi fabularnej. Jest to oczywiście wada, jednak podczas grania naprawdę mi to nie przeszkadzało. Rekompensowało mi bowiem wszystko historie i bohaterowie z filmów Disneya. Jednym razem trafialiśmy w sam środek fabuły filmu i odgrywaliśmy w tym jakąś rolę – Zaplątani czy Kraina Lodu, a innym trafialiśmy już po wydarzeniach znanych z animacji i poznawaliśmy inną historię – Toy Story. Po prostu nie ma czasu na nudę.

Kingdom Hearts III

Fot. Screen z gry Kingdom Hearts III

Na przyjemność z grania w Kingdom Hearts III wpływa oczywiście także system walki. Ten w głównych założeniach nie uległ większej przebudowie. Nadal więc przede wszystkich korzystamy w prostych uderzeń, które przeradzają się kombinacje. Mamy też do dyspozycji magię – tu również pozostawiono te znane z poprzednich części, jak ogień, zamrażanie, pioruny, woda, leczenie i tarcza. Po naładowaniu odpowiedniej ilości punktów energii dostajemy teraz także możliwość z korzystanie ze specjalnych ataków łączonych z naszymi kompanami, lecz także przemieniające Sorę w jego drugą formę, co daje miedzy innymi większą szybkość i inne rodzaje ataków. Mamy także ataki specjalne związane z dzierżonym przez nas Keybladem, które są dla każdego inne. Nowe Keyblade’y zdobywamy przechodzą daną miejscówkę i ataki specjalne związane są właśnie z tym światem. Na przykład wykorzystując Keyblade’a zdobytego u Herkulesa, możemy przywołać rydwan ciągnięty przez pegaza, który strzela we wrogów piorunami. Broni jest dużo, wiec tak samo dużo jest różnych ataków specjalnych.

Zobacz również: Resident Evil 2 – remake prawie że idealny

Najbardziej efektownie prezentują się jednak ataki łączone, które wykonujemy razem z naszymi towarzyszami. Tych również jest całe mnóstwo. Mamy stałe, które wykonujemy z Donaldem i Goofym – jak przyzywanie pirackiego statku, który rozjeżdża wrogów, jazda w kręcących się filiżankach czy przyzwanie kolejki górskiej, przy pomocy której sprzedamy do przeciwników – a to zaledwie ułamek, bo te ciągle pojawiają się nowe. Do tego na każdym ze światów, gdy dołączą do nas tamtejsi bohaterowie, pojawiają się jeszcze nowe kombinacje z ich wykorzystaniem – jak wyrzutnia zrobiona z włosów Roszpunki czy atak przy użyciu rakiety znanej z Toy Story. Kingdom Hearts III naprawdę trudno o nudę podczas siekania kolejnych tabunów wrogów, gdyż nasz arsenał jest przepotężny. A wszystkie te ataki animowane są prześlicznie, więc trudno oderwać od nich oczu. Rozgrywka jest więc bardzo przyjemna i satysfakcjonująca.

Można przyczepić się jedynie do poziomu trudności, który w porównaniu z pierwszą częścią jest o wiele niższy. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby odpalić rozgrywkę na hardzie, co polecam, bo na standardowym trybie gra przechodzi się praktycznie sama.

Zobacz również: Zagrajmy w to jeszcze raz – Dragon Ball: Xenoverse (2015)

Gdybyście mieli jednak dość siekania kolejnych Heartlessów, to twórcy przygotowali także dużo aktywności pobocznych. W Twilight Town spotykanym na przykład szczura Remy’ego z animacji Ratatuj. Po udzieleniu mu pomocy możemy udać się od jego restauracji, gdzie uczymy się przyrządzać potrawy, które możemy później zjeść. Wcześniej musimy jednak zebrać potrzebne składniki, więc wracamy tam co jakiś czas, gdy trafi nam się coś ciekawego w którymś ze światów. Powrócił także gumiship, czyli nasz klockowy statek kosmiczny. Teraz dostaliśmy jednak także wiele aktywności z tym związanych. W kosmosie możemy bowiem walczyć z przeciwnikami, a w wszystko to przypomina stare gry arcade, gdzie strzelamy do statków wroga. Jeśli chodzi o klasyczne gry, to Sora dostaje telefon, na którym możemy zagrać w tego typu gry. Kolejne tytuły odblokowujemy, znajdując kartridże w skrzyniach rozsianych po lokacjach. Oczywiści w grze mamy także wiele ukrytych miejscówek z cennymi skarbami, więc warto eksplorować lokacje.

Zobacz również: Far Cry New Dawn – recenzja gry

Przejdźmy teraz do najważniejszej części recenzji, czyli jak w Kingdom Hearts III wypada główna oś fabularna. Twórcy od dawna zapowiadali tę część jako zwieńczenie sagi Ansema, która budowana była od siedemnastu lat. Przez ten czas powstało wiele wątków i zawiłości, które niemiłosiernie się rozrosły. Więc tak, jest całkiem dobrze, lecz na pewno nie wszyscy będą zadowoleni. Dostaliśmy pewne zwieńczenie i pozamykano dużo wątków, jednak twórcy nie zakończyli całej historii, zostawiając furtkę na kontynuację. Można się oczywiści cieszyć, jednak wielu fanów serii liczyło na coś więcej. Do tego w całej grze za mało było głównej historii. Przejście gry zajmuje około 40 godzin, jednak przez większość czasu głównie eksploatujemy disnejowskie światy, a fabuły związanej z naszymi protagonistami jest jak na lekarstwo. Zmienia się to dopiero w kilku ostatnich godzinach, gdzie wszystkiego jest za dużo i dzieje się za szybko. Zdecydowanie mogło zostać to lepiej rozplanowane.

Kingdom Hearts III

Fot. Screen z gry Kingdom Hearts III

Nie znaczy to, że jest źle, bo nie jest. Nadal fani będą się wiele razy szczerzyć, widzą tak dużo postaci z poprzednich części w jednym miejscu oraz naprawdę spektakularne zakończenie. Fajnie wypada także wątek głównego bohatera, Sory. Od początku gry szuka on swojego miejsca na świecie. Chce on wyjaśnić kwestię jego Nobody, Roxasa, a także próbuj sobie poradzić z ciemnością w sercu, które chce wykorzystać Xehanort, werbując go do swojej Organizacji XIII. Sora przez całą grę stopniowo dorasta, by ostatecznie stanąć na wysokości zadania.

Zobacz również: Opowieści o zakapturzonych zabójcach – historia serii Assassin’s Creed!

Na koniec wspomnę jeszcze, że Kingdom Hearts III wygląda i brzmi fenomenalnie. Za graficzne wodotryski odpowiada tutaj Unreal Engine 4 i zdecydowanie sprawdza się świetnie. Wiele światów Disneya wygląda jak żywcem wyjęte z animacji, a przepięknie prezentujący się Piratów z Karaibów trudno odróżnić nawet od filmu. Szczegółowość, gra świateł – wszystko współgra znakomicie. Za warstwę muzyczną ponownie odpowiada tutaj Yoko Shimomura przy współpracy z Tsuyoshim Sekito oraz Takeharu Ishimoto. Za piosenki otwierające i zamykające grę odpowiada za to świetna Hikaru Utada. Mnie szczególnie przypadł do gustu motyw przewodni Twilight Town, a także piosenka Don’t Think Twice.

Hingdom Hearts III to gra, której z miejsca chciałoby się dać 10/10. Przyjemność z gry jest bowiem ogromna, a na każdym kroku jej przechodzenia zostajemy czymś zauroczeni. Niestety, gdy się głębiej przyjrzeć, okazuje się, że produkcja ma swoje mankamenty. Czy jednak właśnie nie o dobrą zabawę chodzi w grach? Ja osobiście tych kilkudziesięciu godzin spędzonych z Kingdom Hearts III nie zamieniłbym na nic innego, bo cała seria jest dla mnie naprawdę wyjątkowa i oryginalna, o co w dziś już naprawdę trudno w wysoko budżetowych produkcjach. A sama trójka, choć z małym uszczerbkiem, to pięknie domknięcie kilkunastoletniej sagi, a ja jestem szczęśliwy, że mogłem uczestniczyć w tej przygodzie. A teraz czekam na ciąg dalszy.

Grę w wersji na PS4 udostępnił polski wydawca, firma Cenega.

Ilustracja wprowadzenia: screen z gry Kingdom Hearts III

Zawodowy kanapowiec, którego siłą trzeba powstrzymywać przed obejrzeniem kolejnego odcinka serialu. Wieloletni fan kina azjatyckiego - żaden łamiący prawa fizyki chiński wojownik czy wytatuowany japoński gangster nie jest mu straszny. Podczas wypadu do kina ze znajomymi nie pogardzi również dobrym filmem superbohaterskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?