Resonance: A Plague Tale Legacy – recenzja gry. Zerwanie z dziedzictwem.

Jakub Szumiński, 9 września 2026

Seria A Plague Tale zdążyła wyrobić sobie bardzo charakterystyczną pozycję. Zarówno A Plague Tale: Innocence, jak i późniejsze A Plague Tale: Requiem były produkcjami ciężkimi, mrocznymi i momentami wręcz przytłaczającymi. Asobo Studio potrafiło połączyć dramat z elementami thrillera oraz horroru, a następnie dorzucić do tego bohaterów, których losami naprawdę można było się przejmować. Resonance: A Plague Tale Legacy, które zadebiutowało 27 sierpnia, próbuje zrobić z tym uniwersum coś zupełnie innego. Spin-off nie zamierza być trzecią częścią serii i zdecydowanie nie próbuje kopiować wcześniejszych odsłon. Po ukończeniu wersji na PlayStation 5 mam jednak wrażenie, że właśnie ta odmienność jest jednocześnie jedną z największych zalet i największych wad całej produkcji.

Spin-off, który żyje swoim życiem

Resonance: A Plague Tale Legacy funkcjonuje przede wszystkim jako osobna produkcja i pod tym względem wypada naprawdę dobrze. W mojej ocenie to jej jednoczesne błogosławieństwo i przekleństwo. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy spojrzymy na tytuł A Plague Tale Legacy i zaczniemy zastanawiać się, ile właściwie zostało tutaj z dwóch poprzednich gier. Oczywiście świat i pewne fundamenty pozwalają połączyć wszystkie produkcje, ale klimat, dialogi, sposób prowadzenia historii oraz sama rozgrywka są już wyraźnie inne. Momentami trudno wręcz poczuć, że znajdujemy się w tym samym uniwersum.

Poprzednie odsłony potrafiły złapać za serce, uderzyć mocniejszym dramatem i bardzo sprawnie wykorzystywały mroczniejszą stronę swojej rzeczywistości. Resonance skręca natomiast w kierunku znacznie bardziej klasycznej gry przygodowej. Produkcja jest dynamiczniejsza, pełniejsza akcji i zdecydowanie bardziej filmowa. Nie traktuję tego automatycznie jako wady, ponieważ mamy przecież do czynienia ze spin-offem. Twórcy nigdy nie obiecywali, że dostaniemy Requiem 2 pod inną nazwą. Trzeba jednak mieć świadomość, że osoby przychodzące tutaj właśnie po emocje charakterystyczne dla wcześniejszych części mogą poczuć pewien niedosyt.

Ktoś naprawdę chciał opowiedzieć tę historię

Największym atutem Resonance pozostaje dla mnie sposób, w jaki twórcy próbują swoją historię przedstawić. Już samo wprowadzenie pokazuje, że nie mamy do czynienia z produkcją zrobioną wyłącznie po to, żeby wykorzystać rozpoznawalną markę. Czuć, że ktoś podszedł do tej opowieści z sercem i miał konkretną wizję tego, jak powinna wyglądać.

Ogromną rolę odgrywają cutscenki. Jest ich dużo, są efektowne i mają bardzo wyraźny filmowy sznyt. Praca kamery, lokacje, muzyka i sposób przedstawiania bohaterów składają się na przygodę, którą po prostu dobrze się ogląda. Dobrze wykorzystano również fakt, że na pierwszym planie znajduje się kobieca bohaterka. Nie jest to wyłącznie kosmetyczna zmiana protagonisty, ponieważ jej obecność i sposób prowadzenia postaci dobrze współgrają z opowiadaną historią.

Filmowość nie dochodzi przy tym do poziomu znanego chociażby z Hellblade, gdzie momentami można odnieść wrażenie, że uczestniczymy w filmie, trzymając przede wszystkim gałkę analogową skierowaną do przodu. Resonance nadal chce być grą i daje graczowi zdecydowanie więcej do roboty. Problem polega na tym, że czasami można odnieść wrażenie, iż podczas produkcji ktoś tak bardzo zapatrzył się w kinową stronę projektu, że odrobinę zapomniał o pozostałych elementach.

Przechodzimy zbyt mocno wytyczoną ścieżką …

Najlepiej widać to podczas eksploracji. Lokacje potrafią wyglądać przepięknie, ale bardzo szybko orientujemy się, jak mocno są hermetyczne. Kolejne fragmenty sprawiają wrażenie jazdy po torowisku, z którego praktycznie nie możemy zjechać. Gra wskazuje konkretną trasę, a naszym zadaniem jest przede wszystkim podążanie nią do kolejnego punktu historii.

Sama liniowość nie byłaby jeszcze problemem. Obie poprzednie części A Plague Tale również nie próbowały przecież udawać ogromnych sandboksów. Tutaj brakuje jednak większej swobody wewnątrz przygotowanych lokacji. Eksploracja szybko staje się uboga, a kolejne przejścia zaczynają wyglądać bardzo podobnie. W pewnym momencie zwyczajnie przestaje się chcieć zaglądać w każdy kąt i szukać wszystkich znajdziek, ponieważ gra nie buduje wystarczającej ciekawości dotyczącej tego, co może znajdować się gdzieś obok głównej ścieżki.

Podobnie potraktowany został rozwój bohaterki. Skille i elementy progresji istnieją, ale całość pozostaje bardzo prosta i nie daje poczucia budowania postaci dokładnie pod własny sposób rozgrywki. Resonance nie potrzebowało oczywiście nagle zmieniać się w rozbudowanego RPG-a, jednak kilka dodatkowych warstw mechanicznych zdecydowanie pomogłoby urozmaicić kolejne godziny.

Walka daje więcej frajdy niż eksploracja

Znacznie lepsze wrażenie pozostawia sama walka. Starcia są przyjemne i dobrze współgrają z bardziej przygodowo-akcyjnym kierunkiem całej produkcji. Właśnie podczas bardziej dynamicznych fragmentów najlepiej widać, że odejście od schematów poprzedników nie było pozbawione sensu. Resonance potrafi nabrać tempa i wtedy zwyczajnie dobrze się w nie gra.

Problem pojawia się pomiędzy tymi momentami. Schemat przechodzenia przez kolejne lokacje staje się z czasem powtarzalny. Podążamy wyznaczoną ścieżką, wykonujemy to, czego aktualnie oczekują twórcy, oglądamy kolejną bardzo dobrze zrealizowaną scenę i ruszamy dalej. Mechanicznie brakuje czegoś, co regularnie przełamywałoby tę strukturę. Paradoksalnie gra pełna akcji potrafi więc momentami stać się monotonna.

Historia Hollywoodzka, w tym złym sensie …

Największy dysonans wywołuje u mnie sama fabuła. Widać, że twórcy przywiązywali do niej ogromną wagę. Widać również, że chcieli stworzyć przygodę mającą filmowy charakter. Niestety sama historia nie zawsze nadąża za jakością jej prezentacji.

Brakuje przede wszystkim zaskoczeń. Kilkukrotnie Resonance dość wyraźnie sugeruje, co za chwilę może się wydarzyć, a następnie robi dokładnie to, czego się spodziewaliśmy. Początkowo można jeszcze zakładać, że jest to celowe wprowadzenie w błąd albo przygotowanie gruntu pod późniejsze odwrócenie sytuacji. Kiedy jednak przewidywania regularnie się sprawdzają, napięcie zaczyna znikać. Również zakończenie nie daje tak mocnego uderzenia, jakiego można byłoby oczekiwać po historii przygotowywanej z tak dużym naciskiem na filmowość.

Szczególnie mocno odczuwa się to właśnie przez obecność A Plague Tale w tytule. Poprzednie gry nauczyły mnie, że ta seria potrafi emocjonalnie przycisnąć gracza do ściany. Resonance opowiada historię przyjemną i sprawnie zrealizowaną, ale zdecydowanie mniej porywającą. Jako samodzielna przygodówka działa bardzo dobrze. Jako kolejna historia z tego uniwersum pozostawia już trochę większy niedosyt.

Audiowizualnie jest znakomicie

Znacznie trudniej przyczepić się do oprawy. Wersja na PlayStation 5 prezentuje się naprawdę świetnie. Lokacje są piękne, przygotowano mnóstwo atrakcyjnych assetów, postacie wyglądają bardzo dobrze, a całość ma odpowiednią skalę i filmowy charakter. Wielokrotnie zdarzało mi się zatrzymać przede wszystkim po to, żeby popatrzeć na przygotowane otoczenie.

Jeszcze większe wrażenie zrobiła na mnie oprawa dźwiękowa i muzyczna. Soundtrack świetnie współpracuje z wydarzeniami, potrafi budować atmosferę i dodatkowo podkreśla najbardziej widowiskowe sceny. Cała warstwa audiowizualna spokojnie zasługuje u mnie na okolice 9, a momentami nawet 9,5/10. Twórcy wiedzieli, jak stworzyć widowisko i jak sprawić, żeby kolejne sceny wyglądały oraz brzmiały jak fragment dużej przygodowej produkcji.

Resonance: A Plague Tale Legacy – czy warto zagrać?

Resonance: A Plague Tale Legacy jest bardzo fajną grą i jednocześnie dość nietypowym spin-offem. Z jednej strony czerpie z istniejącego świata, z drugiej robi niemal wszystko, żeby nie być kolejnym A Plague Tale w dotychczasowym rozumieniu tej nazwy. Samodzielnie funkcjonuje naprawdę dobrze. Problem polega na tym, że momentami trudno poczuć, dlaczego właściwie ta konkretna historia musiała zostać opowiedziana właśnie w tym uniwersum.

Filmowe podejście, przepiękna oprawa, fantastyczna muzyka, dobrze przygotowane postacie i przyjemna walka sprawiają, że całość wspominam zdecydowanie pozytywnie. Jednocześnie liniowa i uboga eksploracja, prosty rozwój postaci, monotonia kolejnych lokacji oraz zbyt przewidywalna historia nie pozwalają postawić Resonance obok najlepszych elementów poprzednich odsłon.

Najbardziej szkoda mi chyba tego, że wszystkie elementy potrzebne do stworzenia naprawdę świetnej gry są tutaj widoczne. Wystarczyłoby dać graczowi trochę więcej swobody, mocniej rozbudować warstwę gameplayową i przede wszystkim pozwolić historii kilka razy naprawdę nas zaskoczyć. Wtedy moglibyśmy rozmawiać o produkcji ocierającej się o najwyższe noty. Nadal jednak dostaliśmy bardzo dobrze zrealizowaną, piękną i filmową przygodę, która udowadnia, że świat A Plague Tale może funkcjonować również poza historiami, do których zdążyliśmy się przyzwyczaić.

Inne gamingowe recenzje na Movies Room:

Ilustracja wprowadzająca: materiały prasowe

Jakub Szumiński
Jakub Szumiński Dziennikarz

Wielbiciel kina o wszystkim innym niż szarej codzienności, gier oraz szeroko pojętej muzyki. Nie wzgardza nowinkami technologicznymi oraz wyprzedażami w Play Station Store. Gdyby Batman istniał naprawdę, wolałby chodzenie po ścianach i wielką moc, bo z nią przychodzi ...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zdjęcie okładkowe wpisu: Gwiazdor Krzyku 7 wcieli się w Angela w reboocie X-Men

Gwiazdor Krzyku 7 wcieli się w Angela w reboocie X-Men

Wiemy, kto zagra Angela w nadchodzącym reboocie X-Men. Mlodego gwiazdora można kojarzyć z Krzyku 7 oraz serialu Gen V. Marvel stopniowo odkrywa karty związane z nowym filmem o X-Men. Najwięcej informacji dotyczących rebootu wypłynęło w połowie sierpnia podczas D23.

Agnieszka Ziobrowska, 10 września 2026

moviesroom.pl

Jest Was już ponad 110.000! Obserwuj największy profil z ciekawostkami filmowymi. Zapraszają Tom Rewers i redakcja MR🎬