Riot: Civil Unrest – recenzja symulatora chaosu

Branża gier widziała już masę symulatorów. Symulator farmy, symulator autobusu, symulator kozy… Powstała jednak gra, której do tej pory świat nie widział – Riot: Civil Unrest, czyli symulator zamieszek. Sprawdźmy, czy dzięki niej będziemy w stanie poczuć prawdziwy klimat protestów siedząc bezpiecznie w domu.

Riot: Civil Unrest to produkcja która porusza bardzo gorący, zwłaszcza w ostatnich latach temat. Kiedy coraz częściej słyszymy o wszelakich protestach znalazł się ktoś, kto powoli nam opowiedzieć się po którejś ze stron konfliktu w wirtualnym świecie. A jest nim główny projektant Riot: Civil Unrest – Leonard Mechiari, znany z tworzenia przerwynikow filmowych w produkcjach Valve. Debiutancka gra jego studia Stimunation nie skupia się jedynie na dostarczeniu graczom ciekawej rozrywki, ale próbuje oddać autentyczne motywacje i zachowania uczestników demonstracji. Twórcy podczas produkcji opierali się na wywiadach prowadzonych z faktycznymi uczestnikami zamieszek. Zarówno po stronie demonstrujących, jak i policjantów próbujących nad nimi zapanować.

W Riot: Civil Unrest dostajemy możliwość wzięcia udziału w najsłynniejszych protestach ostatnich lat. Gra skupia się na wydarzeniach z Hiszpanii, Grecji, Włoch i Egiptu. Na uznanie zasługuje fakt, że twórcy nie wrzucają nas bezmyślnie na pole bitwy i każą nam pokonać swoich przeciwników. Przed rozpoczęciem każdej rozgrywki zostajemy poinformowani jakie są przyczyny danego protestu. Dzięki temu mamy możliwość poznania motywacji tłumu, a nasze działania zostają w pewien sposób umotywowane. Przynajmniej wcielając się w demonstrantów, ponieważ cel policji jest zawsze taki sam – udaremnienie protestów.

riot civil unrest

fot. screen z gry

Zobacz również: Dark Souls Remastered – recenzja gry o umieraniu

Akcja gry przedstawiona jest w rzucie izometrycznym, a oprawa graficzna utrzymana została w pixel-artowej konwencji. Choć wielu może ten fakt zniechęcać, to trzeba przyznać że pasuje tutaj ona jak nigdzie indziej. Pixelowy tłum wygląda naprawdę dobrze i potęguje poczucie chaosu rozgrywającego się na naszych oczach. À propos chaosu to przejdźmy do samej rozgrywki. Jak już wcześniej wspomniałem w Riot: Civil Unrest wcielić możemy się w demonstrantów lub policjantów. Naszym zadaniem jest sterowanie ich oddziałami, aby osiągnąć określony na początku rozgrywki cel. Może to być utrzymanie pozycji, przejęcie kontroli nad terytorium lub zniszczenie obiektów przeciwnika. Zadania są podobne dla obu klas, jednak środki jakimi dysponują znacząco się różnią.

Tak więc wcielając się w policjantów możemy wyposażyć nasze jednostki w różnorodną broń zarówno miękka jak i twardą. Do dyspozycji dostajemy jednostki szturmowe, balistyczne i taktyczne. Każda z nich charakteryzuje się konkretnymi umiejętnościami. Możemy je również wyposażyć w przydatne przedmioty, takie jak granaty hukowe, czy dymne. Pozwolą nam one wystraszyć protestujących i przybliżą nas do osiągnięcia celu. Przydatne są także stymulanty które dodają odwagi jednostkom i sprawiają że stają się one bardziej agresywne. Nieocenione jest również radio dzięki któremu będziemy mogli lepiej dyrygować poczynaniami naszych oddziałów, a nie jest to tak łatwe jak mogłoby się wydawać.

riot civil unrest

fot. screen z gry

Zobacz również: Unruly Heroes – recenzja ciekawej platformówki od Magic Design Studio

Jeśli chodzi o demonstrantów to nasze możliwości są dużo bardziej ograniczone. Ich główne umiejętności to między innymi okrzyki, które podnoszą morale i dodają odwagi w starciach z policją. Ponadto protestujący mogą podnosić w geście kapitulacji ręce w górę, czy klękać na ziemi. Oczywiście mierząc się z oddziałami policji nie zostajemy pozostawieni bez żadnej broni. Do dyspozycji otrzymujemy kamienie, jajka, czy petardy. Pomocne będą także socialmedia dzięki którym możemy wezwać na miejsce demonstracji jeszcze większą liczbę ludzi.

Na początku każdej rozgrywki otrzymujemy pewne zadanie. Nie są one jakoś szczególnie urozmaicone i skomplikowane. Ograniczają się głównie do konieczności utrzymania pozycji, wdarcia się na terytorium przeciwnika, czy zniszczenia obiektów wroga. Jednak nasze zwycięstwo nie zależy jedynie od wykonanego zadania. I tutaj pojawia się element, który w Riot: Civil Unrest podoba mi się najbardziej. Wynik końcowy rozgrywki jest wypadkową dwóch czynników: zwycięstwa militarnego oraz zwycięstwa politycznego. Tak więc nawet jeśli uda nam się wykonać założone zadanie rozgrywka może zakończyć się naszą porażką. Dlaczego? Ponieważ jeśli w celu wykonania zadania użyjemy nieadekwatnych środków przymusu, zostanie to źle odebrane przez opinię publiczną. W wyniku tego otrzymamy ujemne punkty, które mogą przesądzić o naszej porażce.

riot civil unrest

fot. screen z gry

Zobacz również: Just Cause 4 – recenzja tropikalnej rozpierduchy

W Riot: Civil Unrest najbardziej charakterystyczna jest ciągła niesubordynacja naszych oddziałów. Zarówno policja jak i demonstranci ulegają ciągłemu strachowi przed przeciwnikiem. Wiąże się to z uciekaniem z wyznaczonych przez nas pozycji i nie wykonywaniem wydanych poleceń. Dlatego rozgrywka polega głównie na próbie zapanowania nad naszymi oddziałami. Możemy osiągnąć to poprzez umiejętności specjalne, pamiętając jednak że będzie to niosło za sobą pewne konsekwencje. Gra zmusza nas do jak najbardziej powściągliwych działań i dotyczy to zarówno demonstrantów jak i policji. Musimy korzystać z dostępnych środków rozważnie, pozostawiając otwartą agresję jako ostateczność.

Gra nie jest oczywiście pozbawiona wad. Pierwszą z nich jest praca kamery. Często zdarza się, że nasze jednostki znikają w ferworze walki poza ekranem. Nie mamy wtedy możliwości przesunięcia kamery, aby zobaczyć co się z nimi dzieje. Kamera jest raczej statyczna i nie mamy wpływu na jej zachowanie. Kolejna kwestia to brak jakiegokolwiek samouczka. Możemy uznać to za zabieg zwiększający immersję początkującego demonstranta, czy policjanta po raz pierwszy wysłanego na tego typu akcję. Jednak ogarnięcie tego co mamy robić i jakie są nasze umiejętności zajmie na pewno dłuższą chwilę. Dlatego warto zacząć rozgrywkę od najniższego poziomu trudności, aby powoli poznać mechaniki gry i nie zniechęcić się do niej.

Konsolowa wersja Riot: Civil Unrest cierpi przez sterowanie nieprzystosowane do gry na padzie. Wyrzucanie granatów, czy petard jest bardzo nieprecyzyjne. Przez to wykonanie zadania jest jeszcze trudniejsze. Dlatego jeśli macie do wyboru kupno gry na konsole lub na PC, lepiej zdecydować się na tę drugą platformę.

riot civil unrest

fot. screen z gry

Zobacz również: Zagrajmy w to jeszcze raz – Dragon Ball: Xenoverse (2015)

Mimo wspomnianych mankamentów Riot: Civil Unrest jest naprawdę ciekawą produkcją. Nieszablonowe podejście do strategicznej rozgrywki, w której nasza taktyka bardzo szybko przestaje działać jest czymś świeżym i ciekawym. Choć grę rozpocząłem po stronie demonstrantów szybko przekonałem się, że prawdziwa zabawa zaczyna się kiedy przejmujemy stery nad oddziałami policji. Rozgrywka jest dużo ciekawsza i bardziej satysfakcjonująca niż ma to miejsce w przypadku klękania, czy podnoszenia okrzyków protestantami. Choć muszę przyznać, że wbieganie rozwścieczonym tłumem przez policyjne zasieki w lokalnym multiplayerze sprawiało mi nie lada frajdę. Podsumowując, Riot: Civil Unrest to pozycja której za cenę około 50 zł warto dać szansę. Gwarantuje, że nigdy nie graliście w nic podobnego. Zaznaczam przy tym, że to jedna z tych gier które się kocha, albo nienawidzi.

Ilustracja wprowadzenia: screen z gry

Entuzjasta kina klasycznego, fan filmów SCI-FI ubiegłego wieku oraz nałogowy konsolowiec.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?