Movies Room - Najlepszy portal filmowy w uniwersum

Sand Land – recenzja gry. Piaskowy sen Akiry Toriyamy

Autor: Mateusz Chrzczonowski
16 maja 2024
Sand Land – recenzja gry. Piaskowy sen Akiry Toriyamy

Z Akirą Toriyamą, japońskim mangaką, który zasłynął na całym świecie z niezwykle popularnej serii Dragon Ball, musieliśmy pożegnać się zaledwie dwa miesiące temu. Wielu fanów pewnie nadal nie może się z tym pogodzić, zwłaszcza że Japończyk jeszcze niedawno dostarczał nam nowe filmy z uniwersum Smoczych Kul, a także pracował nad innymi dziełami. Ostatnim z takich dużych projektów okazał się film, serial oraz recenzowana dziś gra o tytule Sand Land. Jak wypada ta produkcja?

O tym, że Sand Land wyszło spod rąk Akiry Toriyamy, można wywnioskować już po pierwszych minutach rozgrywki czy nawet screenach. Projekty postaci, a także elementów świata bardzo mocno przywodzą na myśl Dragon Balla czy choćby Dragon Questa. Sand Land pierwszy raz ujrzał światło dzienne za sprawą krótkiej, jednotomowej mangi autorstw autora. Te 14 rozdziałów wystarczyło jednak, by zyskać uznanie fanów. Mimo to Toriyama zakończył przygodę z mangą na tej niedługiej przygodzie. Dopiero w 2022 roku pojawiły się informację, które donosiły, że trwają pracę nad pełnometrażowym filmem. W międzyczasie dowiedzieliśmy się, że będzie też serial, czyli pocięty film plus dodatkowe sceny, aż ostatecznie zapowiedziano też grę. 

Gra, serial, film - co wybrać?

Przy takich łączonych projektach od razy zapala mi się czerwona lampka, że może to być oczywiste odcinanie kuponów, aby tylko coś jeszcze zarobić na premierze filmu. Za produkcję gry odpowiada studio ILCA, dość mało doświadczona ekipa, co też nie napawało optymizmem. Jak dotąd stworzyli oni Pokemon Brilliant Diamond/Shining Pearl – remake znanych kieszonkowych potworków – oraz zeszłoroczne One Piece Odysey, czyli tytuł opowiadający nową historię w uniwersum Eiichiro Ody z turowym systemem walki. Obie gry poprawne, ale też pozostawiające trochę do życzenia. 

Screen z gry Sand Land

Zobacz również: Stellar Blade – recenzja gry. Gwiazdko świeć

Jeśli do tego czasu obejrzeliście film lub serial anime dostępny na platformie Disney plus, to musicie liczyć się, że w grze Sand Land czeka Was powtórka z rozrywki. Wszystkie trzy formy skupiają się bowiem na tej samej historii, choć oczywiście każdy się czymś od siebie różni. Podstawą jest tu film, który ukazuje całkiem wiernie oryginalną historię narysowaną w mandze te dwadzieścia parę lat temu. Serial w pierwszych odcinkach to zaś kropka w kropkę film, ale pocięty na epizody. Dopiero w drugiej części sezonu dostajemy rozbudowę historii o kontynuację – ta została napisana osobiście przez Akirę Toriyamę. No a sama gra to chyba najbardziej rozbudowana opowieść, choć bardzo blisko jej do serialu. 

Pustynie nie kończą się na Diunie

Fabuła tu przedstawiona skupia się na przygodach Belzebuba – syna króla demonów. Główne skrzypce gra tu jednak niezaprzeczalnie świat, który może się podobać. Oto bowiem obserwujemy krainę niczym z apokaliptycznego snu – niegdyś urodzajna i będąca idealnym miejscem do życia, dziś wyschnięta na wiór i zmuszająca do walki o choćby łyk wody. Za wyniszczeniem świat stoją ludzkie konflikty oraz zmiany klimatyczne – szczegóły na temat tego, co się wydarzyło w przeszłości, może poznać w trakcie przygody. Obecnie całym złotem pustynnego świata, czyli wodą, dysponuje król, czego też nie waha się użyć do niemoralnego dojenia obywateli. Każdy, kto nie chce umrzeć z pragnienia, musi bowiem zapłacić niebotyczną kwotę za choćby butelkę wody. Nie trudno się domyślić, że wielu zwyczajnie na to nie stać.

Screen z gry Sand Land

Zobacz również: The Thaumaturge - recenzja gry. A miało być tak pięknie...

Tu też zaczyna się historia ukazana w grze. Zdesperowany szeryf jednego z miasteczek postanawia udać się do siedziby demonów, by prosić ich o pomoc w odnalezieniu „Legendarnego Źródło”. Jego zlokalizowanie może rozwiązać problem z dostępem do wody oraz pozwolić odciąć się od wyzysku króla. Pewnie zastanawiacie się, w jaki sposób będzie on w stanie przekonać do współpracy demony. Jak się okazało, nie było to bardzo trudne – wystarczyło podarować Belzebubowi… starą konsolę do gier. Ten bowiem, choć jest nieśmiertelnym i żyjącym ponad 1000 lat demonem, to nadal ma duszę dziecka. Do tego nie taki zły z niego jegomość, o czym stopniowo przekonujemy się podczas podróży. Co do samej historii w Sand Land nie mogę mieć większych zarzutów – jest może prosta, ale podczas 20 godzin gry dzieje się tu całkiem sporo, a całe lore świata oraz postaci głównego bohatera, a przede wszystkim jego towarzyszy, mają sporo ciekawego do zaoferowania. 

Czołgiem na przygodę

Dobrze wypada także sama rozgrywka, czego kompletnie się tu nie spodziewałem. Liczyłem na powtarzalne i nudne misje, które znudzą mi się po góra dwóch godzinach. Jednak tu było zupełnie odwrotnie – im dalej w las, tym coraz bardzie angażowałem się dostarczone nam atrakcje. Zacznijmy od tego, że grę trudno określić jednym gatunkiem. Nie jest to prosta gra akcji, gdzie tylko bijemy masę napotkanych przeciwników i przeklikujemy przeniesione z anime dialogi – co to to nie.  Walka na pięści występuje, ale wcale nie jest najmocniejszą stroną produkcji – można się bić dość klasycznie i tyle. Na szczęście dość szybko gra z mordobicia na gołe pięści przeradza się w walkę w czołgach, a potem nawet w mechach. Tak, w grze możemy wpakować naszą ekipę do czołgu i regularnie wybijać armię wroga – brakuje tylko pewnego owczarka niemieckiego. 

Materiały prasowe / Sand Land

Zobacz również: Princess Peach: Showtime! - recenzja gry. Czas na Girl Power

Na posiadaniu jednego pojazdu jednak się nie kończy. W pewnym momencie w grze otrzymujemy technologię chowania pokaźnych machin w małej kapsułce – pomysł z Dragon Balla, a jakże. Dzięki temu w jednym momencie możemy posiadać kilka różnych pojazdów, które specjalizują w czymś zupełnie inny, Co więcej, czołgi i inne gąsienicowe/dwunożne/kołowe sprzęty możemy budować sami, zbierają schematy i surowce. Potem możemy je jeszcze upgrade’ować i przebudowywać – choć może nie jest to jakoś szczególnie złożone, to sama obecność takich mechanik w tej grze mnie naprawdę zaskoczyła. 

Beelzebub na ratunek świata

Twórcy pomysłami strzelali jednak chyba jak z rękawa, bo całkiem sprawnie zaimplementowano tu jeszcze co innego. W pewnym momencie trafiamy do miasta-bazy, gdzie między innymi jest warsztat do ulepszani pojazdów, ale możemy też przyczynić się do jego odbudowy. Na początku bowiem jest w bardzo opłakanym stanie i prawie całkowicie wyludnione. A jak możemy to zrobić? A bo poprzez wykonywanie zadać pobocznych i sprowadzając tym sposobem jak najwięcej ludzi do miasta. W ten sposób zaczyna ono dość szybko odżywać. Naprawdę fajny pomysły na zachęcenie graczy do wykonywania opcjonalnych questów. 

Zobacz również: South Park: Snow Day! - recenzja gry. Nowy znowu namiesza?

Na koniec trzeba jeszcze wspomnieć, że choć Sand Land pozytywnie zaskakuje, to nie da się przeoczyć cięć, których twórcy nie uniknęli ze względu na ograniczony budżet. Na pewno trzeba jednak docenić, że deweloperzy ze studia ILCA mimo braków środków na większe przedsięwzięcia, dowieźli całkiem dobrze wyglądającą produkcję. Stylizowana na anime oprawa robi swoje, to prawda, ale nie można zabrać twórcom, że postacie, pojazdy, a nawet lokacje mogą się podobać. Co do minusów wynikających właśnie z ograniczeń budżetowych najbardziej ukuła mnie powtarzalność wśród przeciwników oraz misji pobocznych – wrogowie szybko zaczynają się powtarzać, a zadania poboczne równie szybko zaczynają sprowadzać się do tego samego. No i jeszcze walka wręcz – niestety nie zachęca do wychodzenia z pojazdów, bo zwyczajnie prezentuje się nijak i drętwo. 

Gra na miarę twórczości Toriyamy?

Podsumowując, Sand Land to produkcja, która przynosi oddech świeżości wśród gier opartych na anime. Pomimo początkowych obaw co do zaangażowania studia ILCA oraz możliwych cięć wynikających z ograniczonego budżetu, gra okazuje się być przyjemnym doświadczeniem dla fanów twórczości Akiry Toriyamy. Wciągająca fabuła, różnorodność rozgrywki oraz możliwość personalizacji i ulepszania pojazdów sprawiają, że Sand Land może być godnym tytułem do sprawdzenia dla każdego, kto lubi unikatowe połączenie postapokaliptycznego świata z elementami fantasy – na pewno jest to idealna propozycja po seansie Diuny. Mimo pewnych niedociągnięć, pozostawia po sobie naprawdę pozytywne odczucia. Toriyamy byłby dumny.

Ilustracja wprowadzająca: materiały prasowe

media-libraryIhi3B2
media-libraryPNn4MB
media-libraryTgx0qa
media-library1qz9nQ
media-libraryGYgobE

Gra więcej, niż powinien. Od czasu do czasu obejrzy jakiś film, ale częściej sięgnie po serial w domowym zaciszu. Niepoprawny fanatyk wszystkiego, co pochodzi z Kraju Kwitnącej Wiśni. | [email protected]

Komentarze (0)
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.