Movies Room - Najlepszy portal filmowy w uniwersum

Invincible - recenzja 4. sezonu. Stawka wyższa niż kiedykolwiek

Autor: Szymon Góraj
22 kwietnia 2026
Invincible - recenzja 4. sezonu. Stawka wyższa niż kiedykolwiek

Jeżeli spojrzymy na produkcje superbohaterskie w szerszym kontekście, należy mówić o pewnym odwrocie - szczególnie pod kątem do nie aż tak dawna dominujących kinowych hitów. Ale telewizja notuje całkiem ciekawy progres. Gatunkowe półprodukty ze stacji CW należą już dawno do przeszłości i obecnie w awangardzie znajdują się mniej oczywiste, nierzadko znacznie bardziej przyziemne i/lub mroczne seriale. Disney robi, co może z nowym sezonem Daredevila, aczkolwiek najwięcej do powiedzenia mają w ogólnym rozrachunku The Boys i omawiany Invincible. W sumie ta ostatnia produkcja prezentuje o wiele równiejszy poziom, a początek najnowszego sezonu jedynie mnie w tym utwierdził. Teraz czas na rozliczenie z całością.

Długo nie zapomnę, gdy włączyłem po raz pierwszy Invincible. Wtedy jeszcze nie miałem przyjemności z komiksowym pierwowzorem Kirkmana, toteż uruchomiłem w sumie głównie dlatego, że wpadło mi w oko na Prime Video. Spodziewałem się raczej trochę mocniejszego animowanego superhero bez żadnych specjalnych oczekiwań. Ale wszystko zmieniła TA scena z Omni-Manem pod koniec epizodu otwierającego cały serial. Od tego czasu dokonało się naprawdę sporo. Mark przeżył lanie od ojca, bolesne starcia z niejednym nowym twardzielem na horyzoncie, a zwieńczeniem tego był morderczy pojedynek z Conquestem, który zakończyłaby się jego śmiercią, gdyby nie kluczowe wsparcie Eve. Świeży sezon wprowadza nas w nową rzeczywistość.

Wbrew temu, co mogłoby się wydawać naprawdę łatwo byłoby rozkraczyć tę świetnie funkcjonującą maszynę. Jeżeli miałbym jakieś konkretne uwagi do sezonu trzeciego, to na pewno zbyt rozlazłe wprowadzenie. Praktycznie każdy następujący po sobie rozdział z życia Marka i jego bliskich otwiera niemożliwy do pominięcia proces przepracowywania traum po wybuchowym finale poprzednika. I o ile S3 miejscami aż nazbyt ślamazarnie podchodził do odbudowywania status quo, o tyle tym razem scenarzyści wyciągnęli wnioski z poprzednich podejść do materiału źródłowego. Nie ma tu bowiem poczucia, że ktoś próbuje w nachalny sposób podbić stawkę, ale i z drugiej strony nadawany jest właściwy rytm. Stan ducha Marka, Eve i reszty doskonale koresponduje ze spanikowaną opinią publiczną, która w poprzednich miesiącach doświadczyła większej liczby katastrof niż zwyczajowo - a konkretne  sytuacje zasiały nie lada ziarno nieufności zarówno wśród zwykłych cywili, jak i części superbohaterów, których przez najazd Marków z innych wymiarów w 3. sezonie jest najmniej od niepamiętnych czasów. Równolegle sytuacja jest napięta w kosmosie. Zagrożenie ze strony Viltrumitów nie tylko nie zostało oddalone, ale wręcz zaczyna stawać się problemem wszystkich znanych istot we wszechświecie, co płynnie prowadzi do głównego motywu sezonu.

Jednym z największych atutów czwartej serii Invincible jest wykorzystywanie potencjału niemal każdego wątku i postaci na sto procent - i do tego robienie tego w sposób odpowiednio kreatywny. Trudno mi w ogóle wygrzebać z pamięci jakiś moment zastoju, który wybijał mnie z immersji, sprawiał, że skupiałem się na wytykaniu błędów. Mamy przyziemne sprawy w rodzaju walki ze zorganizowaną przestępczością - która z kolei wpada w większy motyw zmieniającego się stanu rzeczy po ostatniej większej inwazji na naszą planetę - w międzyczasie zaś Allen i Nolan zacieśniają więzy przyjaźni w segmencie mogącym być potencjalnie wstępem do luźniejszego spin-offu z rzeczoną dwójką w rolach głównych, a wszystkie fabularne odnogi prowadzą powolutku do “wycieczki” stanowiącej kardynalny punkt intrygi sezonu. 

Lekko zmarginalizowana rola bohaterów w rodzaju Cecila jest w tym przypadku całkiem nieźle uzasadniona - a wynagradza to wzbogacenie postaci Olivera, czy Debbie (która znów jest prowadzona lepiej niż w komiksie). Do tego trafiają się postacie zupełnie nowe (albo usytuowane dotychczas na trzecim planie). Prime Video zainwestowało w nowy zaciąg świetnych aktorów głosowych. Tak jak w 3. sezonie błyszczał np. Aaron Paul, tak teraz niekwestionowanym mistrzem jest Lee Pace, fenomenalnie oddając powierzchowny chłód i kryjący się pod nim niebezpieczny płomień absurdalnie potężnego Thragga. Nie będę go zbyt szczegółowo opisywał, bo nie widzę w tym sensu, ale napisanie, że poradził sobie - nawet patrząc po dotychczasowych antagonistach sezonu - jest skrajnym niedopowiedzeniem. I owszem, trafią się i słabe ogniwa w rodzaju Tech Jacket (mdła, męska wersja komiksowa jest jeszcze gorsza, niemniej dużego progresu nie odnotowałem), acz na tle gwiazd niespecjalnie mi to przeszkadza. No i wspomniany zaciąg mocnych nazwisk chyba znów nadwątlił budżet, bo nie każda animacja prezentuje taki poziom, jaki powinna (sam nie jestem w tym ekspertem, więc jeżeli ja to zauważyłem, to coś znaczy). Ale ponownie - jest to wynagrodzone emocjonalnymi, godnymi wyższej stawki starciami. Zwłaszcza pojedynki Viltrumitami dają nam wszystko, czego można się spodziewać. Jest krew i pot, straty po obu stronach i szalone konsekwencje. 

Invincible dał mi tym razem nie tylko to, na co liczyłem, ale i znacznie, znacznie więcej. Nawet sezon pierwszy nie zrobił na mnie aż tak wielkiego wrażenia, a wszelakie wady na ogół toną w morzu wspaniałości. Od retrospekcji z Viltrumitami, poprzez konflikty na mniejszej skali na Ziemi, w piekle, czy w kosmosie, aż po wojnę, której wynik wpłynie w gargantuicznym stopniu na przyszłość uniwersum. A gdy myślałem, że finał nie zrobi na mnie aż takiego wrażenia, twórcy ponownie trafili mnie od niespodziewanej strony. Ani finał The Boys, ani 2. sezon Daredevil: Born Again nie mogą się mierzyć z jedną z najlepszych serii superhero co najmniej od dekady. Nie mogę się doczekać, co jeszcze nam się trafi, bo podłoże pod 5. sezon jest mocarne. 

Więcej recenzji seriali:

Chcesz nas wesprzeć i być na bieżąco? Obserwuj Movies Room w google news!

Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.

Komentarze (0)
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.

Ocena recenzenta

94/100
  • trzyma w napięciu od początku
  • praktycznie każda ważna postać ma coś do roboty
  • nowi aktorzy głosowi trzymają poziom
  • sceny walki
  • Thragg!
  • nieoczywisty finał sezonu
  • pomimo zmian względem oryginału Tech Jacket to nadal dość słaby punkt serialu
  • poziom niektórych elementów animacji faktycznie mógłby być nieco lepszy
  • drobnostki, jak lekko gorsza niż w poprzednich sezonach ścieżka dźwiękowa

Movies Room poleca